Duch Święty, istota nieznana. Katolicyzm autokrytyczny

Dzieje Apostolskie 2,1-11
Dzisiaj tak zwane w Polsce Zielone Świątki, uroczystość Zesłania Ducha Świętego, ewentualnie Pięćdziesiątnica (bo tyle dni po Wielkanocy).
Zacznę od wspomnienia z dzieciństwa. Od wspomnienia o jedynym kazaniu, jakie z tamtych czasów pamiętam. Było to w któreś z okupacyjnych Zielonych Świąt. Ksiądz Maruszewski, skądinąd pułkownik Armii Krajowej, zaczął homilię od słów: „Tak mało wiemy o Duchu Świętym…” Co mówił dalej, zapomniałem. Zostało mi w pamięci tylko wrażenie, że nie można było lepiej, celniej zacząć kazania na ten temat. Proboszcz w  Przybysławicach koło moich rodzinnych Wlonic powiedział rzecz w istocie oczywistą. No bo faktycznie: o trzeciej Osobie Bożej nie wiemy prawie nic. Mówiąc ściślej, nie odgrywa Ona niemal żadnej roli w naszej codziennej pobożności. W naszej: katolickiej, a po trosze w ogóle zachodniej. Bo w prawosławiu jest inaczej.

Duch Święty nie był nigdy w Kościele zachodnim tak uprzywilejowanym partnerem ludzkiego życia, jak Syn Boży. Przynajmniej pośród najbardziej znanych świętych, nie ma chyba nikogo „od Ducha Świętego”. Jest to poniekąd zrozumiałe: Osoba Boża wcielona przez sam fakt wcielenia jest nam szczególnie bliska i wiemy o Niej znacznie wię¬cej. Czyż jednak nie powinien nam być równie, choć inaczej bliski Duch, który – jak powinniśmy wierzyć – działa od wewnątrz w całym bycie, także w nas? Oczywiście, w katolickiej teologii i liturgii trzecia Osoba Boża nie jest  ignorowana. Trzeba zresztą  zauważyć, że wskutek odnowy posoborowej stała się bardziej „pneumacentryczna” (duch nazywa się po grecku pneuma, co w naszych uszach brzmi mało duchowo, choć chyba bardziej niż łaciński termin spiritus…). Nawet i nasza prywatna pobożność zna przecież modlitwę do Ducha o oświecenie umysłu w trudnych chwilach. Co jednak nie znaczy, że modlitwy tego rodzaju współtworzą poboż¬ność przeciętnych katolików. Naprawdę czasem można odnieść wrażenie, że osoby w Bogu są według nas dwie, a nie trzy. Z tego też punktu widzenia trzeba uznać tzw. ruch charyzmatyczny, wywodzący się z ewangelickiego ruchu zielonoświątkowego, za zjawisko godne uwagi, choć może  kontrowersyjne w niektórych swych przejawach.

Myślę, że dziedziną, w której szczególnie byłaby pożądana pobożność bardziej w tym sensie duchowa, jest nasz codzienny etos. Zachodni model etyczny chrześ¬cijanina był inspirowany rzymskim legalizmem oraz ideą naśladowania Chrystusa. Otóż wydaje mi się, że model ten zawsze będzie kulał (szczególnie w sytuacjach trudnych wyborów, wyborów, w których ani prawo nie daje instrukcji, ani owa idea naśladowcza nie daje się skonkretyzować), jeśli nie będziemy wspomagali się modlitwami do Ducha Świętego Oświeciciela.
 
