”Nie bierzcie nic na drogę…” ”Dziedziniec dialogu”, Prymas pokorny

Ewangelia Łukasza 9,1-3
Jezus wysłał Dwunastu, ”aby głosili Królestwo Boże i uzdrawiali chorych .Mówił do nich: – Nie bierzcie nic na drogę: ani laski, ani torby podróżnej, ani chleba, ani pieniędzy…” Przełóżmy te słowa na język współczesny, czyli zredagujmy odpowiednią instrukcję dla dzisiejszych ewangelizatorów, po prostu dla każdego chrześcijanina, który nie zatrzymuje Ewangelii dla siebie. Stosując znaczną ”licentia homiletica”, może można by im powiedzieć tak: nie obciążajcie się obowiązkiem przekonywania ludzi od razu do wszystkich zasad wiary chrześcijańskiej. Obyście przede wszystkim przekonali ich, że Bóg jest Miłością, że chce nas zbawić, to znaczy ”zwykłych zjadaczy chleba w aniołów przerobić”. Że powinniśmy ułatwiać Mu to choć odrobinę. Papież Franciszek wyraźnie zaleca taką ewangelizacyjną strategię. Owszem, nie kwestionuje bynajmniej np. tradycyjnego sprzeciwu wobec aborcji (także w nienagłośnionym przez liberalne media przemówieniu do lekarzy). Ale nawołuje, aby z takich jednak szczegółowych spraw nie robić punktów centralnych, nie od nich zaczynać. Żeby nie wychodziło na to, że katolik to ten, co nie je niektórych kręgowców w piątek… Co zaś do aborcji i jutrzejszej dyskusji o jej delegacji w Sejmie, to rzecz w tym chyba, iż dyskutowany wyjątek od zakazu jest w praktyce mocno wypaczany: pozwala się na zabieg, gdy grozi uszkodzenie płodu wcale nie ciężkie, na przykład ta już przysłowiowa zajęcza warga.

No i chodzi o Franciszkowe naleganie na dialog, tak częste i naprawdę mocne. A propos, oto mój felieton w ”Gazecie Wyborczej” papierowej i ”Wyborczej” internetowej w wersji nieskróconej.

By nam nie czyniono ujmy, ciągle z każdym dialogujmy: parafrazując Wieszcza, takie hasło wymyśliłem dla kościelnej imprezy, którą będziemy mieli w Warszawie w październiku. Rzecz zwie się ”Dziedziniec dialogu” i ma być tutejszą wersją watykańskiego pomysłu ”Dziedziniec pogan”. Wysławię pod niebiosy nazwę polską: jeśli to ma być dialog z dzisiejszymi niewierzącymi, to nazywanie ich poganami widzi mi się zgoła obraźliwe: wierzą oni w Jowisza i Marsa, a może tylko w Wenus?

Jakież to jednak będą dialogi? Nie mogłem być wczoraj na stosownej konferencji prasowej z udziałem obu arcybiskupów warszawskich, ale po to stworzył Pan Bóg Katolicką Agencję Prasową, żeby mnie nieco jej serwis uświadomił, a ja Czytelniczki i Czytelników cokolwiek. Otóż dialogowy dziedziniec rozpocznie się 11 października na Uniwersytecie Warszawskim dyskusją o wierze i nauce. Że nie będzie to głaskanie się wzajemne, gwarantuje zapewne skład personalny: profesorowie ks. Michał Heller, Krzysztof A. Meissner, Łukasz Turski, Piotr Węgleński. Będą też podobne pluralizmem osobowym publiczne rozmowy o wierze i kulturze, wierze i społeczeństwie (z udziałem prezydenta Komorowskiego i niewątpliwie otwartego na myśl pozakościelną kardynała kurialnego Gianfranco Ravasiego, który weźmie udział również w dyskusjach poprzednich). Będzie czego słuchać i co oglądać: koncerty, filmy, przedstawienia, wystawy. Także nabożeństwo, co prawda, nie wielowyznaniowe, ale u Wspólnot Jerozolimskich: kto był u nich raz choćby, ten wie, że to rzecz niebywała.

Ba, pomyślano o publikacji, w której będzie instrukcja, jak filię ”Dziedzińca dialogu” założyć w swojej parafii. Tyle że jeśli nawet do którejś ksiądz zaprosi nie tylko Tomasza Terlikowskiego, także Magdalenę Środę i zadba o jej gościnne przyjęcie, jeśli nawet nie dostanie za to monitu z kurii, to będzie to jednak kwiatek przy kożuchu. Żeby mój Kościół rzymskokatolicki polski – raczej obie diecezje warszawskie, bo to przecież impreza tylko stołeczna – stał się naprawdę bardziej dialogowy, musimy chyba poczekać do przyjazdu Franciszka. Dopiero on nauczy nas, katolików polskich, jak traktować ludzi od Kościoła dalekich. Jak robić, żeby dialog nie był – przepraszam, ale to termin księdza Tischnera – starodawną rozmową czterech liter z kijem. Ale do tej dłuższej wersji dodaję coś bardzo ważnego: owe cztery litery też bywają fundamentalistyczne nieznośnie…

Na koniec lektura na dzisiaj: potężne (700 stron!) dzieło Ewy K. Czaczkowskiej (nowe wydanie, poszerzone, Znak) pt. ”Kardynał Wyszyński. Biografia”. Na czasie, bo dziś 60. rocznica jego aresztowania. Polecam! Jest tam na przykład wiadomość chyba mało znana, że dotychczasowy biskup lubelski zdecydowanie nie chciał być prymasem. Wręcz upadł na kolana przed kardynałem Sapiehą, który wtedy przewodniczył Episkopatowi, i błagał go, by ”odkręcił” tę decyzję w Watykanie. Chodziło o to, by przeszedł wniosek biskupów polskich, aby zlikwidować unię personalną Gniezna z Warszawą, połączyć Gniezno z Poznaniem i urzędem prymasa (połączonym wtedy z bardzo ważną funkcją faktycznego nuncjusza) oraz prymasem mianować dotychczasowego arcybiskupa gnieźnieńskiego Walentego Dymka. Na samo arcybiskupstwo warszawskie Wyszyński się zgadzał. Ale Watykan wolał bardzo mocno awansować człowieka, który potem zdał wspaniale egzamin polityczny. Czy miał rację w swojej linii czysto duszpasterskiej, to całkiem inna sprawa. Nie rozumiał potrzeby głębszej reformy, w duchu Soboru o Franciszku nie mówiąc, ale gdyby nie on, może nie byłoby co reformować.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s