Pasterz, owce i barany. O. Wiśniewski: projekt „Zatrzymaj aborcję” antychrześcijański

Ewangelia Jana 10,11-18
Perykopa o dobrym pasterzu. Jezus przedstawia się jako opiekun owiec troskliwy radykalnie: taki, który jest gotów oddać za nie własne życie – i tak się rzeczywiście stało. Oto model międzyludzkich relacji dla wszystkich, którzy nazywają się dusz-pasterzami albo nawet arcypasterzami. Taka duchowa opieka musi być głęboko przemyślana, oparta na doskonałej znajomości podopiecznych. Jezus powiedział, że zna swoje owce i one Go znają, papież Franciszek powiedział nawet, że pasterze powinni czuć ich zapach. 

Otóż mam pytanie, czy decyzja moich biskupów, by poprzeć projekt „Zatrzymać aborcję”, była właściwa. W nowym „Tygodniku Powszechnym” ojciec Ludwik Wiśniewski ocenia tę propozycję jako faryzejską, nieludzką, wręcz antychrześcijańską. Przyjście na świat takiego dziecka to w rodzinie trzęsienie ziemi. Proponując takie rozwiązanie dba się jedynie „o poprawną formułę prawną, a nie o człowieka. Gdyby w chrześcijańskim narodzie, a takim podobno jest polski naród, uchwalono ustawę, że opiekun nieuleczalnie chorego dziecka otrzymuje comiesięczne wynagrodzenie równe przeciętnej pensji, a lata opieki nad chorym dzieckiem wliczają się do świadczeń emerytalnych, gdyby ponadto ustawa gwarantowała bezpłatne lekarstwa i bezpłatną terapię dla takich dzieci – byłaby to prawdziwa troska o nienarodzonych, godna Dumnej Polski.” Owczy gatunek to przecież także barany ostro trykają rogami: biskupi swoim stanowiskiem wywołali gniew ludu, który – powiada duszpasterz dominikański – my sami, gorliwi katolicy, kapłani i biskupi sprowokowaliśmy można było przewidzieć. Owszem, „popłynęły haniebne okrzyki, których nie godzi się tu powtarzać”, ale nie można komentować ich biskupimi epitetami «chorzy z  nienawiści», «czarownice», «ludzie bez sumienia» , bo wydawały je nasze siostry i bracia, w większości przyznający się do chrześcijaństwa. Teraz są pretensje do PiS-u, że zwleka z uchwaleniem: no cóż, kiedy słupki ostrzegają… Dziwne, że i tego nie przewidziano. Ojciec Wiśniewski komentuje: „Jeden z biskupów powiedział nawet: «Nie można dłużej zwlekać, tego domaga się zdrowe sumienie». A ja chciałbym zapytać, czyje sumienie domaga się uchwalenia takiej ustawy zamiast podania ręki zrozpaczonym rodzicom? Każde życie jest święte! I skoro państwo nie zapewnia warunków do przyjęcia i wychowania nieuleczalne chorych dzieci, a sprawa jest arcyważna, ba, najważniejsza, to powinien to uczynić Kościół. Nasz polski potężny Kościół może to zrobić i powinien! Trzeba stworzyć ogólnopolski fundusz, z którego będą wypłacane świadczenia dla takich rodzin. Stworzenie takiego funduszu jest bajecznie proste. Wystarczy, że jura stolae ze ślubów i chrztów, czyli ofiary składane przy okazji tych sakramentów, będą przesyłane z całej Polski na konto takiego funduszu. Albo można wybrać inną drogę – ofiary składane przy okazji odwiedzin wiernych w okresie Bożego Narodzenia tworzą taki fundusz. Nie trzeba się obawiać, że duchowieństwo oddając te pieniądze umrze z głodu. Trzeba wierzyć w Opatrzność, a także w hojność wiernych, którzy potrafią docenić prawdziwie ludzkie gesty.” Ojciec Ludwik kończy stwierdzeniem, że taka troska o nienarodzonych mogłaby być „wręcz manifestem, że ludzkie życie jest naprawdę święte”.