Duch tchnie, kędy chce… Przecież owo pneuma to także tchnienie, to wręcz wiatr i to nawet w tym przypadku Huragan! Nie daje się „skanalizować”, „ująć w ramy”, lubi być nie „po linii”. Przemawia przez proroków i w ogóle robi bałagan. Na szcz꬜cie dzięki Vaticanum II zrozumieliśmy, że Kościół powinien być wzorem nie tylko w utrzymywaniu porządku, ale też w twórczym korzystaniu z owego nieładu, bez którego nie byłoby w ogóle rozwoju. Równoważność tych dwóch czynników kościelnych – instytucjonalnego, hierarchicznego i spontanicznego, charyzmatycznego – uzasadnia się dziś przez odwołanie się do teologii Trójcy. Mówi się, że z misji Chrystusa wynika cała rzeczywistość widzialna, instytucjonalna Kościoła, a z misji Ducha świętego rzeczywistość mistyczna i charyzmatyczna. W innych ujęciach Duch to nie tylko „wieczny rewolucjonista”, ale i wieczny indywidualista. Powiada się bowiem również, że z misji Syna wynika jedność Kościoła jako Jego jednego ciała, z misji Ducha zaś wielość, a więc zaprzeczenie wszelkiego uniformizmu. Wychodząc z tego założenia, określa się chrzest jako sakrament jedności w Chrystusie, bierzmowanie natomiast wielości w Duchu Świętym. Podkreśla się przy tym zawsze, że jedność Trójcy powinna inspirować do równowagi tego rodzaju przeciwstawnych tendencji. Czyli że jednostronne akcentowanie czynnika charyzmatyczno-pluralistycznego jest takim samym błędem, jak „hierarchistyczny” uniformizm.
 
Oczywiście wszystkie tego rodzaju ujęcia są dyskusyjne; trzeba również pamiętać, że oświetlają tylko jeden aspekt nieskończenie bogatej Rzeczywistości. Czytelnik powyższego zapyta również  może: czy już samo różnicowanie misji Syna i Ducha nie jest sprzeczne z zasadą jedności Trójcy? Myślę, że jest sprzeczne tylko z pewnym rozumieniem tej jedności, do jakiego przywykliśmy na Zachodzie. Wschód bowiem zawsze bardziej „indywidualizował” poszczególne Osoby Boże. Do czego miał i ma prawo. Prawo to daje mu właśnie sama Trójca przez swoją wielość, inspirującą do tolerancji dla różnych stylów teologicznego myślenia. A osobliwie Duch Święty – wieczny pluralista…

To wszystko było o samym Duchu, a teraz cokolwiek o dzisiejszym tekście z Dziejów Apostolskich. Otóż czytamy tam o tak zwanym mówieniu językami. To są dwa różne zjawiska: owo opisane w tekście biblijnym, cudowne, rozumienie się ludzi nawzajem, choć każdy mówił w swoim języku ojczystym, oraz zdarzające się dzisiaj takie wpadanie w entuzjazm religijny, że ogarnięty nim człowiek (tak mi to wytłumaczył  któryś ksiądz temu bliski) trochę jakby śpiewał bezsłownie „tra la la”.
     
A felieton Jonasza taki dzisiaj. Katolicyzm autokrytyczny. Czyje to słowa?

„Wiara w «jeden, święty, powszechny,  apostolski Kościół« wystawiona jest na niełatwą próbę w konfrontacji z rzeczywistością, kiedy to, czego doświadczamy na co dzień – tak z życiu publicznym, jak i zwykłym, «parafialnym» – ani jednością, ani świętością nadmiernie nie grzeszy. Ten stan napięcia prowadzić może do dwóch biegunowo różnych postaw. Jedni, bardziej czy mniej szczerze zgorszeni czy zniesmaczeni, odsuwają się na margines wspólnot, usiłując przeżywać swoją wiarę obok widzialnych struktur Kościoła, w których zostali ochrzczeni. Inni, przeciwnie, swoje zadanie zdają się upatrywać w obronie za wszelką cenę wizerunku Kościoła jako niepokalanej wspólnoty świętych i instytucji bez skazy, a priori  uznając wszelką krytykę za bezpodstawne ataki ludzi jeśli nie  złej woli, to przez takowych zmanipulowanych. O ile pierwsi członkami Kościoła pozostają jedynie nominalnie – bo zwykle nie dochodzi do aktów apostazji – o tyle drudzy nieraz samych siebie uważają  za jedyny PRAWDZIWY Kościół”. Cytat ze świeżo wydanej  książki Biblioteki „Więzi” pt. „Po co Kościół”, z rozdziału pt. „Wierzyć «pomimo» Kościoła”.
 
Otóż to nie ojciec Wiśniewski ani siostra Borkowska: to jeszcze inny arcymądry katolik mundurowy, znany teolog Grzegorz Strzelczyk z Katowic. Do jego obserwacji oczywiście celnej dodam tylko, że bywają u nas jeszcze inni katolicy: ci, co w takiej sytuacji zmieniają kościelną wspólnotę: na jedną z ewangelickich najczęściej.
 
