Liberałowie biblijni i dzisiejsi, czyli księdza Rakocego książka arcy ważna

List do Efezjan 4,32
„Bądźcie dla siebie nawzajem dobrzy i miłosierni. Przebaczajcie sobie nawzajem, tak jak i Bóg nam przebaczył w Chrystusie”.

Najpierw drobiazg translatorski. Przeczytałem i przepisałem tu powyższe tłumaczenie Tysiąclatki, po czym zajrzałem do naszych „Listów więziennych” i zobaczyłem, że my mamy nie „nam” tylko „wam”. Przestraszyłem się trochę: puściliśmy taką literówkę. Mała rzecz, ale wstyd, bo błąd w tekście biblijnym jest dużo brzydszy niż gdzie indziej. Jako sędziego potraktowałem przekład filologiczny ks. Remigiusza Popowskiego i Michała Wojciechowskiego – i uspokoiłem się radośnie. Przeczytałem w przypisie, że mogą być również lekcje „wasze”, „nam”, „nas”, a w ogóle to ci tłumacze mają w swoim tekście tak, jak i my, „wam”. Morał zatem malutki: są w rękopisach biblijnych różnice, co skądinąd nie jest żadną rewelacją ani nie zaciemnia ogólnego przesłania Pawłowego, morału dzisiejszego wielkiego. A jest on tutaj taki, jak i całej Ewangelii, całej etyki chrześcijańskiej, ba, całej chyba etyki „homo sapiens”: bądźcie dla siebie nawzajem dobrzy.

Otóż można akcentować różnice między etykami rodzaju ludzkiego, bo też owych różnic nikt przytomny nie kwestionuje, ale podobieństwa też są faktem. Ukazała się na temat Pawła z Tarsu nietypowa książka. Wspomniałem ją już tu parę dni temu. Autor: profesor KUL-u ks. Waldemar Rakocy, tytuł dzieła: „Rozmowy z Pawłem z Tarsu” (wydawca: Edycja „Święty Paweł”). Forma fikcyjnych niewątpliwie dialogów sama przez się ciekawa. Napisałem też tu o nietypowych wśród duchownych katolickich w Polsce sympatiach biblisty. Akcentuje on mianowicie zbieżności etyczne wierzących, chrześcijan, z niewierzącymi współczesnymi, których ogólnie nazywa – i słusznie – liberałami.

Oto obszerne cytaty z książki w Polsce niebywałej:
„Zastanawiają mnie przypadki jak ten, który miał miejsce w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej w 2003 roku. W przeddzień egzekucji ludzie o poglądach liberalnych manifestowali w obronie życia fanatyka religijnego, który na tle różnic światopoglądowych dziewięć lat wcześniej zabił człowieka o ich poglądach… Czy nie zastanawia cię to?

Na pierwszy rzut oka wydaje się to jakimś bezładem moralnym – przecież w samym czasie te środowiska popierają aborcję. Ale ja bym ich nie posądzał o szczere czy przewrotne intencje w stanięciu w obronie skazańca. Oni byli głęboko przekonani, że kara śmierci nie powinna być wykonywana na żadnym człowieku. Z tym przekonaniem w sercu wystąpili w obronie człowieka, który skrzywdził jednego z nich. Jakież to szlachetne, że w zasadzie, jaką się kierowali, nie robili wyjątków! Życie każdego człowieka — nawet wroga, miało dla nich tę samą wartość. Ten przykład pokazuje, jak skutecznie Duch Święty oddziałuje na wszystkich ludzi. Szacunek dla mordercy i wroga, graniczący z heroizmem, zaszczepia także w niewierzących. Nie sądzisz chyba, że taka postawa może pochodzić od Złego? Jeżeli wierzący w Boga uznają to za hipokryzję, to nie doceniają tego, czego dokonuje Duch Święty. Owi ludzie wprawdzie nie poznali prawdy o życiu nienarodzonym, ale spójrz, ilu wierzących popiera karę śmierci! Wierzący w Chrystusa powinni być świadomi faktu, że oni także dorastają do poznania całej prawdy o Bogu. Każdy poznał jakąś część prawdy i dlatego każdy może wziąć udział w budowaniu całej prawdy. W Bogu miejsce dla ortodoksów i liberałów. Widzę jednak zdziwienie na twej twarzy…

Nie ukrywam, że jestem nieco zaskoczony tym ostatnim stwierdzeniem.

