Malownicza droga do Emaus: problemy egzegetyczne. Książka o ikonie w XX wieku

Ewangelia Łukasza 24, 13-35
Do posoborowej reformy liturgicznej dzisiejsza perykopa ewangelijna czytana była zawsze w poniedziałek wielkanocny. Sobór uprawomocnił różne rozróbki kościelne, także liturgiczną, także tę na tle całej owej rewolucji malutką.
Może nie wspomniałbym na wstępie o owej zmianie, gdyby nie to, że zapamiętałem piękny esej Ryszarda Przybylskiego, opisujący tamtą drogę uczniów do Emaus poprzez malarstwo wiele wieków późniejsze. Zapamiętałem również pogląd biblistyczny autora, że drugim uczniem oprócz wymienionego po imieniu Kleofasa nie był autor ewangelii Łukasz. Pytałem moich „kontranslatorów”, osobliwie ks. Czajkowskiego, mówili jednak, że sprawa wciąż nie jest wcale przesądzona.

A jest za Łukaszowym w on czas podróżowaniem argument zdaniem moim mocny: właśnie owo milczenie, któż to był. Albowiem taka luka informacyjna pojawia się również parokrotnie w ewangelii Jana, gdy sytuacja wskazuje wyraźnie, że był to uczeń umiłowany, i raz u Marka, kiedy tekst milczy, cóż to za chłopak „ szedł za Nim w prześcieradle narzuconym na gołe ciało; gdy go chwycili, wyskoczył z prześcieradła i uciekł nago ” (14, 51-52). Dokładna znajomość takiego detalu bez „personalium”? Piotr, podobno źródło wielu danych pierwszej ewangelii, pamiętałby tylko fakt troszkę sensacyjny, zapomniałby imienia owego golaska?
Tak mogło być i z Łukaszem: nie było wówczas w zwyczaju chwalić się ani autorstwem tekstu, ani uczestnictwem w opisywanych wydarzeniach. Ten, komu przypisano trzecią Ewangelię, mógł już wtedy należeć do uczniów Jezusa. Uważa się go za Greka oczywiście, ale raczej za „Syrogreka”, czyli osiadłego w okolicach bliskich Ziemi Świętej.

Opowieść dzisiejsza nasuwa ważniejszy teologicznie problem: czy owo „łamanie chleba”, czyli posiłek, podczas którego uczniom otwarły się oczy, było eucharystią. Znów poglądy rozmaite: Jan Paweł II w dokumencie „Ecclesia de Eucharistia” jest za taką egzegezą, Biblia Jerozolimska i „Komentarz praktyczny do Nowego Testamentu” także, ale Poznańska komentuje, że nie. Aczkolwiek „ewangelista zdaje się podsuwać w tym opowiadaniu myśl, że pełne zrozumienie męki, śmierci i zmartwychwstania Chrystusa dokonuje się przez eucharystię”.
Komentarz Jana Pawła II z cytowanej już tu książki Janusza Poniewierskiego „Oby w każdym [z nas] powtórzyło się jak doskonalej to, co się stało w drodze do Emaus. Niech każdy zaprosi Chrystusa, tak jak ci uczniowie, którzy szli z Nim drogą, nie poznając, z Kim idą. »Zostań z nami (…)«. [I] niech Jezus zostanie…”
Jednak niełatwo Go rozpoznać. Należałoby Go zobaczyć w każdym bliźnim, ale ów czasem zupełnie Go nie przypomina, na przykład, gdy żebrze bezczelnie, choć widać, że mógłby znaleźć jakąś pracę. Należałoby też rozpoznać Go w każdym księdzu, ale ten bywa dziwnie mało ciekawy na kazalnicy. No i trzeba by było naprawdę uwierzyć, że zwykła nasza msza parafialna jest Chrystusową eucharystią, gdy wydaje się tylko zgromadzeniem ludzi nawzajem sobie obojętnych.

Wracam do malowniczości drogi do Emaus. Może zresztą prawie każda scena biblijna jest „obrazotwórcza”: tyle razy czytana przez tylu ludzi, także artystów, inspiruje do użycia pędzla. I tu skojarzenie z nowością książkową: PROMIC (Wydawnictwo Księży Marianów) wydał bogato ilustrowaną pracę Iriny Jazykowej „Oto czynię wszystko nowe. Ikona w XX wieku” (przekład z rosyjskiego ks. Henryka Paprockiego). Jest tu też o Polsce, głównie o Jerzym Nowosielskim.
”W drugiej połowie XX wieku także w Serbii, Bułgarii, Rumunii i Słowacji miało miejsce ożywienie sztuki ikony. Artyści pod wieloma względami naśladują malarzy greckich, ale można też zauważyć próby przyswojenia tradycji narodowych.
Na szczególną uwagę zasługuje sytuacja w Polsce, gdzie szkoła malarstwa ikonowego rozwija się głównie pod wpływem tradycji rosyjskiej. I tak jeden z ważniejszych ośrodków w Polsce (gdzie wykonuje się ikony i naucza ikonografii), w Bielsku Podlaskim, kierowany przez o. Leoncjusza Tofiluka, został zorganizowany na początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku przy pomocy znanego ikonografa moskiewskiego Aleksandra Sokołowa, który przez kilka lat w nim nauczał. W Polsce istni eją także inne szkoły ikonograficzne, na przykład w Krakowie, w których ikonografowie starają się naśladować kanon bizantyjski i staroruski.

