Marność i mądrość. Abraham, Maria Magdalena. Ksiądz o księżach. Papież w Auschwitz

Księga Koheleta 1,2.2,21-23
Psalm 90,3-6.12-14.17
List do Kolosan 3,1-5.9.11
Ewangelia Łukasza 12,13-21
No i mamy najpierw Księgę Koheleta. Pod nazwą grecką określenia „Eklezjastes” („Eklezjasta”) zadziwiała ona przez wieki różnych czytelników swoimi gorzkimi myślami. Tak bardzo sceptycznymi, że Bóg się tutaj niemal nie pojawia, tylko w zakończeniu, nawet może dopisanym później. Niemniej jest to jeden z tekstów z biblijnych dla Żydów chyba najważniejszych, należy bowiem do pięciu tak zwanych ksiąg Megilot, czytanych podczas kolejnych świąt obrzędowego roku; świadczy to o jakiejś szerokości myślowej tego narodu, bo przecież nie tylko o dobrym guście literackim, jako że księga jest piękna.
No cóż, życie człowieka romansem nie jest. Ktoś, kto odznacza się mądrością, wiedzą i dzielnością, przegrywa z niewiele wartym. Wszystkie jego dni są cierpieniem, nawet w nocy nie zazna spokoju. „Wszystko jest marnością” – to nieustanny refren tej księgi, myśl złota, choć tak czarna.
Szukam odniesień do niej, może jakby wyjaśnień jej w dalszych dzisiejszych tekstach. Może mamy coś takiego w psalmie, gdy po słowach o przemijaniu wszystkiego tak zwany podmiot liryczny prosi Boga: „Naucz nas liczyć dni nasze, byśmy zdobyli mądrość serca”. Pewnie jest owa mądrość dość głęboka, by pozwalała przezwyciężyć ponurość losu. Osiągniemy ten sukces, jeśli  – poucza List do Kolosan – dążyć będziemy do tego, co w górze, nie co na ziemi. Ewangelia ten drugi działania kierunek nazywa chciwością i podaje krótką przypowieść. O człowieku, który liczył, że dadzą mu szczęście pełne zboża spichlerza, a przecież da mu je tylko bogactwo u Boga. Albowiem życie na ziemi niedługie jest.
Wracam jeszcze do poprzedniej niedzieli, kiedy to czytaliśmy o Abrahamowym targowaniu się z Bogiem: o liczbę mieszkańców wystarczającą, aby Sodoma i Gomora nie zostały ukarane zniszczeniem. Zauważam nawiasem, że troska patriarchy o te miasta nie była czysto altruistyczna, bo w Sodomie mieszkał przecież jego bratanek Lot, przede wszystkim jednak wracam do tamtych tekstów biblijnych po znakomitym kazaniu ks. Jana Konarskiego w warszawskim kościele św. Michała na Puławskiej (polecam mocno tamtejsze msze niedzielne o godzinie trzynastej i osiemnastej przez tego niezwykłego duchownego przewodniczone). Proboszcz tamtejszy porównał tę perykopę z Księgi Rodzaju z przeczytaną także wtedy z Ewangelii Łukasza modlitwą „Ojcze nasz”. Skomentował, że w tej drugiej nie ma już dwóch stanowisk: ludzkiego i Bożego. Jest jedno: „Przebacz nam nasze grzechy, bo i my przebaczamy każdemu, kto przeciw nam zawini.” Nie dodał, co prawda (a chyba należało, bo trzeba uczyć właściwego czytania Pisma Świętego), że mamy tutaj wizję Boga oczywiście antromorficzną: jest On w tym tekście w gruncie rzeczy jakby omylny, niepewny swego stanowiska, ulegający doradcy bardziej miłosiernemu. Nie mogła tak wyglądać faktycznie ta rozmowa patriarchy z Najwyższym: Biblia nie jest literalnie nieomylna w swoich opowieściach historycznych. A sens modlitwy przecież nie w tym, że mamy przekonać Boga, aby zmienił swoje plany wobec nas (odsyłam do mego komentarza wtedy).
Wracam też do dnia 22 lipca, poświęconego Marii z Magdali. Trzeba wiedzieć, że Franciszek awansował przed tym dniem ową biblijną postać. Było to dotąd w liturgii rzymskokatolickiej „wspomnienie obowiązkowe”, teraz jest wręcz święto. Była już świętą, ale teraz nawet jej dzień nosi taką nazwę, co nie wszystkim bohaterom Pisma Kościół mój podarował (na przykład nie św. Marcie, patronce przedwczorajszej). Bo też Magdalenę nie tylko Kościół wschodni, ale i Tomasz z Akwinu nazywa apostołką apostołów, ona bowiem pierwsza im o tym, że powstał z martwych oznajmiła. No i nie ma podstaw do utożsamiania jej z „jawnogrzesznicą” z Łk 7,36-50. Miała kłopoty duchowe poważne: opętanie przez demonów aż siedmiu, ale płeć piękna grzeszy nie tylko „de sexto” (jeśli to był w ogóle był grzech, nie choroba psychiczna potworna). W każdym razie Franciszek feminista!

