Trzciny nie łamiąc, stworzył świat jednak inny. Seks, grzech, prokreacja

Ewangelia Mateusza 12,14-21
Jezus „łamie” dalej szabat: uzdrawia w ten dzień człowieka, który ma „uschłą” rękę.
Faryzeusze śledzą Go, zanim jeszcze tego dokonał i pytają prowokacyjnie: „Czy wolno uzdrawiać w szabat?” Jezus odpowiada oczywistością: „Wolno w szabat dobrze czynić”, ale wrogów nie przekonał: naradzają się, jak Go zgładzić. Jemu nie spieszno do śmierci: oddala się stamtąd, co więcej, zabrania surowo robienia Mu reklamy. Ewangelia komentuje to cytatem z Księgi Izajasza, z pieśni o Słudze Jahwe, który „trzciny zgniecionej nie złamie ani knotka tlejącego nie dogasi”. Niemniej „zwycięsko sąd przeprowadzi, w Jego imieniu narody nadzieję pokładać będą”. I tak się stało: Chrystus oponował wprawdzie słowem, rozdrażniał niezwykłymi uzdrowieniami, ale w końcu poszedł pokornie na krzyż i w ten sposób zwyciężył moralnie. Nawet i materialnie, jeśli przez to słowo rozumieć fakt, że Jego imię nosi potężna religia. Jedynie imię? Puste gadanie, świat pozostał potworny, żadnego postępu moralnego nie uświadczysz? Ja jednak postęp widzę: cywilizacja chrześcijańska swoich wad ma legion, ale dorobiła się idei praw człowieka i mimo wszystko jej realizacji w świecie, w którym prorok może pomstować bezkarnie, w którym zabić człowieka o wiele trudniej.
Dołączam taką pisankę zaplanowaną do „MiŚ-a”, zanim tam się ukaże kiedyś.
Głośne myślenie
Seks, grzech, prokreacja
Jonasz
Powiedział profesor Janusz Czapiński w reportażu Anny Śmigulec „Szac4you” („Duży Format” z 15 maja, s. 6): „Prawie wszyscy Polacy są wychowani w tradycji katolickiej. W niej seks jest traktowany jako konieczność prokreacyjna. Ksiądz cię rozgrzeszy tylko, jeśli owocem stosunku będzie dziecko. Seks bez przyjemności pozostaje czymś brudnym”.
Panie Profesorze, tak źle już nie jest. Owszem, kiedyś panował w moim Kościele manicheizm, brudne było ciało i wszystkie sprawy jego, ale nadeszło wyzwolenie. „Małżeństwo jednak – stwierdził Sobór Watykański II już prawie pół wieku temu – nie jest ustanowione wyłącznie dla rodzenia potomstwa; sama bowiem natura nierozerwalnego związku między dwiema osobami oraz dobro potomstwa wymagają, aby także wzajemna miłość małżonków odpowiednio się wyrażała, aby się rozwijała i dojrzewała.” Dodam myśl tę samą z pięknej książki Ewy Kiedio „Osobliwe skutki małżeństwa” (Biblioteka „Więzi” 2014): „Dziecko, które pojawia się jako owoc miłości cielesnej, to coś niezwykłego: uczestniczenie dwojga ludzi w dziele Stwórcy. Nie można jednak jedynego celu miłości erotycznej widzieć w płodzeniu. Wiadomo przecież, że dzieci przychodzą na świat także w efekcie aktów pozbawionych tej miłości (…). Sens miłości erotycznej musi więc wyrastać ponad płodzenie.” Ten głos też ważny, kościelny, chociaż świecki, niewieści…
Spowiednikom dzisiejszym na ogół zarzucić można niejedno, ale nie tamto dawne dziwactwo. Co napisawszy, myślę sobie wszelako, jak trudno wyzwolić się z błędnej opinii: nie wystarczy uznanie jej za niesłuszną, trzeba jeszcze wywabić mniemanie potoczne, jakobyśmy wciąż trwali w wariactwie naszym przeszłym.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s