Dola i niedola Szymona Piotra. Janusz Poniewierski i inni w kwietniowym „Znaku”

Dzieje Apostolskie 11,1-8
Opowieść Piotra o jego wizji otwierającej Kościół poganom: przekreślającej podział zwierząt na czyste i nieczyste, poza światem żydowskim niezrozumiały. Właśnie Piotr otrzymuje takie oświecenie, choć później apostołem pogan staje się Paweł. I zresztą zawsze będzie się trzymał tej chrześcijańskiej nowości, broniąc jej dzielnie przed zarzutami, że „wszedł do nieobrzezanych i jadł z nimi” (11,3). Owszem, Paweł zarzucił mu oportunizm w Liście do Galatów, ale nie jest łatwo być praktycznie, na co dzień ponad podziałami. A tego wymaga rola najpierwszego papieża. Być zawsze pomiędzy, krytykowanym z obu stron… Jego następcy wyrosną z czasem ponad Kościół tak wysoko, że nikt nie ośmieli się im otwarcie przyganić, Piotr nie miał takiego komfortu. Zobaczymy jednak, co będzie z papiestwem dalej: po abdykacji Benedykta i wyborze Franciszka możliwa jest niejedna zmiana. Kuria rzymska szemrała oczywiście od dawna, ale to co innego.

Lektury: „Znak” kwietniowy, odnowy Kościoła (rzymskokatolickiego) pełen. Na wstępie współredaktor Janusz Poniewierski pisze pod tytułem „Nowy pontyfikat, stare wyzwania”. I pod lidem: „Kościół głoszący Ewangelię musi być radykalny, gdy chodzi o naśladowanie Jezusa. A problem polega dziś między innymi na tym, że radykalni byli bez wątpienia ostatni papieże, ale nie cały Kościół, nierzadko bardziej przypominający bezduszny urząd aniżeli braterską wspólnotę miłości.” Pomyślałem sobie, że jest dzisiaj na odwrót, niż było w wiekach Kościoła zwanych ciemnymi. W on czas papieże byli moralnie okropni, niemniej nie brakowało ludzi świętych na niższych szczeblach Kościoła, teraz jest tak, jak napisał mój przyjaciel Poniewierski. Jeśli jednak ryba psuje się czasem od głowy, to może i od głowy się naprawia.

Poniewierski rozważa między innymi opinię Haliny Bortnowskiej (a przedtem świętej pamięci kardynała Martiniego i wielu biskupów spoza Polski), że trzeba zwołać Vaticanum III. Autor po namyśle przychyla się do tego poglądu i pisze, że nowy sobór mógłby się zająć kwestią celibatu kapłańskiego, antykoncepcji i udzielania komunii „rozwodnikom”. Także chyba metodą in vitro, homoseksualizmem, przekształceniem modelu rodziny czy zmianą płci. Zastrzega się: „Nie twierdzę, oczywiście, że zjawiska te spotkałyby się z akceptacją ojców soborowych. Niemniej doszłoby do debaty, wymiany argumentów, postawienia wielu trudnych pytań – a w konsekwencji Kościół zacząłby, być może, współczesnego człowieka lepiej rozumieć…”.

Co do mnie, mam co do idei nowego soboru głównie wątpliwości organizacyjno-lokalizacyjne. Biskupów przez pół wieku bardzo przybyło, gdzie by się pomieścili, szczególnie że delegacja świeckich musiałaby być chyba znacznie większa (synody ewangelickie miewają proporcje duchownych i świeckich niemal parytetowe)? Oczywiście jednak ważniejsza jest sama celowość takiego przedsięwzięcia. Gdyby Vaticanum III miało doprowadzić do poważnego rozważenia tylu spraw kontrowersyjnych, to oczywiście miałoby sens ogromny. Aczkolwiek trzeba by założyć, że jego uczestnicy byliby lepszą reprezentacją poglądów kościelnych „dołów” niż gremia kolegialne w rodzaju synodów, nie mówiąc o konsystorzu, czyli radzie kardynalskiej, której członkowie są nominatami papieskimi bardziej niż zwyczajni biskupi. Pożyjemy, zobaczymy. A ostatnie wydarzenia – powtarzam – dowiodły, że możliwe jest niejedno nieprawdopodobne. Eklezjalna futurologia musi unikać niejednego pewnika.

Po artykule Poniewierskiego z duszpasterzem osób homoseksualnych rozmawiają redaktor naczelna pisma Dominika Kozłowska i też redaktor Marzena Zdanowska. Nazwisko rozmówcy nie zostało ujawnione: wyjaśnił, że chodzi mu o to, „żeby zainteresowanie nie skupiło się na osobie duszpasterza, ponieważ odwróciłoby to uwagę od meritum sprawy. Nie zależy mi na tym, żeby stać się celebrytą pozytywnym czy też negatywnym w sensie tego słowa”. Dalej między innymi pytanie, „czy osoby z duszpasterstwa przyjmują sakramenty” i odpowiedź: „Jeśli sumienie im mówi, że są gotowe, to przyjmują”. Potem znów pytanie: „Rozumiem, że Ojciec nie dopytuje w konfesjonale o grzechy, jeśli ktoś się z nich nie spowiada?” Ojciec odpowiada „Nie, nie dopytuję. To jest kwestia praktyki spowiedniczej. Żaden poradnik nie mówi, żeby dopytywać. Można naprowadzać, jeśli coś jest niejasne.” Redaktorki nie ustępują: „Może nie jest rolą spowiednika dopytywać, ale z drugiej strony ciąży na Ojcu odpowiedzialność za formowanie sumień. Trudno jest przecież założyć, że ludzie wierzący – również heteroseksualni – będą zawsze oceniać swoje postępowanie tak samo, jak oceniłby je spowiednik.” Na co Ojciec: „I ja szanuję ich sumienie.” „Tak po prostu?”. „Tak, to jest ich ich relacja z Panem Bogiem. Kiedy mnie pytają, chcą rady, żebym rozstrzygnął jakąś kwestię, wtedy mogę im pomóc, w jakiś sposób naprowadzić. Natomiast jest to ich decyzja. Ich autonomia, ich wolność, ich sumienie.”

Bardzo ciekawe, oczywiście śmiałe. A w numerze innych odważnych myśli od groma. Zacytuję tylko znów Poniewierskiego z dyskusji redakcyjnej: „Kościół nauczający w Polsce musi wreszcie nauczyć się słuchać drugiej strony, także w rzeczach drobnych. I wyzbyć się arogancji.”
To wszystko w „Znaku”, nie w „Gazecie Wyborczej”, naprawdę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s