Siejba

Ewangelia Marka 4,1-20
Przypowieść o siewie. Zajrzałem najpierw do synopsy Michała Wojciechowskiego: tekst jest u wszystkich trzech synoptyków. Najdłuższy u Mateusza, najkrótszy u Łukasza, przy czym Marek poświęca parę słów więcej niż Mateusz samej przypowieści, potem bardzo się ogranicza. Streszcza tylko proroctwo Izajasza o słuchaniu i nierozumieniu, jak też nie podaje Mateuszowej puenty optymistycznej, że słuchacze Jezusa szczęśliwsi są niż wielu proroków i sprawiedliwych. W wyjaśnieniu przypowieści znowu jest troszkę dłuższy niż Mateusz, ma przytyk: „Nie rozumiecie tej przypowieści? Jakże zrozumiecie inne przypowieści?” Tyle komparatystyki, przydającej się do poznania Biblii, która jest barwna także drobnymi różnicami.

Efekt siejby: nie za wielki, Mateusz i Marek podają liczby. Niemniej tekst nie jest pesymistyczny, jest realistyczny po prostu. Nie ma słów potępienia dla tych, którzy zawiedli; ludzi naprawdę żyjących Ewangelią nigdy nie było na pęczki. Kiedyś, gdy istniał Kościół „socjologiczny”, gdy każdy formalnie był chrześcijaninem (katolikiem, prawosławnym, luteraninem…), mogło się wydawać, że siew udaje się niemal prawidłowo – dzisiaj lepiej widać miarodajny obraz ewangelijny. Ale nie rysujmy go grubą kreską: ani kiedyś, ani teraz ludzie nie dzielili się geometrycznie na dobrych i złych, żyjących według Ewangelii albo też wręcz przeciwnie. Człowiek nie jest robotem, nie pędzi stale po tym samym torze, każdy zeń zbacza, chociaż jeden częściej, inny rzadziej, jeden bardzo mocno, inny tylko trochę.

Reklama

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s