Małe jest wielkie. Ekumenia kontra ekologia, czyli spór o ubój rytualny

Ewangelia Łukasza 9, 46-50
„A przyszło im na myśl, kto z nich byłby większy. Jezus poznawszy ich serca, wziąwszy dziecko, postawił je przy sobie i powiedział im: – Kto by przyjął to dziecko w imię moje, mnie przyjmuje, a kto by mnie przyjął, przyjmuje Tego, który mnie posłał. Kto bowiem jest wśród was wszystkich mniejszy, ten jest wielki. Odpowiadając, Jan rzekł: – Mistrzu, widzieliśmy kogoś wyrzucającego w Twoje imię demony i zabroniliśmy mu, bo nie chodzi z nami. Jezus powiedział mu: – Nie zabraniajcie, kto bowiem nie jest przeciw wam, jest za wami.”
Ekumeniczny Przekład Przyjaciół.

To jedna z ewangelijnych perykop wzywających do szeroko pojętego ekumenizmu. Wydawało mi się, że to temat tylko dwóch ostatnich wierszy, ale przecież łączą się one z poprzednimi dość wyraźnie. Nie ma tu raczej owego braku związku, który – jak lubię zaznaczać – występuje czasem szczególnie u Łukasza. Końcowe polecenie Jezusa łatwo zinterpretować jako dopełnienie słów wcześniejszych. Bo niechęć do nieswoich łączy się właśnie nieraz z poczuciem wyższości. W kraju takim jak Polska, gdzie Kościół rzymskokatolicki nieprawdopodobnie góruje liczbowo nad innymi wspólnotami religijnymi, ten aspekt ilościowy bywa czasem dla duchownych mojego wyznania asumptem do powiedzenia innym, że są mało ważni, bo jest ich tak mało.

A teraz sprawa ekumeniczna dzisiejsza. Oto ogłoszony przez KAI ważny dokument kościelny.
”Dnia 12 lipca 2013 roku Sejm Rzeczypospolitej Polskiej odrzucił rządowy projekt ustawy dopuszczającej rytualny ubój zwierząt. Decyzja ta znalazła oddźwięk zarówno w relacjach dialogu Kościoła katolickiego z judaizmem i islamem, jak i w szeroko rozumianym społeczeństwie polskim, a także poza granicami naszej Ojczyzny. Sprawa wkracza bowiem na ważny teren prawa człowieka do wolności religijnej oraz do stosowania jej zasad także w sferze obyczajów, będących wyrazem kultu religijnego.
Prezydium Konferencji Episkopatu Polski zwraca uwagę na to, że w całej wielowiekowej historii prawodawstwa polskiego nigdy nie było kwestionowane prawo do wolności religijnej, w tym prawo do zachowania własnych tradycji i zwyczajów.
W kontekście polemik dotyczących odrzucenia przez Sejm RP ww. projektu ustawy, Prezydium KEP wskazuje na brak konsekwencji ustawodawcy w zachowaniu dwóch ustaw – o ochronie zwierząt oraz o stosunku państwa polskiego do gmin wyznaniowych żydowskich. Na podobny problem zwrócił uwagę Związek Gmin Wyznaniowych Żydowskich w RP, który złożył wniosek do Trybunału Konstytucyjnego, podkreślając konflikt dwóch ustaw.
Prezydium KEP podziela troskę żydowskich gmin wyznaniowych oraz wyznawców islamu o zachowanie i realizację podstawowych praw wolności wyznania i kultu. Do nich należy również prawo do zachowania swoich obyczajów, w tym rytualnego uboju zwierząt.
Prezydium Konferencji Episkopatu Polski
Warszawa, 25.09.2013 r.”

Odnotowuję ten dokument z zadowoleniem, ale i rozterką. Z zadowoleniem – tak jak każdy gest ekumeniczny, każdy akt solidarności międzyreligijnej, która jest warunkiem dialogu między ludźmi wierzącymi religijnie. Z rozterką, bo sprawa widzi mi się jednak niejasna.

