Gościnność dobrze przemyślana. „Znak” o przyszłości religii

Wpis na niedzielę 17 lipca 2016

Księga Rodzaju 18,1-10a
Psalm 15, 1b-5
List do Kolosan 1,24-28
Ewangelia Łukasza 10,38-42
Podróżnych w dom przyjąć – uczy dobrze katechizm rzymskokatolicki. A Pismo dla nas chrześcijan najświętsze podaje przykłady. Najpierw Abrahama, któremu Pan ukazał się pod dębami Mamre. Patriarcha dostrzegł trzech ludzi zmierzających do niego i wyszedł do nich najgościnniej, po czym podobnie ich potraktował. Czy zdawał sobie sprawę, że odwiedził go sam Bóg w towarzystwie dwóch aniołów? Być może dochodził do tego wniosku stopniowo, w każdym razie już słowa powitania: „Panie, jeśli zechcesz być łaskaw dla mnie, racz nie omijać swego sługi” (Biblia Poznańska), świadczą o otwarciu dla nich najpokorniejszym. Ludy starożytne Bliskiego Wschodu były bezwzględne w swojej wojowniczości, niemniej miały zasady gościnności, można powiedzieć, staropolskiej. A my, a uchodźcy?
Łukasz opowiada o gościnności Marii i Marty. Ta druga zajęła się Jezusem od strony gastronomicznej, ta pierwsza słuchała Go jako Nauczyciela. Ta druga pewnie też chciała Go posłuchać, ale uważała, że podróżnego trzeba obowiązkowo nakarmić, napoić i ten obowiązek ciąży także na Marii, więc poprosiła Go o interwencję, na co odpowiedział jej słynnymi słowami o najlepszej (inni tłumaczą tylko „dobrej”) cząstce. Ewangelista ten, który nie znał zresztą rodziny betańskiej z autopsji, chciał tu tylko pouczyć czytelników o tym, co najważniejsze, Jan przedstawił Martę w o wiele lepszym świetle (J11). Niemniej Łukaszowy morał jest oczywiście cenny, zastawiony stół nie jest głównym kryterium gościnności.
Dzisiejszy psalm można też odnieść do tego tematu, gdy powiada, że „nigdy się nie zachwieje ten, kto swym językiem oszczerstw nie głosi” (na temat przybyszów). A Paweł? Nie będę oczywiście „ściemniał”, że to i owo odnosi się w tym fragmencie listu werbalnie do gościnności, niemniej zaznaczę, że Apostoł Narodów (albo któryś jego uczeń jako inny przypuszczalny autor listu) na obcych otworzył się najszerzej jak można. Na pogan, czyli „innowierców”, o których tu też mowa. Dołączam felieton napisany dla „MiŚ-a”.

Głośne myślenie
Przetrwa tylko religia dialogu
Jonasz
Czy religia ma przyszłość? Taki jest główny temat numeru lipcowo-sierpniowego „Znaku”, napisany na okładce jubileuszowego, bo w rocznicę 70. miesięcznika, potężnie zasłużonego dla otwierania naszej religii na nowe czasy: gratuluję, trzymajcie tak dalej?
Ale ta religia, każda religia ma przyszłość? Czy w ogóle ma sens takie pytanie? Nie przepadam za futurologią, wydaje mi się ona zawsze wróżeniem z fusów. W naszym życiu osobistym i w historii ogólnoludzkiej widać przecież bez przerwy, że nic nie wiadomo: niespodzianki są regułą. Oczywiście jest tak zwana Opatrzność, Ktoś, kto losem moim i świata rządzi, ale właśnie czy jest? Może Go nie ma, może otwieramy, reformujemy to, co i tak z czasem zginie? Może dzięki naszym reformatorskim wysiłkom, bo w naszym wykonaniu reforma oznacza „reductio ad nihilum”, otwieranie wpuszczaniem powietrza nie świeżego, ale po prostu trucizny?
Wracam do „Znaku”. Otóż myślę, że wykonał, co zamierzył, temat swego numeru jubileuszowego wyczerpał, czytelniczek i czytelników przy tym nie wyczerpując. Jest to odpowiedź na pytanie na okładce rozpisana na głosy wielorakie. Autorami są tacy ludzie, jak teolog muzułmański Tariq Ramadan, filozofowie katoliccy Charles Taylor i Karol Tarnowski, anateista (agnostyk) Richard Kearney, rabin Abraham Skórka, wychowany w islamie ateista, filozof i socjolog Tahar Ben Jelloun, publicystka katolicka Józefa Hennelowa. Ale też kilka mniej znanych postaci.
Co odpowiedzieli? Rabin Skórka: – „Zawsze znajdą się ludzie, którzy wokół transcendencji będą organizować i prowadzić swoje życie. Tak zawsze było i nie mam wątpliwości,że tak będzie również w przyszłości. Nie widzę powodów, dla których poczucie transcendencji miałoby zostać wykorzenione z naszej codzienności. Przeciwnie – bez niego wiele osób żyłoby w poczuciu ogromnego niepokoju i niepewności. Budzić się każdego dnia w przekonaniu, że nasze życie skończy się tak samo,jak żywot liściana drzewie, byłoby czymś naprawdę smutnym.” Mnie jednak z różnych tekstów wynikało, że religie przetrwają, jeśli się zmienią. Jeśli zrozumieją swoje elementarne przesłanie, że trzeba kochać Boga, ale i bliźniego, czyli absolutnie nie wolno go mordować ani w inny sposób zwalczać. Jeśli zaczną dialogować, jeśli wreszcie pojmą, że nie są właścicielami prawdy, muszą uczyć się nawzajem od siebie. Kiedy taki dialog na dobre się zacznie? Na pewno nieprędko. Jest nawet ponury szmonces, który można by chyba odnieść do naszej sprawy. Icek pyta: – Rebe, kiedy religie się otworzą? Rabin: – Na końcu świata. A Kościół katolicki w Polsce? Trzy dni później…
Nie będzie jednak tak źle. Pan Bóg nie po to dopuścił świat tak skłócony, żeby był taki, aż się w ogóle skończy. Bóg nie jest brakorobem – albo nie ma Go wcale. No to nie ma Go wcale? Czyli nie ma sensu, tego przez duże „S”? Można i tak, ale ja wraz z miliardami teistów jestem optymistą. Choćby tylko w owym fundamentalnym sensie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s