Klucze Królestwa

Ewangelia Mateusza 16,19
„Dam ci klucze Królestwa Niebios i co byś związał na ziemi, będzie związane w Niebiosach, a co byś rozwiązał na ziemi, będzie rozwiązane w Niebiosach.” (Ekumeniczny Przekład Przyjaciół).
Dzisiaj te słowa, bo dziś uroczystość katolicko-prawosławna świętych apostołów Piotra i Pawła (ma wigilię, a to jest ewangelia z mszy w sam dzień). Nie przypadkiem napisałem „katolicko”, nie „rzymskokatolicko”, bo dzisiaj obu wielkich apostołów wspominają także katolicy z Kościoła Starokatolickiego Mariawitów, zapewne wszyscy starokatolicy. Nie wynika z tego oczywiście, że wszyscy katolicy i prawosławni akceptują tak pojęty prymat biskupa Rzymu, coraz bliżej jednak do zgody, że ma on do spełnienia w chrześcijaństwie rolę szczególną, jednoczeniową. A dzisiejsi papieże starają się ją pełnić coraz lepiej. Napisałem o ewolucji papiestwa do dwumiesięcznika „Bunt Młodych Duchem” spory artykuł, który się tam ukaże w najbliższych miesiącach. Jego tekst zamieściłem tutaj niedawno i teraz to czynię, żeby chętni nie szukali go w moich wpisach poprzednich. Najpierw jednak anegdota na temat owych kluczy Królestwa (tytuł powieści Cronina skądinąd). Papież (wszystko jedno, jaki) umarł, poszedł do nieba, ale to było w nocy, więc nie może się dostać, bo wszyscy śpią. Stuka, puka, wali w drzwi, nic. W końcu ktoś przyszedł i otworzył, zaspany i zły, z pytaniem: – A co, własnych kluczy nie masz?! To stary kawał także rzymskokatolicki, opowiedziałem go zakonnicy z Lasek, powiedziała, że zna od dawna. 
A oto tamten elaborat.
Notatnik starszego ekumenisty
Zalety i wady kościelnego centralizmu
PAPIEŻ PRZESZKODĄ CZY POMOCĄ?
Piszę wreszcie po licznych zapowiedziach o problemie ekumenicznym podstawowym, czyli o urzędzie papieskim. Wciąż głównie na podstawie fundamentalnego dzieła teologa dzisiaj coraz głośniejszego, czyli kardynała Waltera Kaspera. Wydał on w Niemczech w roku 2012, w Polsce dwa lata później rzecz pod polskim tytułem „Kościół katolicki. Istota, rzeczywistość, posłannictwo” (WAM). Odpowiedni rozdział nazywa się tutaj „Urząd Piotrowy – służba na rzecz jedności”, co od razu przedstawia główną tezę autora. Na pozór paradoksalną: oto przecież główna przeszkoda na drodze do jedności, bo żadne inne chrześcijańskie wyznanie nie uznaje papieża za głowę Kościoła, jest nią tylko Chrystus – ta przeszkoda ma jedności służyć!
Co mówi Pismo Święte?
Teolog chrześcijański zaczyna oczywiście od Biblii. „Za punkt wyjścia może służyć historycznie bezsporny fakt, że rybaka Szymona, syna Jony [Jana, Jonasza – JT] Jezus obdarzył przydomkiem «Kefas», to znaczy «Skała («Petra»), w wyniku czego po grecku nazwano go Piotrem («Petros»). Wszyscy czterej ewangeliści informują zgodnie o nadaniu tego imienia, w związku z tym byłoby ciężko wątpić w jego historyczną wiarygodność. W ówczesnym świecie imiona to nie były tylko puste słowa, imiona wyrażały zadanie i pozycję. Skała jest uważana za symbol stałości i trwałości; podtrzymuje i daje schronienie. To jest podstawowe zadanie Piotra i urzędu nazwanego jego imieniem.” I dowodzi dalej autor, że Piotr jest pierwszy na wszystkich ewangelijnych listach apostołów, przemawia w ich imieniu, jako pierwszy wyznaje wiarę w Jezusa jako Mesjasza, czyli Chrystusa.  Jest pierwszym i głównym świadkiem zmartwychwstania. „W ten sposób ze swym świadectwem jest skałą, na której można budować w wierze i której można się trzymać w wierze. Piotr powinien utwierdzać braci.” Był najważniejszą postacią w pierwotnej wspólnocie jerozolimskiej i jej przywódcą. Pierwszy odważył się dokonać przyjęcia chrześcijaństwa także przez pogan, wypowiedział się rozstrzygająco o tym na tak zwanym soborze jerozolimskim. Paweł uznawał jego autorytet, choć napomniał go publicznie w Antiochii (List do Galatów 2,11-14).
