Jakub, gromu miłośnik? Zuzanna i samce

Ewangelia Mateusza 20, 20-28

Przeznaczona nam na dzisiaj ta perykopa, bo świętujemy pamięć apostoła Jakuba Zebedeuszowego, a o nim jest owa opowieść. Początkowo nie o nim osobiście, ale o jego matce, która poprosiła Jezusa, żeby jej synowie zostali przezeń wyróżnieni: aby zasiedli w Jego Królestwie, „jeden po prawej, drugi po lewej stronie„.
Drugi syn jej i Zebedeusza to apostoł Jan, postać w ewangeliach i Dziejach dużo głośniejsza, choć Jakub, przed bratem zawsze wymieniany, był chyba odeń starszy. Obaj należeli do najściślejszych współpracowników Mistrza: gdy tylko Jezus zabiera gdzieś niektórych apostołów, to zawsze ich dwóch, oczywiście poza Piotrem i, już nie zawsze, Andrzejem. Ciekawe jednak, że niemal na tym nasza wiedza o tym Jakubie się kończy. Nie całkiem, bo był wśród Dwunastu pierwszym męczennikiem (Dzieje 12,2), choć nie pierwszym wśród uczniów Chrystusa, wyprzedził go w tym Stefan (Szczepan). Jakub zginął bardzo wcześnie i tu jest może przyczyna, że nie rozwinął skrzydeł w działalności ewangelizacyjnej czynem ani piórem.
Wracam do opowieści o troskliwej mamusi. Marek przedstawia rzecz trochę inaczej: petentami są sami synowie. U Mateusza zresztą nie odbywa się to poza nimi: występują najwyraźniej razem z matką, bo choć ona prosi, Jezus odpowiada bezpośrednio uczniom marzącym o awansie. Pyta ich, czy chcą pić kielich, który On ma pić (u Marka też, czy chcą przejść chrzest). Odpowiadają, że owszem – nie wiedzą, co to znaczy. Dowiedzieli się z czasem (choć jest przypuszczenie, że Jan umarł śmiercią naturalną). Póki co, zgorszyli tym ambicjonerstwem pozostałych apostołów. Wyróżnili się jeszcze kiedyś zapalczywością: Jezus nazwał ich Synami Gromu (Marek 3,17), ponieważ chcieli spalić piorunem wieś samarytańską, która nie przyjęła Go idącego do Jeruzalem (Łukasz 9,54). Przeszedł im także ów antysamarytanizm: w każdym razie Janowi. Opisał on dokładnie rozmowę z Samarytanką, w związku z czym przypuszcza się, że środowiskiem powstania jego ewangelii była jakaś wspólnota składająca się między innymi z tamtych „heretyków”, nawróconych gremialnie na nową religię przez diakona Filipa (Dzieje 8,5-25 – napisała o tym Stanisława Grabska w swym uczonym dziełku pt. „Jan III”).
Można o dzisiejszym apostole powiedzieć jeszcze to, że może nie był prościutkim rybakiem, bo ich ojciec miał najemników (Marek 1,20), czyli większe przedsiębiorstwo, czyli więcej pieniędzy, a więc i nauki w rodzinie.
Na koniec coś pozabiblijnego. Otóż ten apostoł stał się postacią ogromnie znaną grubo po śmierci i to jakby jednak jako gromu miłośnik. Tradycja, że działał w Hiszpanii, według „Encyklopedii katolickiej” nie ma podstaw, niemniej rozkwitła ideą, że mamy tam jego grób, a Santiago de Compostela jest miejscem pielgrzymkowym pięciogwiazdkowym. W książeczce „Dwunastu apostołów” ironista genialny ks. prof. Jan Kracik napisał, że bohater dzisiejszy stał się, bez swej wiedzy i woli, patronem walki z Maurami. Jan przeszedł do legendy jako ktoś od miłości, Jakub od walki. Habent sua fata apostoli…
W poniedziałkowym przeglądzie prasy odnotuję publikację już nie najświeższą, ale ciągle aktualną (wierzę, że nie na wieki wieków…). Zuzanna Radzik otwiera „Tygodnik Powszechny” z 17 bm. tekstem o kobiecie w Kościele pt. „Cichy exodus”. To dziewczyna (lat 28) wielkiej odwagi: to ona zdemaskowała przykościelną warszawską księgarnię antysemicką naprzeciw synagogi. Teraz powiada śmiało o innej kompromitacji.
”W sumie to sama nie wiem, Kościół jest dziwny – pisze forumowiczka w jednej z tysięcy internetowych rozmów o antykoncepcji, Kościele i spowiedzi. Pisze, zastanawiając się, czemu metody naturalnego planowania rodziny «tak» a prezerwatywa «nie» Większość nie rozumie, skąd reguły i czemu służą. Większość też się do nich nie stosuje.
W internetowych dyskusjach, podobnie jak w tych zasłyszanych w kawiarniach, autobusach, od kuzynek i koleżanek, występują «oni» i «my». «Oni» są rodzaju męskiego, czasem nazywani mężczyznami w koloratkach; decydenci. «My» jest rodzaju żeńskiego. «My» jest żywo zainteresowane sprawą, ale nie rozumie niuansów  kościelnych zasad. «Oni» pewnie też ich nie pojmują, bo skargi, że tu rozgrzeszają, a tam nie, słychać często. Ten brak konsekwencji wykorzystują kobiety, przekazując sobie nazwiska księży, którzy rozgrzeszenie dają.
Większość rodzin w katolickiej Polsce ma rozmiar 2+2 nie dlatego, by NPR był powszechnie stosowaną metodą planowania rodziny. Po prostu stosują antykoncepcję. Albo nie spodziewają się dostać rozgrzeszenia i do spowiedzi nie chodzą, albo kombinują. Nie będą ryzykować, czy trafią na księdza, który spojrzy łagodnie, czy na takiego, który będzie grzmiał. Albo nie chcą mieć poczucia, że kombinują, więc rezygnują z prób. Poza wszystkim kobiety mają też opór, by mówić mężczyźnie o intymnych sprawach.
Poruszająco wyznaje użytkowniczka jednego z forów; nie spodziewa się, by jej sytuacja nieprzystępowania do sakramentów, spowodowana stosowaniem antykoncepcji, miała zmienić i bardzo ją to smuci. Na razie smuci, bo potem może nauczy się być obok, przestanie przychodzić. Albo, jak inni, przestanie szczerze wyznawać na spowiedzi, jakich metod używa planując wielkość swojej rodziny. Czy zatajanie w konfesjonale przyjmowania tabletek dobrze służy życiu duchowemu? Czy wykluczone do menopauzy z życia sakramentalnego, później do niego wrócą? Pewnie nie.”
Czy doczekają jakiegoś ”luzu”, doktrynalnego lub choćby praktycznego, duszpasterskiego? Jakiejś na przykład instrukcji, że księżom w ogóle nie wolno pytać kobiety o sprawy intymne? Jestem jednak optymistą, choć nie na zaraz: zakaz antykoncepcji zniknie jak tyle innych w sprawach „de sexto” (metody „naturalne” też były kiedyś zabronione). Dłużej klasztora niż przeora, panta rei…



Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s