Mądrość Boża i głupota nasza. Luter rzymskokatolicki, czyli Kościół otwarty

Księga Przysłów 8,22-31
Ta pierwsza upersonifikowana jest jako niewiasta (dziewica), którą „Pan zrodził przed pradziejami ziemi”. Wspomina sama: „Byłam przy Nim mistrzynią, rozkoszą Jego dzień po dniu, cały czas igrając przed Nim”. Poezja teologiczna zaprawdę niezrównana. Estetyka estetyką, biblistyka biblistyką, trzeba zatem wiedzieć, że już w Starym Testamencie świta jakby myśl o Bożej Trójcy. Polecono katolikom rzymskim na dzisiaj taką biblijną lekturę, bo w tym Kościele dzisiaj Jej, Trójcy, święto. Słowo Boże, Mądrość, z czasem także w Księdze Mądrości Duch (Święty), to niemal słowa jednoznaczne, jakoś ten przejaw Boga wyodrębniający.
Wracając do dzisiejszego tekstu, mowa tutaj o różnych obiektach wszechświata, osobliwie zbiornikach wody. Naszło mnie zatem, gdy mamy groźny upał, skojarzenie w ogóle na czasie, mianowicie ekologiczne. Globalne ocieplenie jest zapewne faktem bezspornym, nie nasza to głównie wina, niemniej też trochę. Musimy wziąć się w garść, umysł, by racjonalizować gospodarkę owym płynem życiodajnym, i wolę, aby nie chlapać nim tak potwornie. Cnota praktyczna – oszczędność. Bierzmy przykład od innych narodów, Francuzów i innych zachodnich, słuchajmy Franciszka, jego wołanie w encyklice „Laudate si”.
Bożego dzieła stworzenia nie paprajmy.

No i załącznik ogromny, felieton do ”Miś”-a „Wyborczej ”, lekko przerobiony.
Głośne myślenie. Luter, Turnau und Stuhr
Jonasz
Tytuł cokolwiek niemiecki, mam nadzieję, że nie urazi nikogo. Jest natomiast dwuznaczny: Luter to jednak raczej nazwisko reformatora z XVI wieku, a aktorów Stuhrów też jest dwóch. Otóż chodzi mi o rzymskokatolickiego księdza dzisiejszego i o sławnego ojca, nie syna. A w ogóle to o książkę tych dwóch panów, bardzo fajnie wydaną i napisaną, co się zowie tak: „Myśmy się uodpornili. Rozmowy o dojrzałości” (wyd. MANDO).
Najpierw słowa wdzięczności dla pana Stuhra. Był kiedyś jubileusz, 30-lecie Wydawnictwa „Znak” – w tym roku siedemdziesiątka, 100 lat!!! Wymyślono wtedy, by zaśpiewał Turnau Grzegorz oraz Turnau Jan.
Tłumaczyłem, żem w temacie wokalnym słaby, głos jest, słuchu brak, odparto jednak, że to jeszcze lepiej.
Idzie bowiem o przeciwieństwa: facet nawet i wyglądu poważnego, znany z pisania o sprawach religijnych, oraz inny znakomity, piosenkarz niemniej. Zgodziłem się, bo czemu nie, to zaszczyt przecież, a Grześ pokazał mi w swoim tekście, kiedy mam zacząć wokalne udawanie. I byłoby już dobrze, choć nienajlepiej jeszcze, gdyby na drodze do miejsca na scenie nie leżały kable: żeby się na nich nie wywalić i nie dostarczyć widzom emocji dodatkowych, żeby je obejść, skręciłem w lewo. Na co reżyser imprezy Jerzy Stuhr zawołał do mnie: – Panie Janie, niech pan nie ucieka! Starczyło, by sala z radości oszalała.
Nazajutrz gratulowano mi nie tekstu religijnego na całej pierwszej stronie „Wyborczej” (bo przyjeżdżał do Polski nasz papież), tylko tego występu w Krakowie, bom autor widać średni, ale jaki aktor… Teraz o Lutrze rzymskokatolickim. Andrzeja znam od wieków, to pasterz dusz twórczych znakomity.
Może przede wszystkim dlatego, że sztukę kocha, filmową osobliwie, ludzi takich rozumie. No i mentalnie księży żadną miarą nie jest, rozumowo otwarty, taki Kościół jest jego. Co zresztą w książce napisane stoi, zakreśliłem sobie myśli takich mnóstwo. Część zacytuję, jak felietonować skończę.