A czy w takim razie ośmielisz się powiedzieć, że w Bogu nie ma dla kogoś miejsca?

Tego nie powiem, ale wydaje mi się, że nieco przeceniasz środowiska liberalne.

Nie odczytuj tego jako pochwały pod ich adresem, ile raczej jako chęć uświadomienia wierzącym, że Duch Święty oddziałując na wszystkich, we wszystkich – w większym czy mniejszym zakresie — zbiera dobre owoce. Dlatego należy docenić wszelkie dobro, jakie czynią ludzie o innych poglądach od naszych. Trzeba być tu ostrożnym w ocenach, aby tego, czego dokonuje w nich Bóg, nie przypisać Złemu! Jeżeli pomylisz się i Boże działanie przypiszesz szatanowi, to wkraczasz na niebezpieczną ścieżkę prowadzącą do grzechu przeciwko Duchowi Świętemu (por. Mk 3, 22-30).

Hm …

Czyż postawa owych ludzi, broniących swego wroga przed karą śmierci, nie powinna być przykładem dla wierzących? Przykładem wzniesienia się ponad doznane urazy? Chciałbym, aby wierzący byli częściej zdolni do takich braterskich gestów względem inaczej myślących i żyjących. Za jednych i drugich trzeba się modlić, aby poznali wartość życia w każdej jego fazie.

Czuję się trochę zawstydzony…

Wierzący powinni czuć się bardzo zawstydzeni w obszarach, w których niewierzący   wykazują więcej od nich wrażliwości na drugiego człowieka. Mam wrażenie, że wierzący, powołując się na autorytet Boga, z racji pewności przekonań, jaką im to daje, zbyt często nie szanują poglądu czy postawy drugiej strony. Nie muszą się z nią zgadzać, ale powinni uszanować ją i jej poglądy. Nie można korzystać z autorytetu Boga, a zapomnieć o Jego miłości. To droga do płonących stosów. Bóg kocha każdego człowieka – niezależnie od jego poglądów. Chrześcijan powinna cechować budująca życzliwość względem inaczej myślących i postępujących. Dam ci przykład z   historii zbawienia, który pokazuje, jak łatwo można się pomylić w ocenie inaczej myślących od nas.

Zamieniam się w słuch…

Wiesz przecież, że niektórzy autorzy ksiąg mądrościowych Starego Przymierza, z racji swych poglądów «zrywających» z ówczesną ortodoksją, uchodzili za wolnomyślicieli. Czy wyobrażasz sobie księdza, który z ambony mówi dziś ludziom, że wszystko stanowi marność i że w związku z tym najlepiej jest używać życia? A na sam koniec prostuje nieco swe wywody i dorzuca, że najważniejsze to wierzyć w Boga? Czy uważasz, że jego słuchacze by to zrozumieli? Nic by nie pomogło, że naucza w zgodzie z cieszącą się charyzmatem natchnienia Księgą Koheleta. A czy może zrozumieliby go, gdyby wczuł się w bunt Hioba i rzucał podobne oskarżenia pod adresem Boga? Tacy myśliciele, jak autor Księgi Hioba czy Koheleta, poszukiwali prawdy o Bogu na drodze kontestacji czy zakosztowania życia. Oni nie ukrywali swych zmagań w wierze – wręcz je upubliczniali. Ich dociekania raziły ówczesną ortodoksję, która zwalczała nowe prądy. Znaleźli się na cenzurowanym. Lecz wbrew wszystkiemu to właśnie literatura mądrościowa przygotowała Izrael na przyjście Mesjasza. I to nie tylko przez to, że stanowiła ona ostatni etap objawienia Starego Przymierza, ale przez jej otwartość na inaczej myślących.

