Nie wiedzieli, co czynią. Ojciec Święty o świętości

Wpis na niedzielę 15 kwietnia 2018
Dzieje Apostolskie 3,17
„Lecz teraz wiem, bracia, że działaliście w nieświadomości, tak samo jak zwierzchnicy wasi.” Termin grecki „agnoja” tłumaczą też inni jako „niewiedzę”. Ale to słowa Piotra bardzo zagadkowe, choć mające potwierdzenie w słowach Jezusa, które powiedział do Boga, gdy znalazł się na krzyżu: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią” (Ewangelia Łukasza 23, 24a). Nie chodziło Mu chyba tylko o żołnierzy rzymskich, bo to oni, nie straż żydowska, wykonywali wyrok Piłata. Jak to, to tylko on był winien, nawet nie arcykapłan Kajfasz, nie większość ówczesnej religijno-politycznej elity żydowskiej? Dzisiaj także teologowie katoliccy w dialogu z żydowskimi przyznają, że ciężar tej winy trzeba rozkładać inaczej niż dawniej, nie usprawiedliwiać Piłata, co widać nawet jakby w ewangeliach Mateuszowej i Janowej. Ale tutaj autor, zresztą też najpewniej Łukasz, cytuje słowa Piotra, który usprawiedliwia jakby wszystkich ludzi w tę sprawę zamieszanych. Co na to dzisiejsi uczeni w Piśmie? Otóż mówią, że tu niewiedza nie znaczy niewinność. Myślę, że należy to tłumaczyć tak: oczywiście Piłat, ale również tamta elita naprawdę nie wiedziała, kim był Jezus. Że był wysłannikiem Boga, czyli dla Żydów Mesjaszem, wręcz Bożym Synem. Nie uwierzyli w to, bo zaślepiała ich żywiona do Niego pogarda (co może być dobrego z Galilei…), zazdrość z powodu Jego popularności i wręcz nienawiść. Tak wielka, że podjęli decyzję zabójczą. A już ona sama jest przecież poważnym grzechem.
A oto, jak tutaj często, felieton Jonasza, może ktoś nie czytał go w „MiŚ”-u sprzed tygodnia.
Świętość znaczy łagodność Franciszek napisał swoje dzieło kolejne. Nazwał je adhortacją, nie encykliką, bo to rzecz mniej doktrynalna, bardziej duszpasterska, i opatrzył łacińskim tytułem: „Gaudete et exsultate”, czyli „Cieszcie się i radujcie”, wezwanie z Ewangelii Mateusza 5,12. Podtytuł wyjaśniający, o jaki temat radosny chodzi, brzmi: „O powołaniu do świętości w świecie współczesnym”. No cóż, Ojciec Święty na niej znać się musi…
Radość to hasło tego pontyfikatu, już w tytułach jego dokumentów widoczne, ale tu Franciszek rozwija myśl Chrystusa zawartą w owym cytacie z Ewangelii: mamy być radośni mimo prześladowań. Tak, o tym – jak rzadko u tego papieża – aspekcie życia chrześcijanina jest mowa w tej adhortacji. Albowiem „prześladowania nie są rzeczywistością z czasów minionych, ponieważ również dzisiaj je znosimy, czy to w sposób okrutny, jak wielu współczesnych męczenników, czy to w sposób subtelniejszy, przez oszczerstwa i fałszerstwa”. Franciszek zaznacza jednak, że mówi „o prześladowaniach nieuniknionych, a nie o tych, które możemy sami sprowadzić na siebie przez niewłaściwy sposób traktowania innych. Święty nie jest osobą ekscentryczną, oddaloną, która staje się nie do zniesienia z powodu swojej próżności, swojego negatywnego podejścia i urazów”. 
No właśnie: papież nie omija tego tematu, ale traktuje go inaczej niż niektórzy Polacy, którzy sugerują, że u nas bywa prawie jak państwach arabskich czy komunistycznych, albo nie rozumieją, że nikt nikogo nie nawrócił złością. „Nawet w mediach katolickich może dojść do przekroczenia granic, tolerowania obmowy i oszczerstwa” – Oj tak… Hasłem Franciszkowym jest właśnie łagodność. Mam być taki nawet za cenę ryzyka, że zostanę uznany za głupca, naiwnego albo słabego. Papież komentuje na ten użytek ewangelijne osiem błogosławieństw, przypominając, że cisi posiądą ziemię. Krytykę naszego Kościoła musimy łagodnie znosić, choćby grzeczna nie była. Na przykład ta na manifestacjach kobiecych, a tam widniały słowa mało dialogowe, co wiem od mojej znakomitej wnuczki Marysi, nie radiomaryjnej zgoła.
W ogóle to „kryterium oceny naszego życia stanowi przede wszystkim to, co uczyniliśmy dla innych”. Ważna jest modlitwa, Franciszek kładzie na nią wielki akcent, ważne są normy etyczne, ale stosunek do innych ludzi jest weryfikacją wszystkiego. „Choć miłosierdzie nie wyklucza sprawiedliwości i prawdy, to trzeba przede wszystkim powiedzieć, że miłosierdzie jest pełnią sprawiedliwości i najjaśniejszą manifestacją prawdy Bożej . Jest ono kluczem do nieba”. No cóż, jakiś ksiądz powiedział arcybiskupowi Rysiowi, że już rzyga tym miłosierdziem, mnie się jednak zbiera na wymioty, gdy słyszę coś wręcz przeciwnego. Bardzo niekatolickie są dla mnie opory wobec papieskiej rewolucji teologicznej, kwestionującej wielowiekowy obraz Boga, okrutnika bez granic.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s