Tajemnice Watykanu

Księga Micheasza 6,3 

„Ludu mój, cóżem Ci uczynił?”
Werset dobrze znany: 
„Ludu, mój ludu, cóżem ci uczynił? 
W czymem zasmucił albo w czym zawinił? 
Jam cię wyzwolił z mocy faraona, 
a tyś przyrządził krzyż na me ramiona…” 

Pieśń przeznaczona wciąż na adorację krzyża w Wielki Piątek, w dzisiejszym oficjalnym śpiewniku kościelnym na szczęście do wyboru z innymi tekstami. Oby nie wygrywała tych wyborów także w Polsce, dawnej ojczyźnie tylu starszych braci w wierze…

Nie chodzi nawet o to, że za śmierć Jezusa odpowiadają także Rzymianie, że niektórzy współcześni bibliści minimalizują odpowiedzialność ówczesnych władz żydowskich, oskarżanych przesadnie przez ewangelie Mateusza i Jana. Jeżeli nawet śmierć Jezusa ”przyrządzili” jednak przede wszystkim Żydzi, to przecież wypominanie dzisiaj całemu temu ludowi owej decyzji sprzed dwóch tysięcy lat, do tego po Zagładzie, jest amoralnym absurdem. Sobór Watykański II stwierdził przecież ostrożnie, ale wyraźnie: „A choć władze żydowskie wraz ze swymi zwolennikami domagały się śmierci Chrystusa, jednakże to, co popełniono podczas Jego męki, nie może być przypisane ani wszystkim bez różnicy Żydom wówczas żyjącymi, ani Żydom dzisiejszym”.

Gdy jestem przy Soborze, przypomniała mi się książka „Tajemnice Watykanu”, opublikowana w czerwcu przez Znak. Autor francuski Bernard Lecomte jest znanym dziennikarzem i pisarzem, autorem m.in. przetłumaczonego w Polsce i wydanego również przez Znak dzieła o Janie Pawle II pt. „Pasterz”. A owe tajemnice to nie żadne sekrety, czyli sprawy zupełnie nieznane. Na przykład to, że na Vaticanum Secundum starli się ostro reformatorzy z konserwatystami, wiadomo wszystkim zainteresowanym doskonale, ale chcącym to wiedzieć dokładniej przydadzą się bardzo informacje Lecomte`a. Wie on o Kościele dużo, a pisze świetnie: dramatyzuje narrację kapitalnie. Co więcej, zachowuje umiar w ocenach. W sprawie sławetnego milczenia Piusa XII uważa na przykład, że papież milczał naprawdę dlatego, że chciał uniknąć większego zła, jakim byłyby sprowokowane jego wypowiedzią represje hitlerowskie, a po cichu uratował wielu Żydów. Niemniej okazał się bardziej dyplomatą niż prorokiem i to Kościołowi bardzo zaszkodziło, zepsuło jego „image”. Co do mnie, akurat w tej sprawie jestem skłonny bronić Piusa XII: bywają sytuacje, w których nie ma dobrego wyjścia choćby dlatego, że przyszłość jest zakryta, nie wiadomo, jakie będą skutki naszych działań. A do tego papieża mam pretensję o coś innego: o za małą troskę o Polskę. Niemcy byli od niej ważniejsi, co udowadniał na przykład bardzo kompetentny a zarazem obiektywny Michał Horoszewicz (cytowałem go kiedyś). A poza tym Kościół katolicki był pod jego rządami naprawdę mało ewangeliczną dyktaturą, zwalczającą każdą myśl niepisaną pod sznurek Świętego Oficjum.

Inne „tajemnice” to w tej książce powstanie Państwa Watykańskiego po przeszło pół wieku konfliktu papiestwa z państwem włoskim. Sprawa została załatwiona dopiero z chytrym graczem Mussolinim, który zresztą wnet zrywa porozumienie. To nieopublikowana w końcu encyklika Piusa XI na temat rasizmu i antysemityzmu: papież umarł, a następca (Pius XII) sprawy nie podjął. Czemu? Antysemitą na pewno nie był (choć chyba mniej przejęty tą sprawą niż poprzednik), ale być może tu też bał się dyplomatycznych konsekwencji.

