Posiłek duchowy najlepszy

Ewangelia Marka 14,22 -26
„To jest ciało moje, to jest moja krew.” W Kościele rzymskokatolickim dzisiaj święto Bożego Ciała (Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa). U innych synoptyków mamy w opisie Ostatniej Wieczerzy słowa podobne do tych u Marka. Nie ma ich w Ewangelii Jana, niemniej w rozdziale 6 jest Jezusowe stwierdzenie: „ Ja jestem chlebem życia”. Jest tam też natomiast o tym, że to powiedzenie słuchaczy wzburzyło. Można rzec, że nic dziwnego, nam się to też mieści w głowie z trudem. Żeby stało się mniej niepojęte, warto napisać, że każdy szabatowy oraz sederowy (paschalny) posiłek rodzinny miał już sens religijny. Chyba można powiedzieć, że jest tam obecny w sposób szczególny Bóg – jak w każdej modlitwie. Zostało to jednak w chrześcijaństwie w obrzędzie mszy zmaksymalizowane myślowo niebywale. I tutaj od razu problem, jak słowa Biblii rozumieć. Czy mowa jest o obecności Chrystusa rzeczywistej, realnej, chociaż nie materialnej, jak wierzą katolicy i luteranie, chociaż ci drudzy zaznaczają, że chodzi o obecność tylko w obrzędzie: nie przechowują zatem konsekrowanego chleba i wina, udzielają choremu takiego posiłku konsekrując je przy jego łóżku. Ewangelicy reformowani kalwinistami zwani wolą mówić o obecności tylko duchowej, a pozostali protestanci (na przykład baptyści, zielonoświątkowcy) idą często za jeszcze innym reformatorem szesnastowiecznym Zwinglim, czyli wierzą w obecność Chrystusa tylko symboliczną. Wynika tak w każdym razie z moich długoletnich lektur i rozmów, jeśli nie całkiem, proszę o precyzację PT komentatorów.
Oczywiście poza chrześcijanami zachodnimi są jeszcze wschodni. O ich doktrynie eucharystycznej napisał obszernie w „Encyklopedii Katolickiej” wielki polski teolog rzymskokatolicki ksiądz Wacław Hryniewicz, prawosławia świetny znawca, według złośliwców wręcz wyznawca, w każdym razie ekumenista kapitalny. Nie przedstawię oczywiście wszystkich jego informacji o tej wyznaniowej doktrynie, zresztą tam ci teologowie trzymają się mocno tradycji, oczywiście wierzą w obecność rzeczywistą, lecz zarazem, tak jak i różni wschodni, nie tylko wierzą, ale i myślą. Ciekawy jest na przykład pogląd rosyjskich teologów XVIII- i XIX-wiecznych (dodam, że może potem nie tylko ich samych?), iż „przemiana eucharystyczna i sposób obecności Chrystusa pozostają tajemnicą wiary, dokonującą się mocą Ducha Świętego i dlatego nie należy dociekać, w jaki sposób przemiana ta się urzeczywistnia. Nie należy też koncentrować zainteresowań na momencie przeistoczenia ani na przemianie eucharystycznej jako dokonującej się w jednej określonej chwili, gdyż eucharystia jest skutkiem całego procesu liturgicznego, uobecniającego życie Chrystusa od Jego wcielenia do uwielbienia.” Ten cytat z tekstu ks. Hryniewicza obudził we mnie różne myśli. Przypomina mi się przede wszystkim obserwacja stara, ale jara, że myśl wschodnia różni się od zachodniej brakiem skłonności do myślowego „dopinania”, precyzacji, wręcz dogmatyzacji wszystkiego. 
W prawie, także w teologii. Język grecki jest w ogóle mniej precyzyjny niż łaciński i to wywoływało problemy teologiczne, ale pewnie owa myślowa niedokładność bardzo przydaje się w międzywyznaniowym dialogu. Wyjaśnię też, że owe słowa o sposobie i momencie przeistoczenia skierowane są oczywiście do teologów katolickich, a wynikają z tego, że w liturgii prawosławnej szczególnie ważna jest modlitwa do Ducha Świętego o dokonanie owej przemiany, co właśnie nie znaczy, że to ta chwila, a nie wypowiedzenia słów Chrystusa. No i przypominam o owej luterańskiej wierze w to, że Chrystus jest obecny tylko podczas obrzędu, czyli jednak też w obrzędzie, a nie w samych słowach. Natomiast naturalnie przechowują konsekrowane prosfory, by nakarmić nimi chorych, niemniej nie adorują ich, tylko ikony. Na koniec wiadomość o takiej dawnej teorii eucharystycznej teologów wschodnich, operujących platońskimi pojęciami pierwowzoru, obrazu, symbolu, podobieństwa czy też odbicia, które w jakimś stopniu są pierwowzorem, uczestniczą w jego rzeczywistości. Ale może, tak też to było odbierane przez niektórych w prawosławiu, brzmi to jednak nazbyt „symbolistycznie”.
Wracam do protestantów, korzystając z kolei z tekstu o dialogu ekumenicznym, napisanym „w tym temacie” dla cytowanej encyklopedii przez innego wybitnego teologa KUL-owskiego, ks. Stanisława Napiórkowskiego. W dokumencie z Paderborn luteranie (zapewne niektórzy) uznali nawet, że Chrystus jest obecny w eucharystii prawdziwie, rzeczywiście i substancjalnie (gdy luterański termin brzmiał dotychczas „konsubstancjalnie”). Nie da się jednak tego ująć – przyznali wspólnie z katolikami – że obecności tej nie da się ująć wyczerpująco za pomocą jakichkolwiek wyrażeń. Tamci luteranie orzekli również, że choć katolicka doktryna o przeistoczeniu zbyt racjonalizuje tajemnicę eucharystii, to jednak termin „przeistoczenie” można uznać za określenie tej przemiany.
No i wreszcie obecny spór ekumeniczno- teologiczno- duszpasterski między rzymskokatolickimi biskupami niemieckimi. Czy dopuszczać do komunii eucharystycznej ewangelików z małżeństw mieszanych, nieabsolutnie wyjątkowo, tylko zawsze, gdy są w kościele katolickim z rodziną. Większość biskupów jest za, mniejszość przeciw i odwołała się do papieża. Franciszek im powiedział, żeby się jakoś dogadali. Chodziło oczywiście o tych „heretyków”, co jednak wierzą w tej sprawie po katolicku. Otóż ja jestem za, bo myślę sobie, że jeżeli eucharystia jest tajemnicą (inny termin: słowo „misterium” nieprzetłumaczone na polski), to może wystarczy wiara, że jest w tym sakramencie Chrystus. Jak? Z tego, co napisałem wyżej, wynikać by mogło może, że nie jest to jednak najważniejsze.

Reklama

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s