Wrzuci w morze grzechy nasze, albowiem miłosierny jest. Franciszek, miłosierdzia papież

Księga Micheasza 7,18-19
Któryż Bóg podobny Tobie, co oddalasz nieprawość, odpuszczasz występek Reszcie dziedzictwa Twego. Nie żywi On gniewu na zawsze, bo upodobał sobie miłosierdzie. Ulituje się znowu nad nami, zetrze nasze nieprawości. Wrzucisz w morskie głębiny wszystkie ich grzechy.”
Tak, taki jest Bóg nasz, naprawdę taki. Nie wszędzie w Piśmie wydać to niestety: Biblia jest całą biblioteką dzieł autorów różnych, o poglądach niejednakowych. Wiara wspólna monoteistyczna łączyła bardzo mocno, niemniej jednomyślności nie było. Różny stosunek do innowierców między innymi, poza tym właśnie różny Boga obraz: zresztą bardzo często w jednym człowieku, który miota się ciągle między ufnością a rozpaczą. A owa Reszta to Izraelici, co w czasach klęsk różnych uniknęli śmierci albo wygnania: nie grozi im gniew
Boży, jeżeli się nawrócą. Jak wiadomo, lepiej późno, niż wcale (powiedział nekrofil…) Na szczęście wrócił w moim Kościele wizerunek Boga nie mającego nic wspólnego z jakimkolwiek sadyzmem, a papież Franciszek z tamtym obrazem walczy z właściwym sobie zapamiętaniem. Pan całego stworzenia, wręcz Absolut, choć stworzył nas na swój obraz i podobieństwo, czyli osobą tak jak i my jest, to jednak od gatunku homo sapiens różni się nieopisanie. Tym na przykład, że wciąż wśród wyznawców obecny teologiczny antropomorfizm jest herezją absolutną. On nie gniewa się nie tylko na zawsze, jest naprawdę absolutnie wszechmocny, czyli radzi sobie niezawodnie z każdym grzesznikiem, każdego od piekielnego zaparcia się w duchowym bagnie uratować potrafi. Amen, alleluja!
Akapit mój tutaj końcowy będzie już tylko o słudze Bożym z Argentyny. W internecie obejrzałem przypadkiem filmik o nim nie typowy. Dowcipkuje sobie oto bardzo złośliwie rozmawiając z jakimś innym biskupem. Na temat, który ostatnio często eksploatuje: plotkarstwo… Była sobie pewna niewiasta niezmiernie elokwentna, niezwykle mobilna poza tym. Potrafiła obsłużyć ludzi różnych legion, upowszechniając wiedzę o wszystkich ich bliźnich słabościach. Ale kiedyś sama zasłabła fizycznie, nie mogła wstać ze swego łóżka,
więc poprosiła pobliskiego księdza, by przyszedł do niej z Komunią. Otóż odmówił: ma pani przecież język tak długi, że zupełnie wystarczy, by sięgnął do kościoła, gdy będzie tam sprawowany właśnie ten sakrament. Następne „franciscanum” jest bibliograficzne: polecam arcygorąco książkę Jarosława Makowskiego pod tytułem: „Pobudka, Kościele!” (Warszawa 2018, Arbitror, s. 192). Dziełko niewielkie, kapitalne jednak, publicystycznie znakomite. A autor Polakiem i katolikiem jest, zatem o papieżu pisze, porównania nieuniknione czyniąc.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s