Przede wszystkim wciąż nie wiem, czy ubój rytualny na pewno zadaje więcej cierpienia niż ten po ogłuszeniu. Przeczytałem artykuł Pawła Śpiewaka w „Tygodniku Powszechnym” z 4 sierpnia br. Autor polemizuje z przeciwnikami tego rytuału bardzo ostro. Twierdzi w ogóle, że został on ustanowiony właśnie po to, żeby okrucieństwo wobec zwierząt ograniczyć. (…) „Nie ma w Torze i judaizmie nakazu, by powstrzymywać się od mięsa, ale też, jak uczyło wielu rabinów, w wieku światłości nastanie epoka wegetariańska.” Choć bowiem „w Torze nie ma zapisów dotyczących rytualnego uboju, jest za to szereg bardzo szczegółowych praw o stosunku Żydów do zwierząt. (…). Wszystkie nakazują, by odnosić się do zwierząt może nie z czułością, ale na pewno ze zrozumieniem i troską.”(…) ”Akt uboju rytualnego związany jest z przecięciem tętnic szyjnych, po którym w 30-50 sekund ustaje dopływ krwi do mózgu . Krew błyskawicznie odpływa z głowy. Czy bolesny jest moment przed zabiciem? Wedle licznych badań – nie.(…)Nie ma dowodów, że wykonywany niefabrycznie ubój rytualny jest bardziej bolesny niż ubój przez uduszenie, ogłuszenie czy za pomocą elektryczności w rodzimych rzeźniach. Jedno jest pewne: zwierzę od razu zostaje zabite. W przypadku ogłuszenia nie jest to tak oczywiste.”

Czy ma rację autor, dyrektor Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie, stały komentator Tory w tymże tygodniku, ale to nie znaczy przecież, że związany myślowo przynależnością religijną? Nie wiem: w tej sprawie czuję się laikiem absolutnym.

Ale jest również oczywiście kwestia etyczno-filozoficzna, którą też stawia Śpiewak. Nie nazwałem etyczno-religijną, bo przeczytałem tekst na ten temat katolika, ks. Alfreda M. Wierzbickiego, redaktora naczelnego KUL-owskiego kwartalnika „Ethos”, w tymże periodyku (nr 2/102). Pisze on o stanowisku żydowskim ze zrozumieniem, zreferuję je jego słowami (. „Istoty praktyki uboju rytualnego nie można sprowadzać tylko do jej aspektów technicznych, gdyż zasadniczo wyraża się w niej afirmacja prawdy o wartości życia. Zakaz spożywania mięsa skażonego krwią wiąże się z przekonaniem, że we krwi znajduje się pierwiastek życia. Ponieważ uważa się, że krew jest czynnikiem ożywiającym, traktuje się ją jako element duszy, a właściwie jej części (funkcji) określanej terminem »nefesz«. Praktyka uboju rytualnego chroni bowiem przed spożywaniem czegoś, co uczestniczy w wartości absolutnej. W świadomości religijnego Żyda koszerne mięso nie jest zwierzęciem, bo nie ma w nim nic z życia, jest ono czyste nie tylko w znaczeniu fizycznym, lecz przede wszystkim w znaczeniu metafizycznym. Życie symbolizowane – uobecniane przez krew jest zawsze święte i dlatego należy krew oddzielić od mięsa. Paradoksalnie należałoby przyznać, że praktyka uboju rytualnego bardziej respektuje godność życia zwierząt aniżeli praktyka wegetarianizmu, ta bowiem rzadko odwołuje się do rozważań o obiektywnej wartości życia, przyjmując, że dążenie do eliminacji cierpienia zwierząt jest wystarczającym uzasadnieniem rezygnacji ze spożywania mięsa.”

Jak jednak zmierzyć ową obiektywną wartość? Mówiąc inaczej, czy symbol jest ważniejszy od „realu”? Może jestem tu metafizycznie głuchy, ale dociera do mnie w tej sprawie tylko fakt fizyczny, że zwierzę cierpi albo wręcz traci życie, gdy jest zjadane.

Czy jednak nie jestem stronniczy wyznaniowo, twierdząc jednocześnie, jak mój Kościół, że embrion ludzki, nawet jeszcze niezagnieżdżony, od momentu zapłodnienia ma wartość większą od zwykłego zespołu komórek, bo jest w nim zapisany kod genetyczny? Chyba nie, bo jednak genetyka nie metafizyka. Zabrzmiało to złośliwie, nie jestem jednak ciasnym scjentystą, sens metafizyki w ogóle rozumiem. Gdy jednak w polemice z judaizmem reformowanym, który nie przyjmuje stanowiska judaizmu tradycyjnego, filozof Wierzbicki pisze o „metafizycznej głębi” tego drugiego, nie rozumiem, o co chodzi. Alem właśnie laik!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s