Na koniec jeszcze wyjaśnienie, na co Stuhr z Lutrem uodpornili się obaj. Otóż obu dopadła choroba poważna i dała im sporo duchowego dobra. Cierpienie kształci, wzmaga dojrzewanie. Filmowiec o sile, którą daje wiara: wtedy się ożywiła. Ksiądz: „Powrót do myślenia o Bogu? Tak, o jakiejś sile sprawczej, o opiece – najbardziej o opiece, że jestem pod jakimś dobrym skrzydłem, przynajmniej na dzisiaj”.
A teraz te refleksje luterskokatolickie. „W ogóle zmartwychwstanie to prawda niewyobrażalna, abstrakcyjna dla człowieka. Zawsze najtrudniej się mówi w gruncie rzeczy o problemie zmartwychwstania. Wiara w Boga, nawet kiedy się wydaje nam silna, to w istocie jest krucha. Granica między wiarą i niewiarą jest cienka. Więcej o Bogu nie wiemy, niż wiemy. Dlatego zawsze jeśli ktoś już jest pewny wiary, pewny Boga, że Go już tak mocno chwycił, wie wszystko, to znaczy on Go już właściwie zgubił, że jest daleko od Niego.” Wtrąca się Stuhr: „Ja się takich ludzi czasem nawet boję”.
Ksiądz: „Uważam, że wątpliwości są nieodłącznym elementem wiary, nie ma wiary bez wątpliwości. Wątpliwości napędzają wiarę. Ktoś, kto nie ma wątpliwości, może przeżywać śmierć bardziej dramatycznie, taki paradoks. Pewność wiary to często maska, samookłamujemy się. Nie wierzę w taką fundamentalną wiarę. W ogóle nie wierzę w wiarę, wierzę w Boga. To ks. Tischner powtarzał, że kryzys w Kościele pojawi się z jego wnętrza, jeśli będziemy wierzyć w wiarę, a nie w Boga”. Następnie kapłaństwo autokrytyczne – nie autokratyczne!. Przypominam sobie niektóre fakty ze swojej młodości, a przede wszystkim z początków kapłaństwa, z pierwszej parafii. Zastanawiam się wtedy: Jezu, jaki ja byłem głupi, dlaczego ja to zrobiłem, dlaczego ja byłem wobec ludzi taki pryncypialny, taki „kościelny”.

Człowiek wychodzi do ludzi jako młody ksiądz i myśli, że w związku ze święceniami stanie się kimś lepszym. Takie postrzeganie kapłaństwa to pierwszy krok do upadku, bo można łatwo skrzywdzić drugiego człowieka. Na szczęście życie szybko przywołało mnie do porządku. Na przykład w konfesjonale, widzi się nieraz, czy raczej czuje się, że spowiadający się jest lepszy od ciebie. To jest normalne. Więc nie moralizuj, tylko bądź najpierw człowiekiem, a potem księdzem – w takiej kolejności.
Moralizatorstwo to straszny grzech”. Andrzej powtarza to potem jeszcze raz, a to sprawa w duszpasterstwie bardzo ważna! Książka ta nie tylko dla filmoznawców, także dla kaznodziejów! Przecież nasze ambony wręcz ociekają moraliną. Zacytował mi kiedyś ksiądz Michał Czajkowski zasadę katolicką pastoralną fundamentalną: imperatyw moralny, ale koniecznie z indykatywem zbawczym. Bo przecież – tu słowa moje – mówić, co dobre , a co złe, może także ktoś bez wiary religijnej i nie powie raczej rzeczy zasadniczo innych. Różnica w uzasadnieniu, tym dla nas jest nasza religia. Andrzejowych zdań cennych jeszcze w książce kupa. Oczywiście o pedofilii duchownej po naszemu, ale też takie twierdzenia w rozmowie błyszczącej: „Marzę o jakimś bluźnierstwie”. Ważne, bo u nas dla niektórych, także
episkopalnych, bluźnierstwa co minutę. „Albo wpadamy w jaskiniowy antyklerykalizm i antykatolicyzm, albo w fundamentalistyczne potępienia diabła liberalizmu i bezbożnictwa, czyhającego na nas wszędzie, na każdym rogu. Zazdroszczę Włochom, że potrafią zakpić ze świętych rzeczy, co wcale nie osłabia wiary, a wręcz ją wzmacnia. Trzeba mieć jednak poczucie humoru, poczucie sacrum, profanum i herezji”.

