Synowie Gromu, belka, bumerang. Minister Radziszewska

Ewangelia Łukasza 9, 51-56

Dziś mamy opowieść ciekawą. Jezus ze swoim sztabem męsko-damskim idzie do Jerozolimy. Ewangelia podaje okoliczność czasową: „dopełniał się czas wzięcia Jezusa z tego świata”. Najkrótsza droga z Galilei do Jerozolimy wiodła przez Samarię, ale była niewygodna inaczej: przechodziła przez ziemię Samarytan, czyli heretyków i schizmatyków izraelskich. Żydzi ich nie cierpieli, ale z wzajemnością. Gdyby Jezus nie szedł do żydowskiego Rzymu, Jeruzalem, to nie byłoby problemu, ale cel podróży wykluczał zwyczajową gościnę. Samarytanie okazali się zamknięci. Zatem ukochani przyboczni Jezusa, Jakub i Jan, uznali, że ta zniewaga krwi wymaga: „Panie czy chcesz, a powiemy, żeby ogień spadł z nieba i zniszczył ich?” Otóż Jezus nie chciał: „odwróciwszy się, zabronił im”. Zaskoczył ich swoim niezastosowaniem przemocy: gdy później dał się ukrzyżować, zrozumieli to wreszcie dokumentnie. A z Ewangelii Marka wiemy, że owych braci nazwał potem żartobliwie „Synami Gromu” (Mk 3,17), co brzmi znajomo w polskich uszach…

Tyle streszczenia, teraz refleksja homiletyczna. Po pierwsze: ekumenizm nie polega na tym, że się „innowierców” idealizuje. Nie jest tak, że tylko my jesteśmy nieekumeniczni: niegościnni, złośliwi w swojej krytyce, ciaśni duchowo, myślowo. Zdarza się to nie tylko nam, nie da się ukryć. Nie o taki brak krytycyzmu tu chodzi. Gdy jednak złość nas weźmie na nich, my weźmy lusterko, zajrzyjmy do własnego oka, czy nie ma w nim przypadkiem belki (znowu skojarzenie dziwnie polskie). A jeśli nawet źdźbło, no to właśnie: my też nie jesteśmy cacy. Można wytknąć to i owo partnerowi dialogu, ale trzeba to zrobić pamiętając, co jest w naszym oku, a w ogóle to delikatnie. Łukasz opowiada o owych ewangelijnych komandosach nie po to, żeby im po pół wieku przygadać. Ewangelie pisane były dla naszego zbawienia: na przykład właśnie po to, żebyśmy nie pomstowali, kiedy ktoś zrobi nam przykrość. Niech nasza zła myśl wróci do nas bumerangiem.

PS. Stosunki międzygrupowe, mniejszość kontra większość to kwestie aktualne zawsze i wszędzie. Sprawa pani minister Radziszewskiej: przyznam się, że nie jest dla mnie tak całkiem jednoznaczna, jak dla licznych krytyków i krytyczek. Będę głośno myślał, ważył racje. Zatem, po pierwsze, wyrażałem tu nieraz wątpliwości, czy stosunki homoseksualne rzeczywiście są tak naganne, jak to wynika z Biblii (Księga Kapłańska 18, 22 i 20,13 oraz wzmianki w listach Pawła): to przecież oznacza praktycznie zmuszanie niektórych ludzi – nawet nie księży – do celibatu. Ludzie są ukształtowani różnie i tyle. Dla Żydów antycznych była to tylko rozpusta, my dziś wiemy więcej. Po drugie jednak, nie jestem pewien, czy szkoły katolickie nie mają prawa bronić się przed wykładaniem tam innego poglądu. Nie tyle przed osobami o tej orientacji, ile przed ich wypowiedziami. Po trzecie, myślę natomiast, że pani minister zapomniała, że nie jest osobą prywatną, musi liczyć się z każdym słowem. A już szczególnie z każdym słowem na temat mniejszości. Powinna być ich adwokatem! Po czwarte znów jednak, rozumiem kompleksy każdej mniejszości, jej nadwrażliwość – ale czy jej ostra walka o swoje prawa nie skutkuje czasem ambiwalentnie: czy nie wzmaga niechęci do niej zamiast ją zmniejszać?

Reklama

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s