„Wszystko, co uczyniliście…”. „Ida” i Hłasko został z Bogiem

Ewangelia Mateusza 25,40
„Amen, mówię wam, cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, mnie uczyniliście”. Ekumeniczny Przekład Przyjaciół.
Słowa Ewangelii fundamentalne. Nie jest ona moralistyczna, jej sednem nie jest etyka, raczej „dogmatyka”, sednem nie tyle imperatyw etyczny, ile indykatyw zbawczy, czyli przesłanie, żeśmy zbawieni. To jest w Ewangelii jej własne, oryginalne, to, co tylko w niej, nigdzie indziej. Niemniej ów indykatyw bez tamtego imperatywu nie wart właściwie nic, wiara bez uczynków marna, wręcz martwa jest. Do tego stopnia, że same uczynki jakby wystarczają, jakby wiarą się stają. „Wiara implicite”, „chrześcijaństwo anonimowe” to nieudolne nazwanie tego niesłychanego otwarcia myślowego Ewangelii, która ogarnia, przygarnia cały ludzki wysiłek duchowy, przełamuje wszelką zamykającą konfesyjność. Wieki trwało to otwieranie teologii, doktryny, jednak wreszcie Kościół dojrzał. Całą tę dojrzałość wyraził ksiądz Popiełuszko, kiedy powiedział pani Danucie Szaflarskiej, która mu wyznała, że jest niewierząca: – Nie szkodzi. I wtedy wiarę odzyskała. Oby znalazł się jeszcze ktoś, kto by przeczytawszy w „Wysokich Obcasach” podobne samoookreślenie Agaty Trzebuchowskiej, filmowej „Idy”, powiedział jej to samo, ze skutkiem może podobnym.
Przeszedłem w ten sposób gładko do spraw sztuki. Przyjaciel mój znakomity, znawca sztuk różnych ksiądz Zygmunt Jabłoński, pasujący do tamtego filmu, jak ulał, bo też taki genialnie ściszony, zachwalił mi skutecznie dzieło literackie, jakim są zebrane przez Andrzeja Czyżewskiego listy Marka Hłaski, wydane przez Agorę w Bibliotece „Gazety Wyborczej”. Tak, to literatura i to mocna: słusznie napisano na odwrocie okładki tej książki, że „Marek Hłasko swoimi listami napisał jedną ze swoich najlepszych powieści”.
Mimo że ciągle w nich zaznacza, że nie umie ich pisać. Może dlatego, że nie cierpiał zdawkowości, chciał być w listach serdeczny, miły, a to mu wychodziło z trudem, bo był zarazem nazbyt szczery. Zresztą napisał też raz, że w ogóle pisać nie umie. I nie było to krygowanie się: on, awanturnik przecież, z Ego jak Pałac Kultury, był wobec swojego pisania krytyczny. Nie znam za dobrze jego biografii, ale wydaje się, że nie „puszczał” swoich książek, pracował nad nimi, solidnie przerabiał. Może także i dlatego tak ostro kłócił się o poprawki redaktorskie z wydawcami, szczególnie z Giedroyciem. Kłócił się o swoje wulgaryzmy, których było dużo i były potężne, stanowiły chyba specyfikę jego stylu, był tu w literaturze polskiej zapewne pionierem. A tłumaczył je i dały się rzeczywiście wytłumaczyć ich obrazowaniem: przedstawiał obraz świata bardzo czarny. Z lektur tamtego czasu zapamiętałem szczególnie opowiadanie „W dzień śmierci Jego”. Dzieje się w Wielki Piątek: znakomite stworzenie ponurego nastroju, atmosferę nie tylko fizyczną tworzy gorący wiatr chamsin. Zauważyłem to już przy pierwszej lekturze przed wielu laty, choć wtedy jeszcze nie zdradę na wzór jakby judaszowej. Dziwiłem się wtedy tą wielkopiątkowością: nie przywykłem do akcentów religijnych w ówczesnym laicystycznym socrealizmie ani w twórczości samego Hłaski.
