Ja jak każdy człowiek. Papież świeżego powietrza

Ewangelia Mateusza 7,1-2
„Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Bo takim sądem, jakim wy sądzicie, i was osądzą; i taką miarą, jaką wy mierzycie, wam odmierzą.” Biblia Tysiąclecia.
Niby to banał, truizm, ale trudno jakoś o nim pamiętać: żeśmy dokładnie tacy, jak inni. Zachowujemy się, postępujemy jak cały nasz zoologiczny gatunek, czyli inne osobniki tak myślą o nas, jak my o nich. I naśladują nasze zachowania, małpują wręcz: jak Kuba Panu Bogu… Nie, to ostatnie to nieprawda: Bóg jest inny, nawet inny absolutnie. Czyli akurat On nie wzoruje się na nas, ładnie byśmy w takim razie wyglądali. Ale bliźni nasi przyglądają się nam uważnie i przez okulary przeźroczyste, nie żadne różowe. Zapamiętują, obliczają i oddają, dłużnikami niechętnie będąc. Owszem, bywają niewdzięcznicy, tacy, co nam krzywdy darowują, ale większość rewanżuje się przykładnie.
Napisało mi się kazanko, chociażem nie ksiądz żaden ani papież tym bardziej. Gdy zaś już przy biskupie Rzymu jestem, to do jego nowej encykliki wrócę. Właściwie to pierwszej, nie licząc tamtej, „Lumen fidei”, którą głównie poprzednik napisał, i adhortacji „Evangelii gaudium”, która nie ma tej rangi formalnej. Sprężyłem się i zaraz całą przeczytałem. Oto moje glosy.
Najpierw o samym autorze: to jeszcze jeden dowód, nawet bardzo duży, że Franciszek nie jest tylko arcydobry, arcywrażliwy na każdą ludzką niedolę, w ogóle święty oczywisty, ale nie intelektualista, raczej nie myśliciel jednak. Otóż nie jest on profesorem uniwersyteckim jak papież Ratzinger i Wojtyła, ale to raczej dobrze, nie źle. Ten pierwszy był profesorski nazbyt, za mało duszpasterski, wolał książki niż ludzi. Ten drugi oba powołania dzielnie w sobie łączył, ale to dar Boży podwójny nieczęsty. Niemniej właśnie Franciszek zwykłym poczciwcem nie jest, otrzymał od jezuitów wykształcenie porządne, przypomina Jana XXIII, ale gdy tamten encykliki przy pomocy ekspertów pisał, ten chyba raczej sam sobie poradził.
A tekst jest przecież zgoła niebanalny. Główna teza encykliki z podtytułem „W trosce o wspólny dom” jest taka, że między ekologią a etyką społeczną, między troską o przyrodę a troską o niektórych ludzi ścisła więź istnieje. „Wołanie ziemi i krzyk biednych” duet harmonijny tworzą, „podejście ekologiczne zawsze staje się podejściem społecznym”. Najpierw jednak pytanie wątpliwców: czy jednak modna troska ekologiczna jakimś szaleństwem nie jest? Można na los puszczy amazońskiej ręką pogardliwie machać, powiadając, że człowiek jest ważniejszy niż drzewa, że ekologiczni liberałowie roślinom obsesyjnie współczują, ludzkie embriony natomiast jak byle co traktując. Otóż Franciszek nie widzi etycznej alternatywy między ekologią a embriologią taką, jeśli tą pierwszą właściwie się rozumie: „Nie da się utworzyć nowej relacji z naturą bez odnowionego człowieka. Nie ma ekologii bez właściwej antropologii. Gdy osoba ludzka uważana jest jedynie za jakiś kolejny byt pośród innych, pochodzący jakby z gry losowej lub fizycznego determinizmu, «powstaje zagrożenie, że świadomość odpowiedzialności ulegnie w sumieniach osłabieniu» [cytat z tekstu Benedykta XVI]. Wypaczony antropocentryzm nie musi koniecznie ustępować miejsca jakiemuś «biocentryzmowi», bo oznaczałoby to dokładanie nowego nieładu, który nie tylko nie rozwiąże problemów, ale przysporzy nowych. Nie można wymagać od człowieka zaangażowania w świat, jeśli nie uznaje się i nie podkreśla równocześnie jego szczególnych zdolności poznawania, woli, wolności i odpowiedzialności. (…) Ponieważ wszystko jest ze sobą powiązane, nie da się pogodzić obrony przyrody z usprawiedliwianiem aborcji. Niewykonalny wydaje