Co ja na to? Co do zmiany wspólnoty wyznaniowej, to wyznaję zasadę, że należy ją zmieniać, ale inaczej: pozostawszy w niej, próbując ją zmienić od wewnątrz według własnego sumienia. Nie twierdzę jednak wcale, że to droga każdemu dostępna. Ja mam środki działania jako publicysta gazety o sporej sile rażenia, przekonanie o jakiejś skuteczności swojego pisania, spore zasoby cierpliwości, wreszcie zapewne wymagania nie zasadnicze: doktryna rzymskokatolicka po dzisiejszych niebagatelnych poprawkach całkiem mi odpowiada, bardziej niż inne konfesyjne. No i wreszcie dobrze mi w moim Kościele „egzystencjalnie”:  mam wokół siebie dużo ludzi podobnie jak ja czujących i myślących, a na jego szczycie papieża na mój gust idealnego, bo też krytycznego wobec tego, co jest, nieprawdopodobnie. A niżej też, w Polsce również, takich krytykantów hierarchicznych trochę. Prymas Polak na przykład, o którym tydzień temu napisałem, chyba za słabo go chwaląc.
 
A na zupełny koniec napiszę eklezjologiczny truizm: Kościół to my, to ja jakoś także. Kościół grzeszników właśnie, więc i ja grzesznik, a jakże. Mam na sumieniu nie tylko taki drobiazg, że polski urząd prymasowski odmłodziłem o sto lat: ma już sześć wieków a nie pięć. Nie tylko to, że jestem może czasem za bardzo krytyczny, a kiedy indziej za mało. Wszystko to jednak temat nie na felieton, w każdym razie nie na ten.

PS. Dopisane w poniedziałek 21 maja
Popełniłem w powyższym wpisie błąd okropny. Napisałem, że zjawisko mówienia językami jest współczesne. To zresztą prawda, ale sugerowałem w ten sposób, że nie występowało dawniej, w przeciwieństwie do tego opisanego w Dziejach Apostolskich 2.
W KUL-owskiej „Encyklopedii Katolickiej” mamy na ten temat spore hasło „Glosolalia”. Podane są tam liczne wersety w Dziejach Apostolskich i listach Pawłowych, gdzie mowa jest wyraźnie o modlitwie ekstatycznej, w której pod działaniem Ducha Świętego wypowiada się wierzący w języku niepojęciowym.  Zdarzało się to i w czasach późniejszych, na przykład w doświadczeniu karmelitanki Teresy z Avila, a i potem coraz częściej w różnych wyznaniach, szczególnie w ruchu zielonoświątkowym. Jest to jakiś stan „upojenia duchowego”, w którym – czytamy w tej „Encyklopedii” – , w którym boskie pocieszenie ogarnia człowieka z taką siłą, że musi to wyrazić, a nie może inaczej. Trzeba też jednak powiedzieć tutaj za” Encykopedią”, że Paweł  odnosił się do tego duchowego daru, chociaż sam go posiadał, z pewnym dystansem (1 Kor14). Nie zabraniał go używać, ale występował przeciwko przecenianiu go, taki bowiem hermetyczny język nie służy budowaniu i konsolidacji wspólnoty. Pouczał, że dar ów należy badać, kontrolować oraz ograniczać takie wypowiedzi do sytuacji, w których obecny jest charyzmatyk zdolny do ich tłumaczenia. Poza tym można korzystać z tego daru tylko prywatnie. Co prawda, nie bardzo rozumiem, co ów charyzmatyk mógłby zdziałać, jeżeli jest to mowa ze swej istoty niezbyt zrozumiała dla postronnych, ale sprawa jest w ogóle bardzo skomplikowana. W każdym razie gdzie indziej w Nowym Testamencie, u Marka 16,17 i właśnie tam w Dziejach 2 chodzi jakoś o języki „normalne”, Tyle że oczywiście w sposób cudowny mówienie w swoim języku staje się zrozumiałe dla słuchaczy innojęzycznych.

Reklama

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s