Albowiem był przy tym wszystkim człowiekiem niewątpliwie, nawet głęboko religijnym. Widać to coraz wyraźniej, gdy się czyta owo dzieło epistolograficzne: zwroty w rodzaju „zostań z Bogiem” stanowią coraz częściej zakończenie listu, mnożą się prośby o modlitwę i zapewnienia o swojej. Wyczytałem także krytykę religijności polskiej: gdy mu wydawca Juliusz Sakowski chce zmienić prowokującą dedykację, odrzuca to „absolutnie i kategorycznie”. „Pan mówi o zaskarżeniu przez katolików? Powiem Panu jedno – daj Boże, sprzedamy więcej książki. Czy zrażę sobie katolików? A gdzie my mamy prawdziwych polskich katolików? I jakiegoż rodzaju jest to katolicyzm? To jest katolicyzm w skali szkółki parafialnej; to nie jest katolicyzm w sensie światopoglądu. Bluźnierstwem jest ponury żart Wuja Józefa [bohatera powieści, o którą w liście chodzi], ale bluźnierstwem nie jest antysemityzm. Bluźnierstwem nie jest stosunek do drugiego człowieka tak straszliwie brutalny, że trudno mi to nawet określić. To prawda, że chłop polski szedł w niedzielę do kościoła i trzymał buty w rękach; ale po kościele szedł do knajpy, aby rżnąć się z innymi. Czy Pan wie, że w Polsce na wsi nie karmi się psów? Pies zje tyle, co ukradnie, co uchwyci gdzieś, a nie chwyci, nie ukradnie, to zdycha. Czy Pan wie, że ja kiedyś złamałem rękę w Izraelu i przez dwa miesiące nie mogłem pracować i w związku z tym zwróciłem się o pomoc do szeregu organizacji katolickich – żadna mi nie pomogła? Pomogli mi Żydzi bici i poniewierani przez Polaków. (…) Zresztą, nawiasem mówiąc, największe nieszczęście literatury polskiej polega na tym, iż « Bóg nie męczy ich przez całe życie » , jak to powiadał Dostojewski. Oni po prostu przyjęli istnienie Boga jako pewnik, a nie jako światopogląd; jako rzecz oznajmioną, a nie odkrytą; jako strach, a nie jako miłość; jako zakaz miast rozumu.”
Złudzenia polityczne – jeżeli w ogóle je miał – stracił szybko, o wiele szybciej niż tylu jego kolegów po piórze. A miał wśród nich dobrych znajomych czy nawet przyjaciół sporo: zapalał się także w tym szybko, listy do Giedroycia kończył zwrotem „całuję”, ale łatwo przyjaźnie kończył. W niczym nie był letni, raczej zimny albo gorący, jak każe Apokalipsa. A życie miał ciężkie: kariera pisarska błyskawiczna, ale raz na wozie, kiedy indziej całkiem pod. Który tak sławny pisarz polski zarabiał na życie – gdy nie starczało honorariów – pracą fizyczną? Zresztą choć pijak i hulaka, był człowiekiem niewątpliwie bardzo pracowitym, umiejącym w niejednym wziąć się w garść. Napisał: „Uważam, że każdy pisarz powinien dostać od czasu do czasu w pupę” – dziwi ta „pupa”, elegancja terminologii u skrajnego wulgarysty. I trudno nie napisać, że dostawał nieźle.
W „Encyklopedii Katolickiej” jest hasło „Hłasko”, bo jest tam na szczęście (kiedyś uważałem to za dziwactwo) sporo odniesień do ludzi i pojęć pozakościelnych Władysław Panas napisał tam, że „niemal każdy utwór emigracyjny H. sygnalizuje problem pragnienia wiary jako potrzebę autentycznych prawd w świecie upadku; skrajne pojęcie profanum i sacrum nadaje temu pisarstwu cechę uniwersalizmu, powodując, że staje się ono jednym z dramatycznych świadectw kryzysu człowieka i cywilizacji poł. XX w.” Można tak to ująć.
Prawosławni i unici zaczynają dziś Wielki Post, ja 83. rok życia. I jeszcze moja ironijka: z „Idy” cieszą się tylko Żydy…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s