Prześladowani, prześladowani, prześladowani… A embriony?

List do Hebrajczyków 11,37-38
„Kamienowano ich, przerzynano piłą, kuszono, przebijano mieczem; tułali się w skórach owczych, kozich, w nędzy, w utrapieniu, w ucisku – świat nie był ich wart – i błąkali się po pustyniach i górach, po jaskiniach i rozpadlinach ziemi”.
To o starożytnych Żydach, a mogłoby być też o Żydach nowożytnych, o chrześcijanach starożytnych i nowożytnych, zabijanych przez niechrześcijan albo i przez chrześcijan innego wyznania; o męczennikach nie za wiarę religijną, tylko za wiarę w wolność, w prawa człowieka.
Zaliczyłem trochę tekstów na ów persekucyjny temat. Przede wszystkim o niedoli moich współwyznawców na Wschodzie i Południu. Tam, gdzie panuje islam, a jeżeli nawet rządy są świeckie, to społeczeństwom daleko do tolerancji europejskiej. Owszem, myśmy też nie idealni, ale nasze niechęci do minaretów są niczym prawie wobec tamtejszych morderstw. Czegoś się jednak z czasem nauczyliśmy.

Lektur owych legion. Przede wszystkim dotyczą filmu „Ludzie Boga”, który w zlaicyzowanej przecież potężnie Francji zrobił furorę, najpierw na festiwalu w Cannes, gdzie zdobył główny laur, potem w kinach tego kraju, gdzie przez pierwsze dwa tygodnie obejrzało go ponad milion ludzi. Na polskie ekrany wszedł, jak wiadomo, 28 bm. i chyba też u nas odniesie sukces, bo prasa reklamuje go gorliwie. Katolicka oczywiście, ale też „Duży Format” „Gazety Wyborczej”. Tam ogłasza go okładka, a w środku jest długa rozmowa z konfratrem zamordowanych trapistów francuskich Polakiem ks. Michałem Ziołą, który o mało co nie zginął również z nimi w marokańskim Tibhirine. Jeśli nie było tak (hipoteza chyba wydumana), że zakonnicy zostali zabici przez omyłkę przez wojsko francuskie, które urządziło nalot na tę miejscowość, a potem upozorowało mord tubylców obcinając głowy ofiarom, to jest to rzeczywiście symbol prześladowania za wiarę. A jeśli i za przynależność narodową, to w każdym razie owi nieszczęśnicy niczym nie zasłużyli na nienawiść: nikogo nie usiłowali nawracać, Koran potrafili recytować z pamięci itd. Ale nie uciekli, choć liczyli się z takim obrotem losu.

Islam islamem, ale za niedolę chrześcijan w tamtych rejonach odpowiada również zdechrystianizowana Europa. To temat specjalnego bloku materiałów w ostatnim „Tygodniku Powszechnym”. Zdaniem politologa z USA Edwarda N. Luttwaka, dziennikarza niemieckiego Henryka M. Brodera i polskiego Marka Kęskrawca, Zachód mógłby wziąć prześladowanych w skuteczną obronę, ale nie robi tego, bo lekceważy swoją religię, a poza tym wygodniej mu nie zadzierać z arabskimi potęgami, szczególnie z wyjątkowo nietolerancyjną Arabią Saudyjską. „Tygodnik” otwiera jednak ów blok tekstów oświadczeniem protestacyjnym przewodniczącego Parlamentu Europejskiego prof. Jerzego Buzka: może też rządy się ruszą. Póki co, rusza się lud w niektórych z tych krajów; zobaczymy, czy nie skończy się to awansem radykalnych sił islamistycznych, czyli niczym dobrym dla mniejszości chrześcijańskich.
Uważałem dotąd, że zbyt mało solidarny jest też Watykan (biskup pakistański popełnił kiedyś samobójstwo w proteście przeciw sytuacji osamotnienia), ale teraz widać, jak reagują władcy tamtejsi państwowi oraz religijni (w Egipcie na krytyczne słowa papieża zareagował ostro również egipski ośrodek religijny Al Azhar: Sorbona islamu).