Następnie mamy biblistyczne spojrzenie na zasadniczy w tej sprawie tekst biblijny: „Ty jesteś Piotr [czyli skała] i na tej skale zbuduję Kościół mój” (Ewangelia Mateusza 16,18). Kardynał biblista pisze: „Wśród egzegetów istnieje w dużym stopniu zgodność co do tego, że tekst ten w obecnej formie nie sięga bezpośrednio ziemskiego życia Jezusa, lecz stanowi kompozycję ewangelisty. Daleko idąca zgodność istnieje jednak także co do tego, że kompozycja ta nie jest swobodnym wymysłem Mateusza, lecz odwołuje się do starszych tradycji, które ostatecznie mają swój początek w nadaniu imienia oraz w objawieniu Zmartwychwstałego przed Piotrem.” Kasper zachowuje się jak uczony i widać to w powyższych jego słowach. Biblistyka dzisiejsza bowiem, co wyjaśniam ciągle w moim blogu janturnau.blox.pl, nie traktuje cytowanych w ewangeliach słów Jezusa jako spisanych z dyktafonu, co jest zresztą przecież założeniem „zdroworozsądkowym”. Słowa Jezusa są przytaczane oczywiście z pamięci (choć bardzo dobrej w tamtych czasach, gdy notatników raczej nie używano), co więcej, są włączane do autorskich kompozycji historycznych w sensie zupełnie nie dzisiejszym: żaden biblijny autor nie był dzisiejszym dziejopisem dokładnym, o wierność szczegółów zgoła nie dbał. Mimo to jednak właśnie teolog niemiecki dzisiejszy twierdzi, że owa nominacja tamtego Szymona rzeczywiście dokonała się.
Tyle tylko, że nie jest oczywiste, jak Jezusowe słowa nominacyjne rozumieć. Kasper: „Można zapytać, czy te słowa mają się odnosić do osoby Piotra, czy to wyznania Piotra jako Skały. Już Ojcowie Kościoła różnie odpowiadali na to pytanie”. Nie znalazłem u kardynała informacji, że na tę różnorodność powołują się teologowie ewangeliccy, choć sam słyszałem coś takiego od jednego z polskich, a sprawa ta jest eklezjologicznie ważna. Na tej drugiej interpretacji można bowiem umniejszać znaczenie Piotra w zalążku Kościoła. O podobnej tendencji świadczyłby przekład Jezusowego powiedzenia w tomiku „Czterech Ewangelii” wydanym przez Brytyjskie i Zagraniczne Towarzystwo Biblijne w roku 1978: „Ty jesteś skała, na takiej to skale zbuduję mój Kościół”. Czyli – sugerowali nierzymskokatoliccy tłumacze – na wyznawanej przez Piotra wierze, nie na nim samym. Pisze wszakże dalej Kasper: „Pojawiła się jednak u nich również [Ojców Kościoła – JT] trzecia odpowiedź, którą podziela dzisiaj większość egzegetów. Ujawnia się w niej przekonanie, że można co prawda rozróżniać wyznanie wiary Piotra i osobę Piotra, ale nie należy tych elementów oddzielać. Wyznanie wiary jest bowiem związane z osobą, a osoba z wyznaniem wiary. W ten sposób Piotr ze swym wyznaniem wiary i na jego podstawie jest fundamentem – skałą Kościoła”.
