Nadzieja jest matką dobrych

Ewangelia Mateusza 13,36-43

”Jezus odprawił tłumy i wrócił do domu. Tam przystąpili do Niego uczniowie i prosili Go: – Wyjaśnij nam przypowieść o chwaście. On odpowiedział: – Tym, który sieje dobre nasienie, jest Syn Człowieczy. Rolą jest świat, dobrym nasieniem są synowie królestwa, chwastem zaś synowie Złego. Nieprzyjacielem, który posiał chwast, jest diabeł; żniwem jest koniec świata, a żeńcami są aniołowie. Jak więc zbiera się chwast i spala ogniem, tak będzie przy końcu świata. Syn Człowieczy pośle aniołów swoich: ci zbiorą z Jego królestwa wszystkie zgorszenia i tych, którzy dopuszczają się nieprawości, i wrzucą ich w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. Wtedy sprawiedliwi jaśnieć będą jak słońce w królestwie Ojca swego. Kto ma uszy, niechaj słucha”.

No i mamy przecież w ustach Jezusa piekło: piec rozpalony! Czyżby był pusty? Jezus mówi wyraźnie, że będą tacy, co tam wylądują. Mamy jednak na nasze polskie szczęście także księdza Wacława Hryniewicza, który nas pociesza swoją egzegezą. Sięgam na półkę nad biurkiem, gdzie stoi stos jego książek poświęconych głównie nadziei powszechnego zbawienia. Jednak powszechnego. Biorę rozmowę-rzekę pod tytułem „Nad przepaściami wiary” i jedną z ostatnich prac: „Abym nie utracił nikogo… W kręgu eschatologii nadziei”.

Właściwie to mógłbym dziś nie zajmować się wiecznym potępieniem, bo w dzisiejszym tekście nie ma mowy o owej wieczności. Jednak z „piecem rozpalonym” kojarzy się nieskończoność męki, bo w innych tekstach ewangelijnych na ten temat mamy taką sugestię. Osobliwie w Mateuszowej wizji eschatologicznej 25,31-46, gdzie powiedziano, że jedni pójdą na „życie wieczne” , inni na „wieczne potępienie” . Otóż Hryniewicz analizuje biblijne pojęcie wieczności i pisze tak:

”Niezwykle cenna jest językowa intuicja Ojców greckich. Trzeba zwrócić uwagę na słowo kolasis . W popularnych przekładach czytamy: «I pójdą ci na mękę wieczną». Oto koronny biblijny dowód na istnienie piekła. Tymczasem owa «męka» to właśnie greckie kolasis . Ojcowie greccy byli w stanie wyczuć najgłębszy sens tego słowa: to jest kara, ale kara terapeutyczna, kara lecznicza, prowadząca do ocalenia i uzdrowienia. Wybrane zostało właśnie to słowo, choć w grece istniało wiele innych terminów na określenie kary. Słowo to pochodzi z kultury sadowniczo-ogrodniczej. Tym słowem określano czynność przycinania dzikich pędów, by drzewo rodziło lepszy, bardziej dorodny i piękniejszy owoc. W takim świetle wypowiedź Jezusa ma inną wymowę niż ta, do której się przyzwyczailiśmy. Można w niej odkryć myśl o oczyszczeniu człowieka. Jeżeli już męka, jeżeli już kara – to ku opamiętaniu, uzdrowieniu, przeobrażeniu, nawróceniu. Odnajdujemy zatem odniesienie do nowotestamentalnej metanoi, nawrócenia, tyle że przeniesione już w inny wymiar. Chodzi o stan męki poprawczej, intensywnej męki ku opamiętaniu, męki eonicznej. Aionios , wieczny, trwający wieki – może tu oznaczać karę, która trwa do skutku, długo, bardzo długo, ale ku swojemu uzdrowicielskiemu końcowi. Czy można porównywać nieskończoność i wieczność Boga, nie mającego początku i końca, z takim stanem, który chcemy nazwać zatraceniem? To przecież nawet łacinnicy ukuli dwa różne słowa na oznaczenie wieczności stworzeń i Boga: aeviternitas i aeternitas. Aeviternus – oznacza to, co ma swój początek. Ci, którzy opowiadają się za nadzieją powszechnego zbawienia, nie widzą podstaw do paralelizmu symetrycznego pomiędzy wiecznym życiem Boga i wieczną szczęśliwością a stanem, który został określony tym samym przymiotnikiem aionios. Sens przymiotnika zależy od rzeczownika, z którym jest złączony.”

Nie przytoczę tu całej argumentacji za apokatastazą, czyli zbawieniem powszechnym, bo jest to materiał ogromny. Co prawda, są w książkach oczywiste powtórzenia: dzieło życia lubelskiego teologa jest jak sonata: jeden motyw stale powraca. Niemniej to właśnie całe dzieło: wielka budowla myślowa.

Jest tam też myśl, którą przetrawiwszy ujmę tak: człowiek naprawdę dobry współczuje każdemu innemu. Nie ośmielam się zarzucać tradycyjnie myślącym intelektualnego okrucieństwa, ale stwierdzę, że owa eschatologiczna nadzieja bierze się przede wszystkim ze współczucia. Jest matką dobrych, bardzo dobrych. Uważają oni, że Bóg, który z miłości do ludzi poszedł aż na krzyż, nie mógłby cierpieć nieskończonej męki niektórych z nich. Wolna wola? Czyż Bóg nieskończenie dobry mógłby stworzyć gatunek homo sapiens , którego niektóre osobniki byłyby nieskończenie złe? Nie mieści mi się to w głowie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s