Przypomniała mi się również lektura książki o prześladowaniu chrześcijan w Polsce przez władze PRL. Nasz przedzielny wydawca przekładów dr Henryk Ryszard Tomaszewski napisał i wydał własnym sumptem dzieło pt. „Zjednoczony Kościół Ewangeliczny 1947-1987”. Było mianowicie tak, że władza zwąca się sama ludową okazywała swoistą chęć ekumeniczną: siłą łączyła małe wspólnoty ewangelickie, by łatwiej je kontrolować. Polską Radę Ekumeniczną, grupującą prawosławnych, protestantów i innych niekatolików, ktoś spoza mojego Kościoła nazwał dlatego przedsionkiem Urzędu Wyznań, ale gwałcono również autonomię samych protestantów (ewangelików). Żeby tylko autonomię, w ogóle więziono i torturowano przecież nie tylko księży rzymskokatolickich, „innowierczych” również, a jakże (omówię obszerniej książkę Tomaszewskiego w „Buncie Młodych Duchem”). Spotykali się w jednej celi, najpierw głównie kłócili się o doktrynę, potem zaczynali solidarną, serdeczną przyjaźń. Bo wszyscy byli – jak ich ostrzegał szczery urzędnik wyznaniowy PRL – owcami przeznaczonymi na rzeź.

Prześladowania polityczne, ale znoszone przez ich ofiary z chrześcijańskim spokojem. Biblioteka „Więzi” wydała niedawno rzecz dokumentacyjną: Marii z Esterhazych Mycielskiej książkę o jej bracie, Janosu Esterhazym (1901-1957), działaczu politycznym węgierskim, zamęczonym przez komunistów. Arystokrata przez matkę Elżbietę z Tarnowskich związany z Polską, przywódca mniejszości węgierskiej w Czechosłowacji, wspomagał Żydów i wszystkich ludzi innej narodowości będących w potrzebie. Współwięzień Jan Bosznak wspomina go tak: „Był wzorem dla każdego z nas. Znosił niewolę z takim wewnętrznym zrównoważeniem, jakby nie był w więzieniu, lecz w domu (…) On był człowiekiem wewnętrznie wolnym, gdyż potrafił się wznieść ponad wszystko, co go otaczało, a zawdzięczał to swojej wierze, głębokiej wierze w Boga”. Wiara sprawdza się najlepiej pośród prześladowań, widać wtedy czasem, jaką może być siłą. Jak wielkie góry przenosi…

Na koniec tego dziennego notesu wracam do „Tygodnika Powszechnego” i do początków. Do początków ludzkiego życia: problem, co zrobić z zamrożonymi embrionami homo sapiens. Redaktorzy Müller i Ponikło prowadzą dyskusję między posłem Jarosławem Gowinem a zakonnicą Barbarą Chyrowicz, profesorem etyki na KUL-u. Gowin jest za adopcją owych zarodków, siostra Chyrowicz – podobnie jak Kościół hierarchiczny – przeciw, bo sama metoda jest niemoralna. Gowin broni dzielnie tezy, że jeśli są to osoby ludzkie, to trzeba ocalać życie choćby jednej, siostra ma myślowe opory, argumentując też np. tak, że oznaczałoby to selekcję owych istnień: wybierałoby się najzdrowsze, inne faktycznie skazując na śmierć. Co do mnie, sama metoda in vitro mi nie przeszkadza, mam natomiast wątpliwości, czy jednak rzeczywiście nie byłoby to faktycznie poparcie dla nowych zamrożeń. Przypomniała mi się teza Magdaleny Środy, że etyka religijna w przeciwieństwie do laickiej niesłusznie lekceważy skutki działań, akcentując wyłącznie zasady. Niemniej jestem raczej za Gowinem – jeśli nie za znacznie bardziej reformatorską opinią, że i tak 70 proc. embrionów ginie niezagnieżdżonych, jeśli zatem jest i tak selekcja naturalna, to dlaczego wykluczona jest sztuczna? Na co można z kolei orzec, że selekcja naturalna zabija także płody i dzieci już urodzone. Czy jednak aż tak często, w sposób tak nieunikniony?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s