się proces edukacyjny na rzecz przyjęcie osób słabych przebywających wokół nas, które są czasami uciążliwe lub kłopotliwe, jeśli nie otacza się opieką ludzkiego embrionu, mimo że jego pojawienie się może być powodem trudności i problemów.” Tu myśl moja własna: w sprawie in vitro zauważa się, że przecież przed zagnieżdżeniem się embrionu giną jego tysiące, więc sama natura dokonuje wśród nich samorzutnej selekcji. Według mnie takiego argumentu zlekceważyć nie można troszcząc się realnie, żeby choć jeden zarodek stał się ludzką osobą, ale zlekceważenie ludzkiego kodu, jaki już embrion posiada będąc życia ludzkiego niewątpliwym początkiem, też widzi mi się moralnie wątpliwe.
Wracam jednak do spraw przyrody pozaludzkiej. Przecież gwałcenie owej natury na samym człowieku gwałtem się odciska, rykoszetem w niego uderza, gałąź, na której siedzi, bezmyślnie w ten sposób piłuje. Trzeba przecież czymś świeżym oddychać, czystą wodę pić, w lasach niezaśmieconych odpoczywać. Kiedyś problemów tego rodzaju nie było, puszcze wycinać trochę trzeba było, żebyśmy mieli miejsce na rolę uprawną, a w niej zwierząt wszelakich zgoła nie brakowało i niektóre nam dzikością swoją nieźle zagrażały. Powiada Franciszek, że słowa Księgi Rodzaju „Czyńcie sobie ziemię poddaną” źle rozumiane były: chyba jednak tamtą interpretację narzucała sytuacja, problem polega raczej na tym, żeśmy się obudzili o wiele za późno. Nie od razu zrozumieliśmy, że idea cywilizacyjnego postępu szkodliwa z czasem się stała. I tego przecież nie mówi się dopiero dzisiaj. Encyklika „Bądź pochwalony” jest na pewno wydarzeniem, ale czy aż takim, jakim była porównywana z nią „Rerum novarum”, która zatroszczyła się o los robotników w końcu XIX wieku, parędziesiąt lat po „Manifeście komunistycznym”. Różnica, wydaje mi się, polega na tym, że sprawy ekologiczne nie były dotąd zaniedbane przez mój Kościół tak jak wtedy tamte. Sam Franciszek powołuje się w tej mierze na Benedykta i Jana Pawła. Choć oczywiście encykliki specjalnej nie było, co więcej, nie było wyraźnego twierdzenia, że niszczenie środowiska uderza szczególnie w najbiedniejszych. Tu widać całego papieża Bergoglia, który ma wrażliwość socjaldemokraty (sam się takiego określenia nie wypiera), o tych, co najsłabsi, szczególnie się troszczy, z tymi, co najubożsi materialnie na czele.
Rzucił kiedyś Franciszek hasło nawrócenia duszpasterskiego, teraz wzywa do ekologicznego. „Nikt nie chce wrócić do epoki jaskiniowej, ale konieczne jest spowolnienie marszu, aby obserwować rzeczywistość w inny sposób, gromadzić osiągnięcia pozytywne i zrównoważone, a jednocześnie przywrócić wartości i wielkie cele unicestwione z powodu megalomańskiego niepohamowania.”
Jako ekumenista zajadły powtarzam po różnych komentatorach, że nowością było uczestnictwo w czwartkowej prezentacji dokumentu patriarchy ekumenicznego Bartłomieja. Jest on w encyklice cytowany obszernie, bo sam jest kościelnym ekologiem bardzo zasłużonym. Zaś jako autor tego blogu melduję coś na temat biblijnych przesłanek dzieła. Otóż po lekturze porządniejszej niż poprzednia potwierdzam spostrzeżenie, że nie ma tu odniesienia do słów Pawłowych z Listu do Rzymian o przyszłej chwale całego stworzenia. Choć są przecież zdania, przy których o takie odniesienie się prosi. Szczególnie gdy pod koniec encykliki pisze: „Życie wieczne będzie wspólnym zadziwieniem, gdzie każde stworzenie, świetliście przemienione, zajmie swoje miejsce i będzie miało coś, czym obdarzy ubogich ostatecznie wyzwolonych”. Toż to Paweł właśnie do encykliki odniesiony.
Tak, Franciszek całe stworzenie kocha, albowiem „serce jest jedno”.

Reklama

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s