Choroby duchowe, także urzędowe. Znów o książce księdza Wąska

1 List Jana 2,3-11
„A po tym poznajemy, że Go znamy, iż trzymamy się Jego przykazań.” Tak ten werset przetłumaczyliśmy i trudno o inny przekład, jest co najwyżej kwestia interpretacji. Bo na przykład przykazania kojarzą się w ogóle nienajlepiej: z jakimś moralnym rygoryzmem, sprowadzaniem wiary w Jezusa, osobistego stosunku do Niego, do samej moralności, co tak krytykują dzisiaj rzecznicy nowej ewangelizacji z samym papieżem Franciszkiem na czele. Czytajmy jednak dalej, aż natrafimy na zdanie: „Kto mówi, że jest w światłości, a brata swego nienawidzi, w ciemności jest aż dotąd. Kto brata swego kocha, trwa w światłości i nie ma w nim zgorszenia. A kto brata swego nienawidzi, w ciemności jest i w ciemności postępuje, i nie wie, dokąd idzie, gdyż ciemność zakryła jego oczy.”

Sprawa przykazań to zatem kwestia moralna oczywista dla wszystkich: kim jest dla mnie drugi człowiek. Napisano na ten temat od czasu ksiąg biblijnych po myśl Lévinasa tyle, że nie rozwinę tego tematu, nie wpadnę w banał ani w nieznośny dydaktyzm. Nie jest natomiast przecież jednym ani drugim to, co powiedział Franciszek do swego dworu, czyli Rzymskiej Kurii (według „Encyklopedii Katolickiej” kuria to dwór najpierw, potem dopiero jakiś zarząd). Głośne przemówienie sprzed kilku dni streścił w serwisie KAI dominikanin Stanisław Tasiemski, a ja tego tekst streszczę dalej, wyliczając kurialnych duchowych chorób piętnaście: poczucie nieśmiertelności i niezbędności swojej, pracowitość nadmierna, znieczulenie umysłowe i duchowe, planowanie nadmierne, koordynacja fatalna, duchowy alzheimer, rywalizacja i zarozumiałość, egzystencjalna schizofrenia, obmowa i plotki, szefów ubóstwianie, wobec innych obojętność zimna, mina pogrzebowa, majątku zbijanie, własnego kręgu z czasem uwielbianie, zysku doczesnego miłość przede wszystkim. Fatalna koordynacja i planowanie nadmierne z nienawiści do bliźniego niby nie wynikają, bo też końska kuracja, którą wobec swojej kurii papież zaczął, nie była leczeniem duchowym ludzi w ogóle, tylko pewnej machiny biurokratycznej. Tyle że przez to po trosze każdej biurokracji, a ta z kolei nawet w organizacyjnych niesprawnościach jakichś odbiega jakoś od ideału międzyludzkich relacji.

Co do owej rzymskiej machiny: czytam pilnie pracę, którą już tu tydzień temu zareklamowałem: ks. Damiana Wąska z krakowskiego Uniwersytetu Papieskiego o „nowej wizji zarządzania Kościołem”. W rozdziale „Konkluzje” takie między innymi myśli. „Wydaje się, że bez większych teologicznych przeszkód można w przyszłości potraktować tendencję monarchistyczne w ramach sprawowania prymatu papieskiego jako element kontekstu historycznego, zwracając się w stronę modelu kolegialnego w zakresie dużo szerszym niż ten wynikający z dokumentów Soboru Watykańskiego II.” Czyli po prostu rezygnacja z monarchii absolutnej i decentralizacja. Cytuję dalej. „W ramach takiego zwrotu konieczne byłoby przeniesienie maksymalnej ilości kompetencji na jak najniższe szczeble struktur kościelnych, pozwalając poszczególnym biskupom na daleko idącą swobodę w kształtowaniu życia pastoralnego”, czyli – znów mówiąc prościej – na rządy według własnego pomysłu. Tu oczywiście zaświeciło mi się ostrzegawcze światełko: pisałem już sporo razy, że centralistyczny monolit oczywiście niedobry, ale decentralizacja gdzie niegdzie niebezpieczna. Grozi szczególnie dzisiaj tym, że niektóre Kościoły krajowe zostałyby w stanie dotychczasowym, czyli bez Franciszkowego ducha. Na szczęście czytam dalej coś uspokajającego: „Rolę spajającą Kościół odgrywałyby konferencje episkopatów krajowych, synody biskupów obradujące na szczeblu patriarchatu kulturowego [to struktura chyba dopiero przyszłościowa] oraz papież współpracujący ściśle z kolegium biskupów”. W kolegium owym poglądy bywają przeróżne, ale sądząc z przebiegu ostatniego synodu watykańskiego zaśniedziałości myślowej tam raczej niewiele, a u tego papieża ani trochę.

Są to sprawy kościelne ogólniejsze, ale w rzeczonej książce jest również cały rozdział na temat owej kurii nad kuriami. Znowu cytacik: „Wśród aktualnych problemów związanych z hierarchią w Kościele katolickim często wymienia on [papież Franciszek] karierowiczostwo. Wydaje się, że z uwagi na możliwość awansu ta przypadłość jest szczególnie obecna w Kurii Rzymskiej. Lekarstwem mógłby być kategoryczny zakaz udzielania sakry biskupiej pracownikom tej instytucji.” Otóż trzeba wiedzieć, że jest to praktyka dosyć niedawna, bo ustalona przed półwiekiem, wymyślona przez dzielnie reformatorskiego papieża Jana XXIII: konsekrował on mianowicie na biskupów kardynałów-diakonów, czyli dostojników kurialnych, mających pierwszeństwo przed biskupami, a nawet patriarchami, po to, żeby prastary urząd biskupi nie był przez owo pierwszeństwo jakoś lekceważony. Za tym poszły konsekracje nuncjuszy, aby nie byli niżsi rangą od biskupów miejscowych, wobec których reprezentują władzę, jakiej tamci przecież podlegają. Nie był to raczej awans kurialnych urzędników, bo władzy im nie przybyło – ale i nie ubyło zgoła. Ubytek takowy proponuje im ks. Wąsek, w duchu Franciszkowym niewątpliwie: mają przestać się szarogęsić. Książkę jego (przez WAM wydaną) bardzo cenić trzeba, jako że u nas papież ów nie za bardzo jest poważany faktycznie. Bo też chociaż w sprawie „rozwodników” oraz gejów nic na razie formalnie nie zmienił, to autorytet niższej władzy kościelnej na pozór nieźle nadszarpnął. Na pozór, bo w istocie swoją osobą i swoim nauczaniem potężnie go podbudował. 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s