Ilu zatem teologów? Alfie Evans, Polacy i papież. Polska bez antyhinduizmu. Trochę o strategii odnowy

I List Jana 4,7-8
„Ukochani, kochajmy się wzajemnie,
bo miłość jest z Boga
i każdy, kto kocha, z Boga narodził się
i zna Boga.
Kto nie kocha, nie poznał Boga, gdyż Bóg jest miłością” (EPP).
No tak, mamy się kochać. Nie tylko w sensie węższym, erotycznym, ale i szerszym, „agapicznym”.
Agape to miłość braterska, siostrzana, agapa to spotkanie chrześcijan przy wspólnym stole, wspólne zaspokajanie głodu nie tylko fizycznego, także psychicznego, zapotrzebowania na miłość właśnie. Wyrażaną także w słowach, lecz przede wszystkim w czynach. W staraniu się, by także innym było coraz lepiej. W tym fragmenciku mówi się przy tym o sprawie nie tylko etycznej, intelektualnej jakby. Kto nie kocha, nie p o z n a ł Boga. W mentalności hebrajskiej poznanie ma sens co prawda egzystencjalny, także wręcz erotyczny, bo Maria z Nazaretu powiedziała zwiastującemu aniołowi, że jeszcze nie zna męża, w sensie najbardziej intymnym. Niemniej można by powiedzieć, że niekochanie bliźnich czyni z nas ignorantów w teologii, także tych niby w tej dziedzinie uczonych.
Powiedziałem coś o owej największej duchowo Żydówce, a maj to dla katolików miesiąc maryjny, więc chociaż jeszcze bardziej różańcowy jest październik, to niech będzie już teraz coś o owej szczególnej modlitwie. Mamy o niej ślicznie wydaną przez Znak książkę . arcybiskupa Grzegorza Rysia. Język w niej raczej nie tradycyjny: „Otóż Pan Bóg nie wymaga od Maryi, żeby ona poczęła to dziecko, lecz jej o biecuje, że pocznie syna. Normalnie to się nie dzieje. A Pan Bóg mówi: to ci się stanie. Pan Bóg nie wymaga od Abrahama, żeby stanął na rzęsach i z niepłodną żoną miał dziecko, mając lat sto. Pan Bóg nie robi z siebie wariata”. Z nas naturalnie też.
Teraz aktualia. Polacy katolicy i Franciszek z Argentyny: różnice widać teraz na przykład w komentarzach do sprawy śmierci angielskiego dwulatka Księża i politycy (niektórzy) szaleją w zbolałych słowach, świat bez Boga, cywilizacja śmierci i tp., a papież też z bólem i pytaniami, ale bez takich ataków, o nadziei na postęp w medycynie i we wspólnych naradach. Cóż, kiedy niektórzy muszą się chwalić krzyżykiem na piersi, jak pewna pani sędzia trybunalska. Na deser anegdota: pytają Hindusa, czy w Polsce takich nie biją. Odpowiada, że jego to nie spotkało. Owszem raz, ale przeprosili i wytłumaczyli, że wzięli go za Żyda… Głośne myślenie. Czy nie trzeba krzyczeć?
Mieszka w podwarszawskiej wsi, z dala od stołecznych sporów kościelnych, ale zajmuje w nich stanowisko radykalne, umiarkowanie mu nie w smak. Henryk Makowski, publicysta i poeta, autor szesnastu niewielkich książek, wydawanych we własnym nakładzie, ostatnia pod tytułem „Suplikacje polskie”. Z wykształcenia prawnik, dzisiaj na emeryturze. Niedoszły zakonnik, ale bez żadnych złych wspomnień, jakie mają byli „’mundurowi”. W klasztorze było mu bardzo dobrze: łagodne metody wychowawcze, „wspaniały mistrz nowicjatu, pełen otwartości i swobody”. Tam nauczył się naprawdę modlitwy. Sam nie wie, dlaczego wystąpił. W każdym razie pozostał człowiekiem najgłębiej religijnym. Mimo to, a raczej może dlatego bardzo ostro ocenia obecną polską rzeczywistość kościelną. Owszem, zachwyca się takimi ludźmi jak oczywiście papież Franciszek, również ks. Tomasz Halik, w Polsce arcybiskupi Życiński i Nossol, księża Heller, Boniecki, Wiśniewski, Lemański, z zakonnic Małgorzata Chmielewska, wspomina księdza Zieję i naturalnie Tischnera. Niemniej jest przecież ojciec Rydzyk i są miesięcznice smoleńskie, które go oburzały do tego stopnia, że pisał list po liście do kardynała Nycza, bez odpowiedzi. Napisał w „Suplikacjach”: „Po wielekroć błagam, wiele na ten temat piszę, proszę, skomlę, żeby mój Kościół, szczególnie polski, publicznie z żalem przeprosił za mieszanie się do polityki”. Jest jak ksiądz Lemański religijnym gwałtownikiem, bez karnych konsekwencji na szczęście, bo nie ma nad sobą w tej mierze kurii, przeżywa jednak bardzo ojczyźniane realia, jak też trochę swoje osamotnienie, bo nawet na listy do osób, które wychwala, nie ma na ogół responsu.
Otóż takich katolików, duchownych i świeckich, jest bardzo wielu, tylko odzywają się raczej całkiem prywatnie. Albo też również publicznie, ale w słowach ostrożniej. Wybierają inną strategię odnowicielską. Wychodzą z założenia, że kropla drąży kamień powoli, eklezjalnego betonu nie skruszy się zaraz. W Kościele rzymskokatolickim jednak decydentami są w zasadzie biskupi, a w Polsce większość z nich nie czuje potrzeby radykalniejszej reformy. To się zmienia, prymasem rozumiejącym sens takiej odnowy jest Wojciech Polak, Grzegorz Ryś nie został arcybiskupem krakowskim, ale Łódź też wielkie miasto i bardzo potrzebujące ewangelizacji. To nie Kraków, który trudno oddalić od Kościoła, niezależnie od tego, kto tam obecnie rządzi. Ale to są episkopalne jednostki, trzeba jednak uważać, nie zrażać do swoich zamierzeń demonstrowanym radykalizmem. Bo bardzo łatwo zasłużyć sobie na miano rozrabiacza, z którym nie warto się liczyć. Żeby nie stwarzać wrażenia, że ponoszą emocje albo brak rzeczywistej troski o upowszechnianie Ewangelii.
Co do mnie, jestem raczej zwolennikiem głosu spokojnego, nie jestem pewien jednak, czy i z tą sprawą nie jest jak ze wszystkim w życiu. Że czasem trzeba krzyknąć.

Reklama

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s