W czym przejawiała się ta otwartość?

W tym, przykładowo, że Ben Syrach zna autorów pogańskich i do nich nawiązuje. Docenia w ich dziełach to, co nie jest sprzeczne z religią żydowską. Nie cechuje go postawa separacji i pogardy dla tego, co dobre w świecie pogańskim – tylko dlatego, że doszedł do tego świat inny od żydowskiego. Umie docenić to, co w nim wartościowe. Mogę dać ci inny przykład, związany z wyborem przez Boga Izraela. W porównaniu z Pięcioksięgiem i Prorokami przywilej ten zszedł w literaturze mądrościowej n a dalszy plan. Na pierwsze miejsce wysunął się temat stworzenia i harmonii we wszechświecie. Odwołując się zaś do stworzenia, czyli do samych początków, kiedy nie było jeszcze podziału na Żyda i poganina, literatura mądrościowa podkreślała jedność rodzaju ludzkiego. W oczach ówczesnej ortodoksji nawet częściowe zatarcie róż
nicy między obydwoma światami uchodziło za pogląd skrajnie liberalny Krótko mówiąc, przez ukazanie całej złożoności życia i różnych dróg, którymi można dojść do Boga, myśl mądrościowa nie krępowała sztywnymi kanonami przystępu do Boga i inaczej myślącym. Trzeba tu zawsze zachować powściągliwość, gdyż niezbadane są Boże drogi (Rz 11, 33-34). I zobacz teraz, że ten duch, duch otwartości i zbliżenia do innych, stał się narzędziem Boga w przygotowaniu wystąpienia Jezusa z Nazaretu.

Gdybyś, Pawle, miał określić naturę Ducha Świętego w jeszcze inny sposób niż Miłość, na co byś wskazał?

Na mądrość. To Jego wielki dar! Zrozumienie, że Bóg jest Miłością, i wcielenie tego w życie stanowi szczyt mądrości. Mądrość jest zanurzeniem się w tajemnicę Boga, w którym ma ona swe źródło. Ludzie pragną być mądrymi. Niech zatem modlą się o światło Ducha Świętego. On ich uczyni prawdziwie mądrymi i światłymi. Nikt nie przyzna się przecież do braku rozumu…

We współczesnym świecie propaguje się nieco inny ideał. Człowiek mądry to człowiek oświecony i wyzwolony… Nie ma tam zasadniczo miejsca dla Boga.

Światłymi i prawdziwymi humanistami nie są ludzie kierujący się w życiu wyłącznie własnym rozumem i sumieniem. Oni wiedzą i rozumieją tylko tyle, ile ludzki rozum jest zdolny pojąć. A świat, w jakim żyją, przerasta ich pod każdym względem. Trudno być humanistą, jeżeli ogranicza się możliwość poznania prawdy o sobie i świecie.. Dzięki światłu Ducha Świętego człowiek wychodzi poza te ograniczenia. Człowieka nie sposób zrozumieć bez Boga, który go stworzył, odkupił, w nim zamieszkuje i przeznaczył ostatecznie do wieczności. A skoro bez Boga można go zrozumieć tylko po części, to prawdziwym humanistą jest ten, kto dzięki Bogu rozumie go   pełniej. Chodzi tu jednak o prawdziwie dojrzałą religijność. Ci zaś spośród wierzących, którzy wypaczają obraz Boga, są bardziej godni pożałowania od niewierzących w Niego”.

To miód na serce moje od tamtego czasu, gdy przed przeszło pół wiekiem zetknąłem się na polonistyce wrocławskiej z myślą ateistyczną. Taka forma otwarcia duchowego jest mi ogromnie bliska. Księże Profesorze. Bóg Ci wielki zapłać.

Reklama

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s