Przeglądzik religijnej prasy: „W drodze”, lipiec 2016, z ks. Krzysztofem Popławskim , dominikaninem, autorem „Oczka”. Miniatur (anty)klerykalnych” rozmawia Katarzyna Kolska. Pyta: Jakie były pierwsze komentarze po ukazaniu się książki?
Nikt nie potępił mnie w czambuł.
I nikt nie powiedział, że demaskuje ojciec księży?

Nie. Niektórzy dziękowali mi, że napisałem o rzeczach trudnych, że postawiłem pytania, nie dając na nie odpowiedzi. Ktoś powiedział, i bardzo mi się to spodobało, że obok smutku przebijającego przez te opowiadania jest też zawsze jakaś nadzieja.
Ksiądz homoseksualista, ksiądz alkoholik, ksiądz współpracownik SB, ksiądz, który popełnia samobójstwo… Dość bolesny obraz kapłana nam ojciec przyniósł.
Nie wiem, czy bolesny, ale na pewno bardzo prawdziwy. Próba zmierzenia się z naszą słabością lub grzechem to tak naprawdę początek zmiany czy nawrócenia.
Ale my świeccy bardzo wysoko stawiamy poprzeczkę księżom i wolimy wierzyć, że jesteście idealni, prawie święci.
Jestem przeciwny stawianiu księdza na piedestale tylko z tego powodu, że jest księdzem. To jest nieprawdziwe i w wielu sytuacjach szkodzi – zarówno księdzu, jak i świeckim.
Jak ojciec myśli, dlaczego tak lubimy idealizować obraz księdza?
To nie dotyczy tylko księdza. Idealizujemy naszych rodziców, dzieciństwo, młodość. Widocznie jest nam to potrzebne, żeby uczynić swoje życie bardziej sensownym, dodać mu blasku. Takie dobre wspomnienia niejednokrotnie pozwalają nam przeżyć.
Chce ojciec, żebyśmy spojrzeli na księdza jak na zwykłego człowieka, tak samo dobrego i złego jak my wszyscy?
Tak, bo tak naprawdę w wielu sytuacjach, które opisuję, nie chodzi o księdza, ale o naszą osobistą więź z Panem Bogiem, a mówiąc „naszą”, myślę i o kapłanach, i o ludziach świeckich. […]Dlatego zamiast krzyku, że ksiądz jest niewinny, wolałbym usłyszeć, że jest winny, że my o tym wiemy, więc się za niego modlimy – o jego nawrócenie, o przebaczenie i wiarę dla tych, których skrzywdził. (…)
O kapłaństwie napisał ojciec tak: „Jestem dla wszystkich, a nikt nie jest dla mnie”. Tak ojciec myśli? (…)To zdanie przyszło do mnie wiele lat temu, gdy byłem duszpasterzem szkół średnich. Uświadomiłem sobie bardzo wyraźnie, że ja nie mogę od tych młodych ludzi niczego oczekiwać, żadnej wzajemności, że nie mam prawa nikogo zagarniać dla siebie. Przez prowadzenie duchowe, poprzez sakramenty ma się duży wpływ na ludzi i zupełnie nieświadomie można kogoś skrzywdzić, oszukać słowem czy gestem. Ja nie mogę nikogo przywiązać do siebie. A jest w nas taka pokusa.”
Ksiądz mądry ogromnie.

O papieżu w Polsce piszę codziennie w „GW”, do wczorajszej (sobotnio-niedzielnej) napisałem coś takiego.
Młodzi powinni być radośni, niech choć oni się cieszą; zresztą to według Franciszka święty obowiązek chrześcijanina: jemu nie wolno być ponurakiem. No i mają prawo być głośni, jak ci w naszych ŚDM-ach. Niemniej w czwartek wieczorem czekałem niecierpliwie na papieża w Auschwitz także ze względu na spodziewaną ciszę. I była. Przeszkadzały mi w niej nawet głosy komentatorów, choć byli to raczej po prostu informatorzy, pewnie trochę potrzebni.
Wśród ciszy papież. Gdy siedział sam zostawiony przez świtę, milcząc i bez ruchu, patrzyłem cały czas na jego twarz. O czym myślał? Oczywiście modlił się. Gdy wracał samolotem z Armenii, powiedział, że będzie się tutaj modlił, aby Bóg dał mu łaskę płaczu. A może i zrozumienia.
Auschwitz, miejsce teologicznie. A jedyne w swoim rodzaju. Gdzie był wtedy Bóg – pytanie tam nieubłagane. Można jednak odrzec, że przecież podobnych miejsc, wydarzeń było i jest jednak wiele oraz nie bardzo widać, żeby miało być mniej. Szatan to czy sam człowiek przezeń potwornie opętany? Teologowie chrześcijańscy od wieków pytają po łacinie: „unde malum”, skąd zło? Problem pogodzenia wiary we wszechmoc Boga z Jego wszechmiłością: jest specjalna taka dziedzina teologii, zwie się teodyceą.
Myślę, że na to pytanie oświęcimskie i nie tylko jest tylko jedna odpowiedź: ta, której udzielił ktoś pytającemu, gdzie był Bóg, gdy w Auschwitz konał na szubienicy młody chłopak. Bóg był właśnie tym chłopcem. Bóg stał się człowiekiem, czyli jest taki właśnie, jak Go przedstawiał Franciszek w środę na Jasnej Górze: absolutnie wyzbyty wielkości, władzy i bliski innym. Chrześcijaństwo jest religią krzyża.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s