Ciekawy patron różnych Janków

Ewangelia Łukasza 1, 5-17 oraz 1,57-66.80

Dziś wielkie święto: pamiątka narodzin wielkiego człowieka, jakim był Jan zwany Chrzcicielem. Wielkie święto już od wczorajszego wieczoru, bo ma wigilię, mszę wigilijną. Nie „nakazane”, pracujemy zawodowo, a jakże, ale to już inna sprawa. Zresztą ważne świecko, bo imieninowo: świętych Janów niemało, nawet i ten ma też swój inny dzień 29 sierpnia (pamiątka śmierci), niemniej patronuje Jankom i Jasiom przede wszystkim Chrzciciel. No i to dzień letniej radości ludowej (wianki itp.). Choć lato astronomicznie zaczęło się już w poniedziałek (klimatycznie w tym roku na „święte nigdy”?).

Jest to także mój patron (choć imieniny mam w końcu lata), więc napisałem już o nim tyle razy (pierwszy raz we „Wrocławskim Tygodniku Katolickim” lat temu pięćdziesiąt pięć), że trudno mi, bo nudno, znowu się wypowiadać. Chociaż postać jest wielka, więc i spraw wiele: spróbuję.

Przeznaczono nam do czytania na wczoraj i dzisiaj początki jego żywota, oba z Ewangelii Łukasza (Mateusz zajmuje się tylko małym Jezusem). Najciekawsze dla mnie są dwie wzmianki (druga spoza dzisiejszych lektur), z których wnioskować można o jego bezgrzeszności od samego poczecia. Anioł powiada jego ojcu Zachariaszowi, że już w łonie matki synek napełniony będzie Duchem Świętym, a potem dzieciątko porusza się w jej łonie, gdy jego matkę odwiedza Maria nosząca już Jezusa. Jak pisałem sto razy, był to argument dla tych, co uważali go za poczętego „niepokalanie”, jak Maria z Nazaretu, czyli nieskażonego żadną skłonnością do moralnego paskudztwa. Informowałem też, że takie myśli przychodziły i pewnie dalej przychodzą do głowy raczej chrześcijanom wschodnim, którzy nawet mają aż pięć jego świąt: Zachód jakby preferuje Józefa.

Jan kojarzy się potocznie raczej z ascezą, pustynią, pokarmem szczególnym (szarańczą i miodem od pszczół dzikich), także z karceniem pary królewskiej, które kosztowało go życie. Jednak staram się nie nudzić, wobec czego podkreślam u mego patrona jego religijną inność. Był on przecież na pograniczu dwóch Testamentów. Dojrzał w swoim krewniaku Mesjasza, nie miał też ciągot nacjonalistycznych (gromił pychę rodaków potężnie), niemniej miał chyba trudności ze zrozumieniem, że to dopiero pierwsze przyjście Chrystusa, takie łagodne, bez doraźnego efektu (por. Mt 11,2-19 i Łk 7,18-35).

Nie wszystko rozumiał, ale święty był niebywale. Może jest po trosze patronem wszystkich wielkich świętych innych religii, których to ludzi mamy niemało. Z Buddą na czele.

Biorę urlop, do zobaczenia 12 lipca!

Reklama

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s