Papieże następcami Piotra
Wracam do mojej niewielkiej wiedzy ekumenicznej i sygnalizuję pogląd ewangelicki, iż władza Piotra w Kościele to niekoniecznie późniejsza władza papieży. Takie było stanowisko wielkiego szwajcarskiego teologa reformowanego Oscara Cullmana, który zresztą później skłonił się do rzymskokatolickiego (tak gdzieś wyczytałem). Kardynał widzi jednak potwierdzenie tej drugiej opinii już implicite w tekstach biblijnych. Przecież wersety Mt 16,18 oraz J 21,15-17 (potwierdzenie tamtego ustanowienia) zostały zredagowane w obecnej wersji dopiero po śmierci Piotra, także oba przypisane mu biblijne listy, w których nazywa się go najstarszym spośród najstarszych, świadkiem i pasterzem. Musiało istnieć zatem już wówczas  coś takiego, jak urząd Piotrowy. Kojarzenie go z Rzymem nie wynikło zdaniem Kaspera ze znaczenia tego miasta jako stolicy cesarstwa (taką opinię słyszałem też od teologa ewangelickiego). Wcześnie rozwija się kult rzymskiego grobu Piotra, wczesna jest także świadomość odpowiedzialności Rzymu za wspólnoty kościelne nierzymskie. Tamtoczesnych wypowiedzi nie wolno interpretować jako późniejszego roszczenia do prymatu, ale już bardzo wcześnie uważano Rzym za ostoję i gwaranta wiary apostolskiej. Staje się on ważną instytucją rozstrzygającą w sprawach spornych. Na słowa Jezusa o Piotrze jako skale powołuje się jako pierwszy papież Stefan (254-257). Stopniowo obdarza się Rzym mianem głowy całego Kościoła i wikariusza (zastępcy) Księcia Apostołów Piotra. Papież Leon Wielki odrzuca zdecydowanie kanon 28. Soboru Chalcedońskiego (451), przyznający Konstantynopolowi zaraz drugie miejsce po Rzymie (w tekście greckim mówi się nawet o takiej samej randze). Tym samym  – powiada Kasper – ujawniają się dość wcześnie różnice poglądów między chrześcijańskim Wschodem i Zachodem. Chociaż stanowiska zachodniego Ojca Kościoła, wielkiego Augustyna, nie wolno zredukować do późniejszej wypowiedzi „Roma locuta, causa finita”. Skałą, na której zbudowany jest Kościół, jest dla Augustyna Chrystus. Niemniej samoświadomość swego znaczenia w Rzymie stale rośnie. Papież Innocenty III (1198-1216) nazywa już siebie wręcz wikariuszem Chrystusa, a przedtem Bonifacy VIII (1295-1303) oznajmił, że „posłuszeństwo biskupowi rzymskiemu jest konieczne do osiągnięcia zbawienia”.
Co prawda, wielki Bernard z Clairvaux ostrzegał swego ucznia, papieża Eugeniusza III (1145-1153), przed wygórowanymi roszczeniami i krytykował centralizm rzymski, ale ten się wciąż wzmagał. Muszę się streszczać, więc przeskakuję do szczytu owej centralizacji, czyli Soboru Watykańskiego I (1869-1870).
Prymat i nieomylność jako dogmaty
Sobór ten orzeka, że władza papieska nie oznacza tylko prymatu honorowego, ale prymat jurysdykcji. Czyli papież nie jest tylko rozjemcą, on jest wszystkich biskupów zwierzchnikiem . Od decyzji papieża nie można odwoływać się do Soboru (był o to spór średniowieczny). Kasper wyjaśnia jednak, że nie oznacza to zakwestionowania normalnych rządów poszczególnych biskupów, lecz je szanuje i wspiera. Bezpośrednia ingerencja następuje tylko w sytuacjach nadzwyczajnych, na przykład gdy zabraknie innej instytucji lub gdy nie dopełni ona ciążących na niej obowiązków albo wreszcie gdy pojawi się problem dotyczący całego Kościoła. Kasper wyjaśnia również, że ogłoszona tam wtedy nieomylność papieska nie oznacza, że papież może ogłosić nowe objawienie. Nie posiada jakiejś nieomylności niezależnej od Kościoła, lecz wykonuje nieomylność daną Kościołowi. Nie wszystkie jego wypowiedzi są nieomylne, nawet nie wszystkie encykliki. Pamiętam wyjaśnienie jednego z teologów katolickich polskich, że nieomylność papieska jest nieomylnością Kościoła – czyli nie chroni od jakichś pomyłek, które są ewidentne. No i niemal wszystkiemu winna wojna prusko-francuska, która uniemożliwia kontynuowanie prac Vaticanum I, do których musi wrócić Vaticanum II. Wraca nie zaprzeczając tamtemu, ale jego myśl modyfikując.
A teraz decentralizacja!
Ów sobór przełomu olbrzymiego, ekumenicznego, nie zaczął od struktury hierarchicznej Kościoła, ale od pojmowania go jako Ludu Bożego. Papież jest widzialnym fundamentem jedności Kościoła, ale ten nie jest Kościołem papieża, jak go czasem polemicznie przedstawiano. Władza biskupa nie pochodzi od władzy papieża. Kasper pozwala sobie nawet w przypisie na uwagę, że „dwuznaczny jest tytuł «biskup Kościoła katolickiego», którym Paweł VI podpisał dokumenty soborowe” i uważa za nieszczęśliwe sformułowanie dodanego do tekstu soborowego papieskiego komentarza, że papież może w każdym czasie wykonywać swą władzę według własnej woli.
