Skarb Tomasza Morusa

Ewangelia Mateusza 6,19-21
„Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje włamują się i kradną. Gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie włamują się i nie kradną. Bo gdzie jest skarb twój, tam będzie i serce twoje.”

Bywają ludzie, którzy gromadzą swoje skarby w niebie, ale i, nie zawsze chcący, na ziemi, tylko że w innym sensie: w ludzkiej najlepszej pamięci. Nie tylko w pamięci swojego Kościoła i swego narodu: także wszystkich ludzi, którzy słyszeli o ich ponadwyznaniowych i ponadnarodowych dziełach.

Tomasz More, którego dziś mój Kościół liturgicznie wspomina, może być uważany za patrona dialogu Kościoła katolickiego z lewicą. Autor ”Utopii”, pierwszej w historii wizji społeczeństwa egalitarnego, a zarazem męczennik za wiarę katolicką, łączy w sobie ideały obu tych wielkich rodzin ideowych. Jakkolwiek interpretowalibyśmy stosunek Morusa do opisanego przezeń ładu społecznego (jakiś dystans autora wobec systemu utopijskiego nie ulega chyba kwestii – być może dystans chrześcijańskiego realisty, rozumiejącego, że po grzechu pierworodnym żaden raj na ziemi nie jest możliwy), bezsporne jest przecież, że autor żywił do idei egalitarnej żywą sympatię i zainteresowanie. Niewątpliwa jest jego wrażliwość społeczna, krytycyzm wobec status quo i reformatorska śmiałość, prekursorska wobec dążeń późniejszych radykałów. Nic więc dziwnego, że jest Morus bodaj jedynym świętym, o którym entuzjastycznie pisała lewica, również skrajny jej przedstawiciel, Karol Kautsky. Co prawda, dla tych radykałów był Morus na ogół tylko autorem ”Utopii”. Reszta jego twórczości, jego życie i śmierć męczeńska mało ich obchodziły — jako przejaw zacofania, historycznych ograniczeń itp. Dla katolików z kolei autorstwo tego dzieła było sprawą nieraz dość niewygodną… Niemniej i jednym, i drugim chodziło o tę samą osobę. Było to wówczas wiele i stało się źródłem mej gorącej sympatii dla tej niezwykłej postaci.

Ale i ja dawniej nie zdawałem sobie sprawy, że między autorstwem Utopii a heroizmem katolickim Morusa istnieje jakiś wewnętrzny związek. Oba te czyny wielkiego Anglika są przecież świadectwem na rzecz tej samej sprawy: prawa człowieka są nierozdzielnie. Papież Paweł VI powiedział o innym męczenniku brytyjskim, Johnie Ogilvie, że poniósł śmierć jako świadek i obrońca wolności religijnej. Odnosi się to również do tego św. Tomasza.

Czy jednak aby na pewno? Czy rzeczywiście autor ”Utopii” bronił wolności religijnej, czy też tylko wolności Kościoła katolickiego? Na wymyślonej przezeń wyspie szczęśliwej panuje swoboda przekonań. Poza jednym, co prawda, wyjątkiem: materialistów, tych, co nie wierzą w życie pozagrobowe. Nie pozwala im się wyznawać publicznie ich poglądów, nie powierza się żadnych zadań publicznych, a nawet nie daje się miana obywateli: ”Któż bowiem może wątpić, że ci ludzie, dla których jedynym hamulcem jest strach przed prawami, którzy poza materią z niczym nie wiążą swoich nadziei, będą usiłowali sprytnie i potajemnie obchodzić ustawy własnego państwa lub jawnie pogwałcać je, byleby dogodzić swym samolubnym zachciankom.” Gdzie indziej jeszcze znajdziemy w Utopii ślad zasadniczej niewiary autora w możliwość etyki laickiej. Myślę, że decydującą rolę odegrało tu doświadczenie życiowe Morusa, który pewnie nigdy nie spotkał uczciwego ateisty albo też raczej ateisty w ogóle (epoka oświecenia jeszcze nie nadeszła), a za ”bezbożników” uważał po prostu rzezimieszków. Zarazem jednak czytamy w jego dziele, że wiara człowieka nie zależy od jego woli; nie wymierza się więc niewierzącym żadnych kar, Utopianie nie zmuszają też nikogo z nich groźbami, aby ukrywał swe przekonania, strasznie bowiem nienawidzą obłudy i kłamstwa. Było to na owe czasy bardzo dużo.

Takie poglądy głosił w swym dziele. Czy realizował je, gdy w kilkanaście lat później został kanclerzem? Historycy mają na ten temat różne zdania, chyba jednak słuszna jest opinia, że — znów jak na owe czasy – odznaczał się łagodnością i szacunkiem dla ludzi, których idee zwalczał.

Okazał się człowiekiem odważnym nie tylko w poglądach. Gdy trzeba było, przypomniał sobie podziwu godną stałość tylu męczenników, o której misjonarze opowiadali Utopianom, i poszedł na śmierć w Roku Pańskim 1535, bo nie chciał uznać władzy królewskiej nad Kościołem angielskim.

Lat temu wiele w „Zeszytach Naukowych Uniwersytetu Wrocławskiego” wydrukowano mi artykulik na temat XVIII-wiecznej sztuki o Morusie, której streszczenie, ot, taki swoisty program, zachował się w zbiorach „Ossolineum”. Sztuka ta grana była na szkolnej scenie Akademii Zamojskiej w r. 1736 (spóźnione uczczenie dwusetnej rocznicy śmierci?). Zasługuje na uwagę jako pierwszy chyba nasz druk na temat autora ”Utopii”. Określenie zresztą nieścisłe, bo w streszczeniu nie ma ani słowa o tej książce. O wielkości Tomasza świadczy tu tylko jego męczeństwo: cóż mogła obchodzić szlachecka społeczność idea egalitarystyczna? Rzecz ciekawa natomiast, że jest to według owego druku męczeństwo nie tylko za „całość religii”, „całość wiary chrześcijańskiej”, ale również, nawet na pierwszym miejscu, za „prawa ojczyste” i „ojczystą wolność”. Anarchistyczny lęk Sarmatów przed silną władzą? Zapewne także i to, może nawet głównie to. Niemniej święty Tomasz Morus naprawdę przecież był obrońcą nie tylko wąsko pojętej doktryny katolickiej. Nie będzie chyba propagandową przesadą ani sloganem twierdzenie, że tak przez swoje dzieło, jak i przez swoje męczeństwo był obrońcą praw człowieka. Na szczęście doktryna katolicka owe prawa uczyniła dziś, bardziej jasno i wyraźniej niż dawniej, swoimi prawami. Myślę, że stało się to między innymi dzięki autorowi ”Utopii”.

Reklama

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s