Po takim obszernym odniesieniu do współczesności wracam jeszcze do ewangelijnego tekstu dzisiejszego. Są tam też słowa Jezusa: „Mam także inne owce, które nie są z tej zagrody. I te muszę przyprowadzić, i będą słuchać głosu mego, i nastanie jedna owczarnia, jeden pasterz”. Któryś egzegeta wyjaśnił mi, że te inne to narody nieżydowskie, co jest zresztą chyba oczywiste, bo przecież nie nierzymskokatolickie. Czyli to logion pasujący do czwartkowych obchodów rocznicowych. Jak na razie, jedności powyższej raczej nie widać, oby tylko nie zdarzył się tylko Holokaust następny. Pewnie jednak głupio kraczę: od czasów, gdy możliwa była Zagłada, dokonała się w światowym chrześcijaństwie rewolucja. To już nie bogobójcy, parchy zresztą, ale starsi bracia w jednej monoteistycznej wierze! Amen! 
Natomiast mój sobowtór Jonasz napisał do „Magazynu Świątecznego” o księżej pedofilii tak oto. Żeby nie było zgorszenia. Taki jest mianowicie tytuł niewielkiego tomu „Wydawnictwa Krytyki Politycznej” na temat pedofilii (podtytuł: „Ofiary mają głos”). Otóż owo zdanie tytułowe można rozumieć różnie. Ironicznie albo jednak serio. Gorszeniem jest według jednych ujawnianie księżych podłości i trudno z taką mentalnością nie walczyć, lecz według innych, również kochających Kościół, właśnie ich zakrywanie. Odkrywa się je po to, żeby następnych ofiar było mniej. Żeby przestano gorszyć maluczkich, deprawując je, a w inny sposób resztę społeczeństwa takim kościelnym zachowaniem. Albowiem Ewangelia powiada, że „nie może się ukryć miasto położone na górze”, a przecież Kościół widać z bardzo daleka. Żadne zło nie ukryje się zresztą na wieki wieków, a co jest brudne, musi oczyszczać się dla własnego dobra.   
Autorzy książki to adwokat Artur Nowak i Małgorzata Szewczyk-Nowak, psycholog, seksuolog. Chcieli także kościelnej odnowy. Napisali we wstępie: „ Nie chcemy dokładać kolejnych argumentów zacietrzewionym wrogom Kościoła, którym śnią się po nocach puste świątynie. Chcemy, by Kościół wysłuchał ofiar. Indywidualne przeproszenie każdej z nich i zadośćuczynienie  za krzywdy jest bardzo ważne. Zło należy nazwać złem, to istotny element procesu terapeutycznego”. Niemniej to ma być także moralna terapia instytucji kościelnej. Podobnie myśli jeden z kilku rozmówców autorów. „Wśród kapłanów i zakonników jest wielu wspaniałych ludzi. Kapitalna większość to ludzie głębokiej wiary. Mają powołanie, to widać (…). W związku z tym nie rozumiem, czemu Kościół tuszuje te sprawy. W oczach ludzi wiele by zyskał, gdyby stanął w słońcu prawdy”. Ciekawe, że wśród występujących w książce są także inni, których potworne przeżycia nie odgoniły od Kościoła. To również powoduje, że publikację państwa Nowaków trudno uważać za atak na Kościół. Na to jednak trzeba się radykalnie wyzbyć przekonania o jego nieskazitelności, zrozumieć, że największym wrogiem Kościoła jest on sam. A ów wstęp do książki zaczyna się od informacji rodzinnej. Para autorska napisała tak: „Nasza córka ma za kilka miesięcy po raz pierwszy przystąpić do komunii. Zastanawialiśmy się, czy to, że zajmujemy się tematem pedofilii wśród duchownych, jakoś jej nie zaszkodzi, nie zmąci jej obrazu świata. Umie już czytać. Gdy ukaże się ta książka, na pewno będzie się chciała dowiedzieć, czym jej rodzice zajmowali się przez tyle miesięcy. Na razie jest dumna, że książkę będzie można kupić w księgarni. Choć pewnie niekiedy brak nam czasu i cierpliwości, staramy się ją wychowywać najlepiej, jak potrafimy. (…) Widziała wiele kreskówek: o świętym Antonim z Padwy, o ojcu Pio, o Franciszku z Asyżu. Sporo słyszała od cioć i babci o Janie Pawle II. Te postacie są dla niej archetypami dobra.” Nie wątpię, że państwo Nowakowie z rodziną poradzą sobie z owym problemem wychowawczo-religijnym znakomicie. 
