Proście, a będzie wam dane – jednak. Prorok rzymski Franciszek z Argentyny

Księga Rodzaju 18,18-32
Psalm 138,1b-3, 6-8
List do Kolosan 2,12-14
Ewangelia Łukasza 1,1-13
Dzisiejsze teksty są o modlitwie. Abraham targuje się z Bogiem w obronie Sodomy i Gomory, miast symbolicznie rozpustnych, czyli modli się za nie w sposób handlarski (jak Żydzi… Bo tylko oni mają mentalność kupiecką, żadne inne narody, choć przecież też handlowały i handlują). W Ewangelii mamy modlitwę nad modlitwami, czyli Łukaszową wersję „Ojcze nasz”, ale też zapewnienia, że dostaniemy, co chcemy. A z tym w życiu są spore problemy. Abraham nie mógł mieć pretensji do Boga, bo w jego okolicy nie znalazła się widać owa dziesiątka, ale inni proszący nie mogą się powstrzymać przed żalem. Jedyna odpowiedź apologetyczna może być taka, że On lepiej wie, co dla nas dobre: „Ojcze, odwróć ode mnie ten kielich, ale Twoja, a nie moja niech się stanie wola”. Jest tak, jak w słowach dzisiejszego psalmu: „Pan za mnie wszystkiego dokona”. Albowiem właśnie wie wszystko lepiej albo nie ma Go wcale. A dał dowód, że nas kocha: „Darował nam wszystkie występki, skreślił zapis dłużny, przygniatający nas nakazami. To właśnie, co było naszym przeciwnikiem, usunął z drogi, przygwoździwszy do krzyża” (List do Kolosan).

No i wizyta Franciszka już w środę. Radość, nadzieja na jakąś kościelną zmianę.

Zawsze było o nim także w Polsce głośno, ale teraz to temat medialny słusznie obowiązkowy. Wydawnictwo WAM zadbało o bardzo piękny album pod tytułem „Franciszek: spotkania, modlitwy, gesty” (projekt i zdjęcia Grzegorza Gałązki), a tygodnik „Newsweek” poświęcił papieżowi numer specjalny. Należy mu się, szczególnie u nas, gdzie w głównym kościelnym nurcie nie jest bynajmniej na wszystkich językach. Po prostu tam nie za bardzo pasuje, jeżeli, to do złośliwej szeptanki.

Myślę, że nie pasuje przede wszystkim swoim antyklerykalizmem. Swoistym, rzecz jasna, w końcu sam jest kleru reprezentantem arcyprominentnym. Różne społeczności i instytucje na ogół uważają, że swego dobrego imienia należy za wszelką cenę bronić, tyle jest na nich przecież ataków, a z samokrytyką bardzo uważać. A Franciszek w ogóle mówi na luzie, nie sznuruje ust dyplomacją. Co prawda, jest jednak swojego imienia, tamten z Asyżu jego patronem, czyli musi być łagodnym barankiem. I bywa, ale dla kogo innego, dla tych, co są na samym dole społecznej hierarchii. Także w Kościele. Jeśli ktoś zaraz na początku powiedział, że chciałby Kościoła ubogiego i dla ubogich, to musi się trzymać za swoje słowa. Dlatego przypomina Franciszka z Asyżu, ale Marcina Lutra trochę również. Na szczęście już nie tamte czasy, jednak zmieniło się wiele.

Ale jest i druga przyczyna papieskiego języka niewyparzonego. Ten biskup Rzymu jest nie tylko jakby po prostu proboszczem. On jest także prorokiem. Jak tamci biblijni, jak Jezus, chłoszcze słowem wszystko zło tego świata. Tak, także świata pozakościelnego, oczywiście! Pogoń za pieniądzem, niepohamowany kapitalizm nazwał kiedyś „łajnem szatana”. Słowa „szatan” nie boi się, choć widzi go raczej w normalnych medycznie ludziach niż w takich, co tarzają się z pianą bluźnierczą na ustach.

A po trzecie pochodzi z Ameryki Łacińskiej, ojczyzny teologii wyzwolenia. Jan Paweł II pod wpływem kardynała Ratzingera kojarzył tę myśl za bardzo z marksizmem, choć przecież w wersji głębszej nieporównanie inspirował ją inny Żyd, z wieku jeszcze pierwszego, nie dziewiętnastego. Pomysłodawca Franciszków tylokrotny.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s