Nie dać się ubóstwić

Dzieje Apostolskie 14, 11-13
Paweł i Barnaba uzdrawiają w Listrze kalekę od urodzenia, czym wywołują efekt niespodziewany. „Na widok tego, co uczynił Paweł, tłumy zaczęły wołać po likaońsku: – Bogowie przybrali postać ludzi i zstąpili na nas. Barnabę nazywali Zeusem, a Pawła Hermesem, gdyż głównie on przemawiał. A kapłan Zeusa, który miał świątynię przed miastem, przywiódł przed bramę woły i przyniósł wieńce, i chciał razem z tłumem złożyć ofiarę”.
Apostołowie musieli mocno przekonywać, że są tylko ludźmi, a zarazem ewangelizować bałwochwalców.

Tak to bywa w życiu. Przedtem w Ikonium, na terenie zamieszkałym również przez Żydów było znacznie gorzej, apostołowie musieli uciekać, bo groziła im śmierć. Niespodziewane późniejsze powodzenie nie przewróciło im w głowach, a przecież tak łatwo uwierzyć we własną genialność, gdy trafi się na radykalnych wielbicieli. Nawet i wrodzony samokrytycyzm ustępuje wtedy niepostrzeżenie samouwielbieniu. Trzeba dużego samokrytycyzmu, żeby nie dać się ubóstwić. Tłum bywa bardzo groźny też z tego względu.

PS. Coś bardziej optymistycznego. W sobotę byłem na ślubie kolegi z „Więzi”. Uroczystość odbyła się w warszawskim kościele ojców dominikanów na Służewie. Świątynia tamtejsza z zewnątrz wygląda ponuro, wielko i ciężko, ale wewnątrz urzeka nastrojem: sporo światła, ale nie za dużo, jest trochę sakralnego półmroku. Minimum ozdób, jak są, to piękne, prawosławna ikona krzyża (Nowosielski), surowość oraz strzelistość jakby gotyckie, bez jednak powielania przeszłości. Zawsze dużo młodzieży, znakomite duszpasterstwo inteligencji katolickiej. Śpiew chóru podejmowany przez „publiczność”, obok mnie śpiewa wspaniale naczelny „Więzi” Zbyszek Nosowski. Kazanie przydługie, może zbyt „literackie”, ale ani jednego głupiego słowa. Państwo młodzi wybrali sobie sami teksty biblijne, czytają je (poza Ewangelią) oczywiście świeccy płci obojga, także modlitwę zwaną powszechną wykonuje laikat. Nie ma wcale zbiórki pieniężnej, choć dałbym chętnie w nagrodę za taki styl.

Są w Polsce podobne świątynie, nietuzinkowi księża, wciąż to jednak raczej wyjątki. Dominuje radiomaryjność, na ogół umiarkowana, ale ten sam konserwatyzm, upolitycznienie, intelektualna i duchowa płycizna. Występ Grzegorza Brauna na KUL-u wydaje mi się wierzchołkiem góry lodowej. Może ją roztopi stopniowo nowy nuncjusz, podobno bardzo sensowny, ale czy da radę? Egzaminem dlań jest nominacja następcy arcybiskupa Życińskiego; zobaczymy może niedługo, czy go zda.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s