Ukazała się tymczasem również publikacja książkowa na ten potworny temat, wydana przez uczelnię kościelną. Nie zdążyłem jeszcze jej zdobyć i przeczytać, póki co, taka była o niej wiadomość Katolickiej Agencji Informacyjnej. Oto jej tekst.
„Książka «Seksualne wykorzystywanie małoletnich w Kościele. Problem – odpowiedź Kościoła – doświadczenie polskie» pod redakcją ks. Adama Żaka SJ i Ewy Kusz stanowi cenną publikację, najszerzej jak dotąd omawiającą problem seksualnego wykorzystywania małoletnich w Kościele oraz zasady prewencji wobec tego typu przestępstw. Publikacja jest owocem międzynarodowej konferencji zorganizowanej przez Centrum Ochrony Dziecka przy Akademii Ignatianum w Krakowie z 2014 roku.
Książka ta – jak podkreśla we wstępie o. Józef Augustyn SJ – ofiaruje czytelnikowi rozległą orientację w problematyce wykorzystywania dzieci i młodzieży w Kościele. Pokazuje długotrwałe skutki i głębię krzywdy wyrządzoną małoletnim oraz sposoby pomagania im. Publikacja wyjaśnia i precyzuje pojęcia wykorzystywania seksualnego małoletnich w ogóle oraz specyficznie w Kościele. Kreśli też bolesną historię wykorzystywania seksualnego małoletnich przez niektórych duchownych w Kościele katolickim w różnych krajach w ostatnich dziesięcioleciach. Podaje też typologię sprawców i charakteryzuje ich reakcje i postawy, w tym odsłania zróżnicowane i złożone motywy, jakimi się ci sprawcy kierują. Prezentuje stosowaną przez sprawców czynów pedofilskich taktykę, mechanizmy stosowanej przez nich manipulacji i przemocy. Prezentuje ponadto metody identyfikacji sprawców, co wcale nie jest łatwe. Cenne jest to, że prezentowana publikacja dokładnie przedstawia zaangażowanie Stolicy Apostolskiej i wybranych Kościołów lokalnych, w tym i Kościoła w Polsce, w kwestię rozwiązania problemu przestępstw pedofilskich i wdrażania profilaktyki w tym zakresie. Szczegółowo więc przedstawia przebieg postępowania kanonicznego, od dochodzenia wstępnego po wykryciu przestępstwa, aż do wydania wyroku wobec przestępcy. Określa tez ramy współpracy z państwowym wymiarem sprawiedliwości. Publikacja jest też wymownym świadectwem cierpienia i upokorzenia Kościoła, jaki został spowodowany zarówno przez same przestępstwa osób duchownych, jak i chęć ich ukrywania przez własne środowisko, co często mylone jest z «obroną Kościoła».
Książka «Seksualne wykorzystywanie małoletnich w Kościele» – podkreśla o. Augustyn – może pomoc osobom odpowiedzialnym za duszpasterstwo dzieci i młodzieży w zdobywaniu: pełniejszej świadomości potrzeby sformułowania jasnych norm i zasad ochrony w pracy duszpasterskiej z nieletnimi; wrażliwości na krzywdę, jaka spotyka małoletnich wykorzystywanych seksualnie; realnej oceny zachowań księży mających kontakt z nieletnimi. Publikacja może być również pomocą w odzyskiwaniu nadwerężonego zaufania u wiernych do Kościoła i jego pasterzy. Publikacja zawiera też cenny aneks, w którym publikuje m.in. „Wytyczne Konferencji Episkopatu Polski dotyczące wstępnego dochodzenia kanonicznego w przypadku oskarżeń duchownych o czyny przeciwko szóstemu przykazaniu Dekalogu z osobą niepełnoletnia poniżej osiemnastego roku życia”.
«Seksualne wykorzystywanie małoletnich w Kościele. Problem – odpowiedź Kościoła – doświadczenie polskie», redakcja Adam Żak i Ewa Kusz, Wydawnictwo Naukowe Akademii Ignacjanum w Krakowie, 2018.”
Dodam na koniec zupełny, że ksiądz Żak, jezuita zresztą, występuje w książce, o której sam tu napisałem, jako jeden z ekspertów. A sprawa jest dla duchownego trudna, bo słowa musi ważyć, skłonność do ukrywania owych świństw potężna i niełatwo ją niedyplomatycznie piętnować.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s