Mądrość duszpasterska braci prawosławnych. Ludwik Wiśniewski odważniejszy niż Lemański!

Księga Apokalipsy 20,1-3
„I zobaczyłem anioła zstępującego z nieba, który miał klucz do otchłani i wielki łańcuch w ręce. I schwycił Smoka, Węża starodawnego, którym jest diabeł i szatan, i związał go na tysiąc lat. I wrzucił go do otchłani, i zamknął ją, i opieczętował, aby już nie zwodził narodów, dopóki nie dopełni się tysiąc lat. Potem na krótki czas ma być wypuszczony.”
Ekumeniczny Przekład Jedenastu.
Trochę biblistycznej erudycji. Najpierw to, że o walce ze Smokiem jest już w rozdziale 12, tam wojują z nim „Michał i jego aniołowie”, szatan strącony na ziemię prześladuje „Niewiastę, która urodziła Syna”: obraz znany szczególnie w Kościele katolickim, gdzie Niewiasta jest utożsamiana szczególnie z matką Jezusa (oznacza również w ogóle Izrael).
Apokalipsa Jana nie jest zgoła księgą historyczną, nawet w tym sensie, w jakim są historyczne choćby starotestamentalne Księgi Kronik, a przedtem Królewskie i jeszcze wcześniejsze. Nie jest to również beletrystyka, jak nazywam choćby Księgę Jonasza, która żadnych ambicji kronikarskich nie ma: taki Jonasz nie istniał naprawdę. Jest to jeszcze inny rodzaj literacki, w którym mówi się poprzez obrazy, symbole i właśnie liczby, miary czasu zgoła symboliczne, jak to „tysiąc lat”, a potem „krótki czas”. Tysiąc lat to czas królowania męczenników; przed ostatecznym zwycięstwem Chrystusa będzie jeszcze trochę działań Smoka, ale on i wtedy nie da rady. Futurologia ta to oczywiście jak cała księga faktografia z jakąkolwiek precyzją arytmetyczno-historyczną niemająca nic wspólnego. Może zatem jednak prawosławna mądrość duszpasterska godna jest naśladowania, gdy nie posługuje się tą apokalipsą w swojej liturgii: czy jest sens czytać ludziom biblistycznie niedouczonym teksty tak swoiście ezoteryczne, księgę zaiste dla wtajemniczonych?

PS. Dołączam jutrzejszy felieton Jonasza w „MiŚ-u”, mój sobowtór reklamuje tam tekst niesamowity.
Głośne myślenie
Groźniejszy niż ks. Lemański
Jonasz
Dominikanin Ludwik Wiśniewski imponuje mi kolosalnie.
Tekst pod tytułem „Rekolekcje polskie” z ostatniego „Tygodnika Powszechnego” spróbuję przedstawić krótko i węzłowato.
Tematy: „Deklaracja wiary lekarzy”, klauzula sumienia, czyli etyka a prawo państwowe, wreszcie antykoncepcja i in vitro. Autor przypomina, co powiedział w wywiadzie dla PAP-u ks. prof. Andrzej Szostek: „Lekarz musi znać prawo i je respektować. Jeśli obowiązujące prawo stanowione kłóci się z jego sumieniem, to powinien zabiegać o zmianę prawa (…), ale nie może go ignorować pracując w ramach systemu, w którym to prawo obowiązuje (…) Wskazanie możliwości dokonania aborcji przez innego lekarza, jakkolwiek dla przeciwnika aborcji bolesne, nie może być traktowane jako uczestnictwo w dokonaniu aborcji”. Ojciec Ludwik tłumaczy: „Przy dyskusjach o wierności sumienia trzeba pamiętać o powadze prawa państwowego. Ustawodawstwo to nie jest nic niewarty śmieć”. Co by było, gdyby każdy łamał prawo, powołując się na swoje sumienie. Zgadza się z prof. Zbigniewem Szawarskim, że „wszystkie sumienia są równe i każdy ma prawo żyć zgodnie z własnym, szanując ogólnie przyjęty porządek prawny.” Broni Hannę Gronkiewicz-Waltz, która zwolniła z pracy profesora Chazana. „Jeśli złamał prawo, to choć jest zasłużonym lekarzem, słusznie ponosi konsekwencje swojej decyzji.”
Ale to jeszcze nic. Dominikanin porusza dwa problemy doktrynalne. In vitro: kiedy zygota staje się człowiekiem? „Jedni teologowie i biologowie uważają, że moment animacji następuje w zakończeniu kariogamii, kiedy łączą się definitywnie gameta męska i żeńska. Inni upatrują go w akcie nidifikacji, implantacji, czyli zagnieżdżenia się zygoty w macicy. Pierwsza teoria wydaje się najbardziej logiczna: powstaje zygota z pełnym ludzkim genomem, powstaje zatem człowiek. Ale druga ma też poważne argumenty. (…) Z jednej zygoty mogą wyłonić się dwa lub trzy organizmy: bliźnięta lub trojaczki. W takim przypadku trudno zrozumieć podział duszy ludzkiej uprzednio stworzonej i przeznaczonej dla jednej zygoty.” Drugi argument: badania wykazują, że więcej zygot bywa wydalonych z macicy, niż rodzi się dzieci. Czy możliwe, żeby Bóg tak nielitościwie traktował zygoty, które byłyby prawdziwymi ludźmi? Ojciec Wiśniewski nie wypowiada się za żadną z tych teorii, prosi jednak, żeby nie nazywać in vitro „wyrafinową aborcją” i nie powtarzać, że „każde dziecko narodzone metodą in vitro jest okupione śmiercią jego sióstr i braci”. Oraz żeby nie mówić, że takie dziecko nie jest owocem miłości. Powiada również, że „stawianie na tej samej płaszczyźnie aborcji i antykoncepcji jest wielkim i fatalnym dla naszego duszpasterstwa nieporozumieniem”.
Ks. Wojciech Lemański został oskarżony o wypowiedzi niezgodne z doktryną katolicką, a krytykował tylko język kościelny w sprawie „in vitro”. Niestety nie jest dominikaninem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s