Pytanie o tsunami. Nosowski o krytykowaniu Kościoła

Psalm 95,15
„Chodźcie, śpiewajmy PANU,
Wzywajmy radośnie skałę naszego zbawienia.
Zbliżmy się przed Jego oblicze z dziękczynieniem,
radośnie śpiewajmy Mu psalmy.
Bo Pan jest wielkim Bogiem,
Wielkim Królem nad wszystkimi bogami.
W Jego ręku są krańce ziemi i szczyty gór należą do Niego.
Jego jest morze; On sam je stworzyłi suchy ląd ukształtowały ręce Jego.”
Biblia Księży Paulistów.

Łatwo nam dzisiaj zrozumieć, że Bóg, który według naszych pojęć przewyższa nieskończenie bogów rozmaitych, także tych, których dzisiejsza literatura pobożna widzi w naszych sprawach niemal ubóstwionych, osobliwie w bogu o imieniu greckim i rzymskim Ego. Więc tylko pytanie stałe, należące do dziedziny teologii zwanej teodyceą: jeśli Bóg panuje nad kosmosem, to czemu ten dokucza nam ciągle najróżniejszymi tsunami?
Dołączam felieton Jonasza, który dziś musiał ustąpić na trochę w „MiŚ-u” bardziej aktualnemu, załączonemu tutaj wczoraj.
Głośne myślenie
Czy matkę krytykować można?
Jonasz
Redaktor naczelny „Więzi” Zbigniew Nosowski napisał obszernie i celnie o potrzebie sensownej krytyki Kościoła (ostatnio w swojej książce „Krytyczna wierność. Jakiego katolicyzmu Polacy potrzebują”). Wymyślił nawet dekalog takiej krytyki: „1. W duchu wolności. 2. Odważnie. 3. Pokornie. 4. Zawsze w prawdzie i kompletnie. 5. Z szacunkiem i miłością. 6. Bez uproszczeń i uogólnień. 7. Trafnie i głęboko. 8. Z bólem i troską o jedność. 9. W duchu dialogu. 10. Rozróżniając [raczej: odróżniając – JT) ziarno od plew.”
Można oczywiście powiedzieć, że są to ogólniki, Nosowski jednak nie poprzestaje na tych przykazaniach, przedtem mówi o pokusach grożących krytykom. A to mentalność Kalego: kiedy ja krytykować, to dobrze, kiedy mnie krytykować, to źle. A to monopolizowanie krytyki Kościoła: tylko my krytykujemy Kościół mądrze i z troską. A to budowanie własnej tożsamości na krytyce: brak programu pozytywnego.
Kolega z mojej rodzinnej „Więzi” zajmuje się także formułami słusznymi, ale… Najpierw taką: „Kościół jest matką, a matki się nie krytykuje”. Nosowski: „Kościół nie jest taką matką, która usiłuje udawać, że jest bezgrzeszna i nieomylna”. Pozwolę sobie zauważyć, że podobnego udawania bezgrzeszności było jednak do Vaticanum Secundum sporo. Znikło doszczętnie za obecnego papieża, ośmielonego potężnie przez świętych poprzedników, ale dawniej różnie bywało. Zgadzam się jednak, że taki jest święty ideał mojego Kościoła. Następna myśl słuszna w zasadzie: „Co jest złego w Kościele? Ja i ty”. Powiedzenie Matki Teresy z Kalkuty nadużywane – ma Nosowski rację – przez wrogów jakiejkolwiek Kościoła krytyki. No i na koniec: „Nie chcą nas słuchać, obrażają się na krytykę”. Szef „Więzi” rozumie ból ludzi, co się tak żalą, ale doradza cierpliwość, pokorę…
Ma to być felieton sprawozdawczy, więc moich myśli mało. Tylko jeszcze taka, że – na przykład w mojej miłej gazecie – są tacy, co czują się dziećmi Matki-Kościoła rzymskokatolickiego, i tacy, co takiej więzi nie czują. Co staram się rozumieć, chociaż czasem się zżymam, gdy ich krytykowanie czytam, ale oni z kolei zapewne mają mnie za eufemistę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s