Inne rozdziały książki: dramat księży robotników we Francji, encyklika „Humanae vitae”, napisana wbrew opinii wielu ludzi Kościoła, schizma arcybiskupa Lefebvre`a, śmierć Jana Pawła I (durna plotka o papieżobójstwie i oczywiste fakty), zamach na Jana Pawła II (na rolę Kremla jednak brak dowodów), Opus Dei (czarna legenda i czyste fakty), całun turyński (sprawa nierozstrzygnięta), trzecia tajemnica fatimska itp.

Nie zawsze całkiem zgadzam się z autorem, ale jego wiedza jest znacznie większa niż moja. A ta to po trosze historia Kościoła katolickiego w wieku XX, a i trochę XXI (kardynał Ratzinger Benedyktem XVI). Lektura obowiązkowa dla wszystkich uczonych i laickich eklezjologów.

Znak wydał też właśnie rozmowę-rzekę Jolanty Steciuk ze znakomitą publicystką i działaczką społeczną Haliną Bortnowską, uformowaną przez ten sobór i formującą w tym duchu (myślę, że w Duchu Świętym) kolejne pokolenia. Rzecz zwie się „Wszystko będzie inaczej”. Na temat wyjściowy tego wpisu, czyli Żydów, taki oto cytat z tej książki:

”Tak jest, pamiętam, kto był pierwszym poznanym Żydem w moim życiu, to znaczy pierwszą osobą, której żydowskość ukazana mi została jako problem. Jak wiesz, byłam w domu jedynaczką. W takim życiu, zanim się zacznie szkoła, dużo jest samotności i towarzystwa dorosłych. Rodzeństwo tworzy własny świat, jedynak także ma swój świat, ale sprawy dorosłych więcej w nim znaczą. W moim świecie dużo znaczyło radio (telewizji przecież jeszcze nie było). Miałam swoje ulubione audycje. Jedną z nich były „Pogadanki Starego Doktora”. Słuchali ich też moi dorośli. Który to mógł być rok? Trzydziesty szósty, siódmy? Pewnego dnia mama powiedziała mi, że tych pogadanek już nie będzie, bo Stary Doktor jest Żydem, i dlatego źli ludzie nie chcą go wpuszczać do radia. Pamiętam pisanie listu w moim imieniu, w którym dorysowując serduszko i wykrzykniki, potwierdzałam, że j a koniecznie chcę dalej słuchać Starego Doktora, który jest mądry i dobry… Odebranie mi Starego Doktora przeżywałam jako osobistą krzywdę.

Skojarzyłam to sobie potem z widzianym raz na ulicy koło politechniki tłumem studentów – dziś wiem: bojówkarzy prawicowych, korporantów – manifestujących przeciw Żydom. Zrozumiałam, że nie chcą wpuścić Żydów do tej swojej szkoły. Bałam się tych ludzi z kijami i ich krzyków. Pomyślałam, że właśnie tacy ludzie wypędzają mojego Doktora z radia, kiedy on chce mówić do mnie i do moich rodziców. Stary Doktor to był oczywiście Janusz Korczak. ”

Notabene wiem z ”Polityki”, że Komorowscy są herbu Korczak, czyli prezydent-elekt powinien prześcigać w dialogu z Żydami swego poprzednika, tu niewątpliwego zasłużonego.

Będę książkę Bortnowskiej cytował tu dalej, jej niebanalne myśli na tematy religijne. A teraz myśl biblijno-liturgiczna, może i banalna zresztą ogólnie, ale konkrety wołają o pomstę do nieba: na przykład taki, że w mojej parafii Pismo Święte często czytają panowie w sposób beznadziejny, bez stosownej dykcji, najwyraźniej nie wiedzą, o co autorom chodziło. A to przecież stolica, gdy tymczasem w Jagniątkowie pod Jelenią Górą dwie panie dostały do czytania teksty w ostatniej chwili i wykonały to świetnie, choć nie są po żadnych studiach teologicznych. Oj, księża, księża (bo to przecież ich odpowiedzialność)…. Tyle wciąż narzekania na wrogów zewnętrznych, na szatański świat, w świątyniach beznadziejne brakoróbstwo. Pomijam niektóre kazania, bo ich beznadziejność to już banał nad banały.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s