Pastuszkowie, ale i mędrcy

 

Ewangelia Mateusza 11,25

Wyznaję Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, albowiem zakryłeś to przed uczonymi i inteligentnymi, a odkryłeś prostaczkom”.

Tłumaczenie po trosze moje własne, wzorowane na francuskiej Biblii Jerozolimskiej. Tak, apostołowie nie byli „uczonymi w Piśmie”, a proste kobiety przechowywały wiarę chrześcijańską w Rosji sowieckiej, inteligencja znacznie rzadziej.Ale apostołem był również intelektualista Paweł. Wiara „babuszki” nie ma być ideałem, nie zawsze jest pełniejsza, głębsza niż wiara człowieka wykształconego, grozi jej pogoń za cudami, rytualizacja, myślenie magiczne, myślowe zamknięcie na wszelką inność. W Kościele zawsze będą pastuszkowie i mędrcy. 
A propos owej inności: 4 lipca zmarł mój przyjaciel Michał Horoszewicz. Śmierć ta jest dużą duchową stratą nie tylko dla mnie: dla kultury polskiej, dla dialogu polsko-żydowskiego i chrześcijańsko-żydowskiego, dla Kościoła rzymskokatolickiego. Tak, dla mojego Kościoła również. Ten człowiek o poglądach zdecydowanie laickich, wolnomyślicielskich, pisał o sprawach kościelnych bardzo spokojnie, obiektywnie, rzetelnie. Z erudycją wręcz niebywałą. Uważał się za publicystę, nie za uczonego, a przecież jego wiedza eklezjologiczna była kolosalna, godna zazdrości niejednego katolickiego historyka Kościoła. 
Specjalizował się w sprawach relacji między Kościołem a Synagogą. Napisał na ten temat wiele artykułów, przede wszystkim jednak obszerną książkę. Wydane przez Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego w 2001 r. dzieło nosi tytuł „Przez dwa millennia do rzymskiej synagogi”; ma podtytuł „Szkice o ewolucji postawy Kościoła katolickiego wobec Żydów i judaizmu”, ale ta formuła dowodzi dużej skromności autora. Nie umiem wymienić innej polskiej książki, szkicującej syntetycznie historię stosunków owych dwóch wielkich religii. Czyniącej to właśnie w sposób bardzo zrównoważony: wytrawny watykanolog Michał Horoszewicz twierdził na przykład, że przez długie wieki papiestwo było w świecie chrześcijańskim obrońcą Żydów. Nie zawsze, taka postawa skończyła się na progu nowożytności: sytuacja Narodu Wybranego w Państwie Kościelnym uległa w drugiej połowie XVI wieku znacznemu pogorszeniu. Ale nawet i później zdarzały się uczciwe gesty Rzymu. Na przykład franciszkanina Lorenza Ganganellego (późniejszego papieża Klemensa XIV), który w raporcie przyjętym przez ówczesnego biskupa Rzymu Klemensa XIII kwestionował polskie procesy o rzekome mordy rytualne w wieku XVIII.
Dzielny badacz dziejów pracował do ostatnich dni swego życia. Jego resztę chciał poświęcić sprawie Alfreda Dreyfusa, francuskiego oficera pochodzenia żydowskiego, oskarżonego fałszywie o zdradę: planował obszerną monografię tego tematu. A znał go na tyle dobrze, żeby cytować papieża Leona XIII, porównującego niedolę Dreyfusa „do losu Syna Bożego Ukrzyżowanego”! Nie zdążył napisać tej książki: ufam jednak, że spotkał już bohatera swego wymarzonego dzieła tam, gdzie króluje Bóg-Człowiek Żydem będący, zatem żaden antysemityzm dostać się nie może. 


Reklama

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s