Autolustracja potrzebna od zaraz. Ojciec Pio, święty wielki, choć kontrowersyjny

Ewangelia Mateusza 7,1.3
„Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. (…) Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz?”

Gdybyśmy wszyscy lustrowali się sami przed każdą naszą krytyką bliźniego swego, byłoby nieporównanie spokojniej. Ustałyby wszelkie międzyludzkie konflikty, z ludobójczymi wojnami włącznie. Wystarczało nieraz jedno krytyczne spojrzenie na siebie samego, żeby wyciszyć emocje! Nieraz jest tak, że najbardziej drażnią nas u innych nasze własne wady: gaduły narzekają na wielomówstwo innych, samochwalcy na autoreklamiarstwo cudze… Żeby zobaczyć się w duchowym zwierciadle, trzeba spokoju ducha i trochę pokory.

Lektury: przeczytałem dwie książki o ojcu Pio. Nazywał się najpobożniej w świecie, bo to imię włoskie znaczy ”pobożny”. Odpowiednik łacińskiego „Pius”: dwunastu papieży było z imienia pobożnych, tak samo kapucyn włoski Francesco Forgione (1887-1968). Imię zakonne, które przybrał, prawdę mówi czy kłamie? Oto jest pytanie, które bulwersowało Kościół rzymskokatolicki w wieku minionym.
Postać niebywale sławna. Książek o nim, także polskich, mnóstwo. Ostatnio przetłumaczona z włoskiego Giovanniego Sieny „Święty Ojciec Pio. Dziennik trzydziestu lat przeżytych u boku świętego z Pietrelciny” (Wydawnictwo AA, Kraków 2012). Sięgnąłem jednak również do dawniejszej: Edwarda Augustyna „Ojciec Pio święty na przekór: czego nie znajdziesz w pobożnych biografiach?” (Wydawnictwo „Serafin”, Kraków 2008). Rzecz niewielka, ale w Polsce bardzo ważna. Kapucyn Marek Miszczyński napisał w przedmowie do niej: ”Ojciec Pio jest kimś wyjątkowym (…), ale – jak każdy człowiek – miał też swoje ograniczenia i słabości, które rzetelnego obserwatora zmuszają do zastanowienia i postawienia pytań.”

Wyjątkowość: cuda. Uzdrowienia, otaczający go zapach fiołków, przewidywanie przyszłości, bilokacje, stygmaty, napady nań diabelskie, nie mówiąc o penetrowaniu duszy przychodzącego do niego po spowiedź tak, że sam nie musiał nic mówić. Niebywała również liczba odwiedzających i jego kult: obrywano mu kawałki habitu na relikwie, jego prawdziwymi lub fałszywymi relikwiami handlowano. Szczególny entuzjazm kobiet: i tu przede wszystkim był problem zakonnika. Były w nim zakochane miłością tak podobną do erotycznej, że największym cudem byłby brak plotek. Nie mieli do ojca Pio przekonania papież Jan XXIII, przyszły papież Jan Paweł I. Beatyfikuje go i kanonizuje Jan Paweł II, ale przedtem był poddawany bardzo ostrym badaniom i sankcjom: zakaz publicznego odprawiania mszy i spowiadania, Święte Oficjum orzekło, że przypisywane mu fakty nie mają charakteru nadprzyrodzonego.

Jego „ograniczenia i słabości”: także z entuzjastycznej skądinąd książki Sieny wiadomo, że nieraz wybuchał złością. „Kiedy musi skarcić duszę, staje się szorstki i twardy, szczególnie gdy ma do czynienia z grzechem przeciwko czystości. Wystarczy krótka spódniczka, odkryte ramiona lub widok chłopca w krótkich spodniach, aby doprowadzić go do gniewu.”

Co do mnie, jestem pełen podziwu, absolutną negację możliwości cudu uważam za zabobon, jakoś jednak nie jest to mój święty najukochańszy. Odruchowo wolę zwyczajność.

Sprostowania. W sobotę pomyliłem się sporo: poprosiłem o wklejenie tekstu niegdysiejszego zamiast właściwego. Poniżej ten drugi.
Jako lilie i ptaki
Ewangelia Mateusza 6,24-34
Przesławna perykopa o Bogu i Mamonie. Ogólnie biorąc, przesłanie tekstu opiewa jakąś świętą lekkomyślność, na podobieństwo ptaków i ziół różnych, które istotnie spichrzów nie budują. Niedobra jest bowiem młodzieńcza niefrasobliwość, ale i starcza zapobiegliwość, która uniemożliwia jakąkolwiek decyzję wiążącą się z ryzykiem. Gdybyśmy byli od urodzenia staruszkami, umieralibyśmy w swojej ostrożności, w swoim lęku o przyszłość, nie decydując się na nic odważniejszego także w sensie ewangelicznym. Ba, przecież odwagi wymaga nawet małżeństwo, by o prokreacji nie wspomnieć.

Z kolei w czwartek komentując ”Ojcze nasz” napisałem: ”Nie udało mi się przekonać innych autorów EPP, żeby zrezygnowali z tradycyjnego «wodzenia na pokuszenie» – bo przecież kusi Szatan, nie Bóg”. Otóż nie byłem sam, poległem razem z pastorem Mieczysławem Kwietniem. Przepraszam Go za błąd historyczny!

Reklama

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s