Również „doktryna jest dla człowieka, nie człowiek dla doktryny”. Andrzeju Lutrze, to są myśli skrzydlate niemal. Dobrze, że w świat polski pofrunęły. Zakończę tak oto, bom w rym jak w dym: „Kto tej książki nie przeczyta, prawie z niego troglodyta”. Amen!

56 myśli na temat “Mądrość Boża i głupota nasza. Luter rzymskokatolicki, czyli Kościół otwarty

  1. Marsz Równości w Białymstoku – akt odwagi
    Skala ekscesów i burd urządzanych przez tzw. narodowców, słownych i fizycznych ataków na uczestników białostockiego Marszu Równości odróżnia to wydarzenie od wielu poprzednich. Tak zmasowanej agresji, takiego nagromadzenia wulgarnych, prymitywnych młodych mężczyzn, ryczących obelgi i wyzwiska, dotąd nie widzieliśmy. Marsz został faktycznie zerwany – jego uczestnicy nie tylko mieli poczucie zagrożenia, lecz byli realnie atakowani, opluwani i obrzucani różnymi przedmiotami, a przemarsz zatrzymywały blokady.

    Udział w demonstracji stał się ryzykowny, a potem niebezpieczny. Od początku panowała atmosfera zagrożenia – z manifestacji radości i tożsamościowej dumy pewnej grupy obywateli, domagającej się społecznego i prawnego uznania swej podmiotowości, Marsz Równości stał się odważnym trwaniem w obliczu nienawiści i agresji, a więc tym, czym były na całym świecie parady równości na samym początku, od kiedy 50 lat temu zaczęto je organizować. Dziękujemy organizatorom i uczestnikom za to, co dla nas wszystkich zrobili.

    Jak widać, społeczeństwo polskie znajduje się na etapie rozwoju etycznego, jaki był udziałem społeczeństw Zachodu przed półwieczem. Co gorsza, najwyraźniej mamy do czynienia z regresem. Organizacje faszystowskie rosną w siłę, czując poparcie władz i karmiąc się pomocą Kościoła rzymskokatolickiego, który otwiera przed nimi bramy najbardziej prestiżowych światyń.
    Wydarzenia białostockie powinny zostać udokumentowane i zapamiętane. Źródłem polskiej homofobii jest m.in. haniebna działalność Kościoła rzymskokatolickiego, który roztacza z całym cynizmem zasłonę dymną homofobii.

    Istnieje bardzo wiele różnych badań i świadectw pozwalających szacować liczbę księży gejów. Ich uśrednienie prowadzi do szeroko przyjmowanego (także przez Kościół) wniosku, że nie mniej niż co trzeci ksiądz jest gejem, a w przypadku hierarchów odsetek ten jest znacznie wyższy. Z opinii i ocen licznych biskupów i kardynałów watykańskich, jakie w swej słynnej książce „Sodoma” przytacza watykanista Frédéric Martel, w kurii rzymskiej odsetek biskupów gejów sięgać może nawet 80 proc., a życie dygnitarzy watykańskich odznacza się (powtórzmy – według ich własnych, i to bardzo licznych relacji) wyjątkową rozpustą.

    I właśnie ta organizacja jest rozsadnikiem nienawiści do homoseksualizmu,
    ŻRÓDŁO Polityka/

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s