Ta karta wieki tu będzie płakała… Niech płacze też ktoś inny

Ewangelia 9,9-13

Czytamy dzisiaj o powołaniu celnika Mateusza, bo mamy święto tego apostoła i ewangelisty.

Jest członkiem sztabu Dwunastu szczególnym, bo jedynym tam reprezentantem grupy Żydów, która poszła na współpracę z okupantem rzymskim. Nie cierpiano tych urzędników nie tylko z przyczyn politycznych: także dlatego, że zarobki ustalali sobie sami, pobierając odpowiednio większe podatki, czasem pewnie dużo większe. W dzisiejszym tekście powiedziano, że na ucztę chyba u tegoż celnika przyszło „wielu celników i grzeszników”: poborca podatkowy traktowany był przez faryzeuszy jak prostytutka. Jezus jednak szczególnie nie lubił schematycznych ocen moralnych, stosowanych przez ludzi „o czystych rękach”. Dziś chyba nie byłby zażartym antykomunistą lustratorem.

Z apostolstwem Mateusza jest jednak kłopot spowodowany przez samych ewangelistów! Taki, jak z Bartłomiejem, czyli Natanaelem: Mateusz pojawia się w innych miejscach ewangelii synoptycznych jako Lewi. Bibliści pytają, czy to aby na pewno ta sama osoba – ale dwuimienność była wtedy częsta (Szymon Piotr, Szaweł Paweł).

Według tradycji Lewi Mateusz napisał ewangelię otwierającą Nowy Testament, ale uczeni są od mnożenia wątpliwości, więc i tu zaistniał problem. Według „Encyklopedii biblijnej” „chociaż apostoł Mateusz mógł aktywnie uczestniczyć w zakładaniu Kościoła, w którym powstała ta ewangelia [czyli antiocheńskiego – JT], autor reprezentuje poglądy teologiczne, znajomość greki i formację rabinacką, które sugerują, że był judeochrześcijaninem z drugiego pokolenia”. No cóż, jak tu pisałem tysiąc razy, antyczne prawo autorskie działało dokładnie na odwrót niż dzisiejsze: autor nie martwił się o sławę własną, ale o to, by jego poglądy i wiadomości miały odpowiedni autorytet.

Może faktycznie to nie ów celnik osobiście napisał o swoim powołaniu na apostoła, niemniej „ta karta wieki tu będzie płakała i łez jej stanie”. Będzie wzruszała gestem Jezusa, który oceniał ludzi głębiej niż współczesne Mu elity. Dzisiejsze również.

Ps. Dla niektórych moich Czytelniczek i Czytelników mam złą wiadomość: dla tych, co nie oglądali wczoraj Teatru Telewizji. Bo powinni płakać! To było świetne przedstawienie! Tomasz Wiszniewski wyreżyserował sztukę Marka St. Germaina „W roli Boga” bardzo dobrze, a sama sztuka też jest świetna. To dramat moralistyczny, ale bez moraliny, rzecz z rolą księdza bez taniego antyklerykalizmu, ale i bez religijnej landrynki. Widzieliśmy oboje z żoną grono ludzi, lekarzy, w których ręku jest życie ludzkie i muszą jakoś się w tej sytuacji odnaleźć. Mają ludzkie odruchy, ludzkie w najlepszym sensie tego słowa, a jednocześnie wiele przywar, grzechów na sumieniu. Widzieliśmy sytuację ludzką, w której najlepszą rzeczą, jaką można zrobić, jest modlitwa do Ducha Oświeciciela, by pomógł w podjęciu decyzji ponad ludzkie siły. No i aktorzy oczywiście znakomici!

Reklama

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s