Kardynał pisze też, że po tym drugim, ekumenicznym soborze zaistniał nowy centralizm kościelny. Mówi się, że stało się to głównie za Jana Pawła II, który sobie z Kurią Rzymską oczywiście nie radził. A co do nieomylności, to jeszcze ważne jest Kasperowe przypomnienie, że w rozumieniu wiary istnieje wzrost, postęp, który widać przecież w całej historii urzędu papieskiego (choć regresy również …)
Urząd Piotrowy w ekumenicznym dialogu
Doszedłem wreszcie bezpośrednio do tematu mojego tekstu. Myśl kardynała pojednawcza jest w skrócie taka. Możemy przyjąć za punkt wyjścia praktykę pierwszego tysiąclecia, kiedy jeszcze między Wschodem i Zachodem nie było rozłamu, ale do tamtych czasów nie da się powrócić mechanicznie, bo potem zmieniło się wiele, także na chrześcijańskim Wschodzie. Upadło tamto cesarstwo, a przecież tamten cesarz znaczył wiele także dla kościelnej jedności (przypominam na przykład, że arcyważny Sobór Nicejski zwołał Konstantyn i taka praktyka powtarzała się). Zarazem sobory średniowieczne dają nam tutaj cenne wskazówki: Sobór Florencki (1439-1445) stworzył wizję zgodnego działania papieskiego prymatu i (innych) patriarchatów, wtedy niezrealizowaną, ale dziś bardzo aktualną. Ograniczając swoją władzę, mógłby papież ingerować w życie tamtych wspólnot tylko wyjątkowo. I tu zapaliło mi się własne ekumeniczne światełko: pamiętam stanowisko w tej sprawie arcybiskupa prawosławnego Jeremiasza, tu też kiedyś przedstawione, do tego Kasperowego właściwie podobne. Prymat papieża honorowy nie znaczy praktycznie żaden: według prawosławia biskup Rzymu miałby prawo, a nawet obowiązek interwencji, gdy zajdzie potrzeba w rodzaju na przykład nieobsadzenia stanowiska któregoś z patriarchów. Miałby do spełnienia taką rolę, jak poszczególny patriarcha wschodni wobec spraw swojej wspólnoty. Czyli nie żaden kościelny zamordyzm, ale też nie honor pusty.   
Co do dogadywania się z protestantami, sprawa jest znacznie trudniejsza. Wyjaśniał to Kasper, a ja cytowałem poprzednio: w tamtych Kościołach nie ma struktury sakramentalno-episkopalnej, czyli mówiąc po prostu, jest większa demokracja, biskup jest w ogóle o wiele mniej ważny. Co zaś do papieża, to Luter nigdy nie kwestionował zasadniczo samego papiestwa, choć atakował je z czasem wręcz nienawistnie. Twierdził bowiem, że mógłby uznać papiestwo, jeśli pozwoli ono na głoszenie Ewangelii i nie będzie go tłumić. Wtedy nie tylko nosiłby papieża na rękach, ale też całowałby jego stopy. Otóż mnie się wydaje, że pies pogrzebany jest właśnie w owych stopach. O papieżu Vaticanum Primum Piusie IX krążyła złośliwa anegdota, że kiedy któryś biskup nie dość nisko schylił głowę padłszy przed nim plackiem, to monarcha własną nogą poprawił jego postawę. Rzecz w tym właśnie, że biskup Rzymu zachowywał się do niedawna jak bardzo tradycyjny monarcha. Ale papieże dzisiejsi poczynając od Jana XXIII zwalczają ten społeczny wizerunek, ile wlezie. Schodzą ze sfer podniebnych na zwykłą człowieczą ziemię. Owszem, dla jedności każdej wspólnoty
potrzebny jest taki zwornik osobowy. Niektóre obywają się bez niego, ale przydałby im się bardzo: myślę na przykład o islamie dzisiaj, jeśli nie o prawosławiu, gdzie trzeci Rzym rywalizuje o pierwszeństwo z drugim. Papiestwo jest zatem niezbędne, ale nie jako półbóstwo, a ta „dedeifikacja” jemu samemu robi znakomicie. Porównajmy ogólnoludzki autorytet papieży dawnych z tym, jaki miał Jan Paweł II i ma teraz Franciszek z Argentyny. Amen!

Reklama

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s