Od tych szkół odległa jest twórczość Jerzego Nowosielskiego, uważanego za jednego z największych polskich malarzy XX wieku. W ostatnim dwudziestoleciu pracował on dla polskiego Kościoła prawosławnego. Jego twórczość wywołuje wiele sporów. Jerzy Nowosielski stał się bardzo znany w Polsce jako niezwykle błyskotliwy, samodzielny artysta awangardowy, który w tym stylu zaczynał pracować już w latach pięćdziesiątych. Z czasem przeszedł od awangardy do ikony, wypracowując własny, bardzo osobisty styl. Trudno go nazwać tradycyjnym, chociaż artysta aktywnie wykorzystuje ikonografię bizantyjską. Styl Jerzego Nowosielskiego można obrazowo scharakteryzować jako «przezwyciężenie czarnego kwadratu», ponieważ wychodzi od czarnej płaszczyzny, wyraźnie przypominającej «Czarny kwadrat» Kazimierza Malewicza. Na tle zionącej czerni pojawiają się, dosłownie jak jaśniejące rozbłyski, obrazy: oblicza, postacie, grupy – przy tym łatwo rozpoznawalne dzięki wykorzystaniu tradycyjnej ikonografii.

Widoczne jest, że artysta szczególnie mocno przeżywa doświadczenie zmartwychwstania Chrystusa jako zstąpienia do otchłani, do królestwa śmierci, gdzie nie ma światła, gdzie panują ciemności, z których Zbawiciel wyprowadza dusze ludzkie.

Z punktu widzenia tradycyjnego malarstwa ikonowego w dziełach Nowosielskiego   jest mało światłości. Podczas gdy ikonę zwykle maluje się nakładając światło na światło (światłem po świetle), tu działa zasada kontrastu: czarne-czerwone, czarne-białe itd. Wyraźnie widać w tych dziełach nadmiar napięcia, walkę duchowych mocy, którą widz przeżywa niemal fizycznie – ale wynik tego zmagania jest ledwo zaznaczony przez artystę. Dzięki dynamicznej formie widz zostaje wciągnięty w walkę, która dokonuje się na jego oczach i staje się uczestnikiem starcia sił ciemności i światłości.

Tradycyjna ikona malowana jest z punktu widzenia wieczności, w której wynik walki jest już rozstrzygnięty; ikona z definicji jest świadkiem Zmartwychwstania, znakiem zwycięstwa Chrystusa. Tymczasem u Nowosielskiego obraz jest dany jakby w przedsionku wieczności, przed zakosztowaniem zwycięstwa – ukazuje proces, a nie rezultat. Artysta czynnie posługuje się językiem ikony, ale po swojemu, wręcz przesadnie używa wszystkich tradycyjnych sposobów. Rysunek dominuje nad kolorem traktowanym jak plama, której całkowita płaskość tłamsi przestrzeń, tło wydaje się być wyrwą do otchłani, wydłużone postacie i zastygłe oblicza czynią   świętych podobnymi do rzeźb i masek. Najważniejsze w twórczości Nowosielskiego jest to, że jego styl jest zbyt indywidualny i ekstrawagancki, żeby mógł wyrazić zasadę wspólnotowości (soborową), czego wymaga się od ikony jako sztuki Kościoła. Niemniej Jerzy Nowosielski jest artystą pełnym wyrazu, zwykłym, bardzo wyrazistym i bez wątpienia utalentowanym. Możliwe, że jej odkrycia przydadzą się ikonografom przyszłych pokoleń.

Szczególnie interesujące są jego kompozycje przestrzenne, z których wiele znalazło sobie miejsce w świątyniach w Polsce. Artysta nie pokrywa polichromią wnętrza całej świątyni, lecz nakłada ją fragmentarycznie, dosłownie jakby z brakami, niosącymi ślady cierpień. Tak myśli człowiek XX wieku, epoki wojen, kataklizmów, zniszczeń i strat, epoki Apokalipsy. Jest to jed
nak człowiek, który przeżył katastrofę, przeżył ją cudem i oddaje chwałę Panu, zwycięzcy otchłani i śmierci. Fragmentaryczność kompozycji Nowosielskiego przypomina także o tym, że nie wszystko można wyrazić i wypowiedzieć do końca. Zwłaszcza gdy chodzi o objawienie Boże, to ludzki język jest ograniczony i zawsze coś pozostaje poza granicami słów i obrazów.
Stosunek do twórczości Jerzego Nowosielskiego nie jest jednoznaczny. Jedni nie chcą nazywać jego dzieł ikonami, uważając taką twórczość za rodzaj malarstwa awangardowego, inni twierdzą, że jest to sztuka przyszłości, że taką, przynajmniej na Zachodzie, może stać się ikona w XXI wieku. Kto ma rację – krytycy czy apologeci Nowosielskiego – pokaże czas. Bez wątpienia jednak sztuka Jerzego Nowosielskiego jest interesująca przez to, że łączy w sobie dwie tradycje: awangardę, dziecię zachodniej kultury epoki modernistycznej oraz tradycję ikony, zrodzoną na Wschodzie w początkach średniowiecza. Artysta starał się znaleźć punkt połączenia tak różnych kierunków i tym punktem okazało się być miejsce przecięcia ramion krzyża.
Głos w dyskusji o niedawno zmarłym malarzu chyba ciekawy dla pasjonujących się twórczością tego niezwykłego człowieka. A tę książkę posyłam do Kielc Michałowi Płoskiemu, jednemu z polskich ikonopisów katolików (są tacy w Polsce mimo niedorozwoju polskiej ekumenii).

Reklama

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s