O dominikaninie Ludwiku Wiśniewskim, benedyktynce Małgorzacie Borkowskiej i krytykowaniu kościelnej władzy

Dzieje Apostolskie 9,26-30
Kościół rzymskokatolicki przeznacza dzisiaj swoim wiernym do czytania opowieść o konsekwencjach sławnej zmiany poglądów: przyjęcia wiary w Chrystusa przez Pawła z Tarsu, który wyznawców tej wiary dotąd potężnie prześladował. A była to konwersja zgoła historyczna. Trudno powiedzieć, co by było, gdyby się coś nie zdarzyło, w każdym razie późniejsza rola Pawła okazała się kolosalna. Owszem, otwarcie nowo powstałego Kościoła na świat pozażydowski zaczęło się nie od Pawłowej wizji mistycznej
w drodze do Damaszku, ale tamtej apostoła Piotra, w której zrozumiał, że nie musi przestrzegać żydowskich zasad religijno-gastronomicznych i może usiąść do stołu z poganami (Dzieje Apostolskie 10,11-18, potem 11,5-10). Paweł przyjął chrześcijaństwo już potencjalnie zdolne do odrzucenia religijnego ekskluzywizmu, ale okaże się jego przeciwnikiem bardziej zdecydowanym niż Piotr (List do Galatów 2), w nawracaniu pogan jestniewątpliwym przywódcą. Na razie jednak uchodzi za wroga chrześcijan bardzo niebezpiecznego: w tak wielką zmianę poglądów, w jej szczerość uwierzyć było niełatwo. Czytamy dzisiaj, że groziła mu z ręki jego nowych współwyznawców wręcz nawet śmierć: „Przemawiał też i rozprawiał z hellenistami, którzy usiłowali go zgładzić”.
Dlaczego jednak właśnie ci, którzy powinni byli uważać go za kogoś im bliskiego? Trudno mi powiedzieć, bibliści dyskutują.
Przecież pochodził tak jak i tamci z kraju dalekiego od Palestyny, ów jego Tars był miastem w Cylicji, dzisiejszej południowej Turcji. Język grecki, którym się posługiwali, nie aramejski Jezusa i Jego apostołów, nie powinien był mu bardzo przeszkadzać. Tak jak i ich swoboda w interpretowaniu Tory oraz życzliwość wobec pogan właśnie. Może jednak on jako wówczas jeszcze ortodoksyjny faryzeusz wtedy jeszcze brzydził się ich „rewizjonistycznymi” skłonnościami myślowymi, a „hellenizm” szedł w
otwarciu na religijność grecką naprawdę daleko? Podobnie niejasna jest przyczyna, dla której prowodyrami w konflikcie, tamtym śmiertelnym, Stefana (Szczepana) też byli owi helleniści, choć tamten pasował do nich jak ulał jako sam hellenista, nawet według niektórych ich zwierzchnik. W każdym razie bracia w nowej wierze wysłali Pawła przezornie do rodzinnego Tarsu i to na długo, na lat około dziesięciu. Zupełnie nie wiadomo, co się tam z nim działo. Na przykład to, czy się ożenił, jak przystało na rabina, w ogóle Żyda, choć nic o jego żonie nie wiadomo. Może rzuciła go jako nawróconego na ową okropną sektę? Postać apostoła równie sławna, jak tajemnicza trochę.
A teraz felieton niejakiego Jonasza. Mundurowi dzielnie niepokorni
„Przez kilkanaście wieków zakonnice słuchały kazań, konferencji, rekolekcji, pouczeń, a zawsze w pokornym milczeniu, jak te nieme bydlątka: cokolwiek im mówiono, umiały tylko potakiwać. Czasem się któraś wyłamała, ale bardzo rzadko! Założenie ze strony kaznodziejów było niewątpliwie takie, że zawsze, w każdej sprawie i w każdych okolicznościach oni wiedzą lepiej; zakonnice zaś nauczyły się to akceptować, najpierw dlatego, że potrzebują celebransa i muszą przyjmować jego warunki, a potem już z
tradycji i przyzwyczajenia. To była forma pokory, której od nich oczekiwano.”
To najpierwsze słowa benedyktynki Małgorzaty Borkowskiej z książeczki „Oślica Balaama. Apel do duchownych panów”. „Mundurowi” ludzie Kościoła bywają zatem równie krytyczni, jak tak zwany laikat, który miewa przecież o kierowanych do nich kazaniach i innych sprawach zdanie nieraz podobne.
Trzeba zresztą zaznaczyć, że rzecz wydali też jednak „panowie”, bo benedyktyni tynieccy. Podobnie zachowuje się dominikanin Ludwik Wiśniewski. W „Tygodniku Powszechnym” z 22 kwietnia walnął w popierany przez Episkopat polski projekt poselski „Zatrzymaj aborcję” oceną, że jest wręcz antychrześcijański. Paragraf prawny nic nie pomoże, tylko rozeźli ludzi do reszty. Trzeba stworzyć fundusz pomocy rodzicom dzieci upośledzonych z datków, na który mogłyby się składać ofiary pieniężne czynione na ręce księży z okazji ślubów czy chrztów (referowałem tamten tekst w moim blogu jan.turnau.blox.pl). Ciekawe, że podobnego zdania jest posłanka PiS-u Joanna Lichocka: na spotkaniu z wyborcami w Bochni nazwała tamten projekt „nieludzkim”.
Co zaś jeszcze do ojca Ludwika, to właśnie jezuicki WAM wydał mu zbiór dotychczasowych publikacji (bez tej ostatniej, ukazała się na to za późno) pod tytułem „ Nigdy nie układaj się złem. Pięćdziesiąt lat zmagań o Kościół i Polskę”. Ten znakomity pasterz młodych dusz zmagał się arcyodważnie z „komuną” oraz ze swoimi współwyznawcami, którzy byli mniej w owej materii odważni. Na przykład w artykule „Chrześcijanie wobec walki o sprawiedliwość”, wydrukowanym w piśmie „podziemnym” „Spotkania” z r. 1978. Otóż pod tamtym tekstem jest w książce fundamentalny przypis: „Trzydzieści pięć, czterdzieści lat temu stawialiśmy sobie pytanie, czy chrześcijanie z racji swego chrześcijaństwa ma obowiązek walczyć z niesprawiedliwością i bronić krzywdzonych. To pytanie jest zawsze aktualne, także dziś. Ale stają przed chrześcijaninem także inne pytania, choćby takie – czy ma on prawo i obowiązek krytykować ludzi Kościoła, którzy nie postępują po chrześcijańsku? Dawniej wielu odpowiadało – nie. I dziś także wielu mówi – nie.”
No właśnie: oto jest wielki problem wewnątrzkościelny. Czy istnieje prawo, nawet jeśli trzeba obowiązek krytyki nawet i kościelnej władzy, nawet i samych biskupów? Ja też uważam, że istnieje. Amen!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s