Jan Marek, syn Piotra (i Pawła, i Barnaby). Nieostrożność papieża Franciszka

1 List Piotra 5 13
„Pozdrawia was (…) Marek, mój syn.”
Dziś święto ewangelisty Marka. Synostwo Markowe Piotra było oczywiście duchowe (nie nieślubne, proszę panów kościołożerców). Nie wiadomo nic o dzieciach „naturalnych” tego Szymona, choć był na pewno żonaty, bo kawaler nie miewa teściowej: znamy tylko jego potomka duchowego. Mocne związki Marka z Piotrem mają oparcie poza tą wzmianką głównie w tradycji, ja jednak nie zwykłem jej lekceważyć. Uważa się mianowicie, że Marek był tłumaczem Piotra w Rzymie i na prośbę tamtejszych chrześcijan spisał to, co zapamiętał z jego nauk. Samo to personalne źródło by nie starczyło, niemniej ślady owych nauk w tekście tej ewangelii widać.
Co zaś do jej prawdopodobnego autora (tylko prawdopodobnego: autorstwo w starożytności i później to zawsze problem), imię Marek to według „Encyklopedii biblijnej” tylko łaciński przydomek młodzieńca imieniem Jan. Encyklopedia ta podaje również, że ”był on synem kobiety Marii, mającej dom w Jerozolimie, w którym chrześcijanie gromadzili się na modlitwie i do którego przyszedł Piotr po swoim cudownym uwolnieniu z więzienia (Dz 12, 12)”. Bratem owej Marii, a na pewno krewnym (chyba wujem) Jana Marka był jeden z bohaterów Dziejów Apostolskich, Józef o przydomku Barnaba. Apostoł (choć nie z Dwunastu) ów protegował Marka, zdaniem Pawła nawet za bardzo, o co się pokłócili, gdy patron dzisiejszy nie wytrwał w podróży. Paweł nie zabrał go (a zatem i Barnabę) w następną wędrówkę misyjną, ale w dalszą owszem, co wynika z Pawłowych listów.
Marek musiał być chłopcem uroczym jeśli miał tylu (bo aż trzech) starszych od siebie przyjaciół. Może mu ów urok został w wieku dojrzałym.
PS. W przedwczorajszej depeszy KAI przeczytałem coś zdumiewającego: papież Franciszek powiedział: „Tożsamość chrześcijańska nie jest dowodem osobistym: to przynależność do Kościoła. Gdyż nie można znaleźć Jezusa poza Kościołem. (…) Nie można żyć z Jezusem, iść za Nim, miłować Go bez Kościoła.” Jest to może polemika z hasłem ”Jezus tak, Kościół nie”, ale nie w duchu Vaticanum Secundum. „Explicite”, deklaratywnie iść za Nim poza Kościołem to może się nie da, choć też przecież można naśladować Jezusa nie wierząc w Jego boskość, czyli nie będąc w Kościele. W każdym razie tylu jest ludzi wszystkich wiar i niewiar, którzy miłują Jezusa „implicite”, nawet bez pewności, że w ogóle istniał. Ten dziwny błąd nowego biskupa Rzymu tłumaczę sobie tak: Franciszek jest bardziej gorącym franciszkaninem niż ostrożnym jezuitą, nie waży słów, mówi spontanicznie, bez troski o precyzję, szczególnie podczas „prywatnych” mszy w kaplicy Domu Św. Marty. Mam nadzieję, że ktoś (czarny papież, czyli generał jezuitów?) wytłumaczy(ł) mu, że każde takie jego słowo idzie w świat, więc musi bardziej uważać.
Ale podobno przychodzi tam na śniadanie ”na cywila”, pewnie w samej koszuli, bo tam ciepło: słowa bardzo ważne, ale takie gesty też, bo to schodzenie z cokołu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s