Bliźni zwierciadłem moim. Ksiądz bez kapłańskiej gęby

Ewangelia Mateusza 7,1-3

„Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Bo takim sądem, jakim wy sądzicie, i was osądzą; i taką miarą, jaką wy mierzycie, wam odmierzą. Czemu to widzisz drzazgę w oku brata swego, a belki we własnym oku nie dostrzegasz?”

Biblia Tysiąclecia. Nie wiem, czy to tłumaczenie lepsze od naszego, bo my mamy „źdźbło” zamiast „drzazgi”. Ona tradycyjna i barwna, zaleca się ostrością, ale czy ta cecha tu właśnie pasuje? Poznanianka ma wręcz „pyłek”, bo chodzi tu przecież o coś całkiem różnego od „belki”, o coś nic nie znaczącego a „drzazga” mniejsza, ale dotkliwa diabelsko.

Jest jeszcze problem, co znaczy „nie sądźcie”. Chodzi o czyjeś prywatne poglądy czy o jakiś publiczny trybunał sprawiedliwości? My mamy „nie osądzajcie” i Paulistka też, a to oznacza raczej to drugie. Niestety ewangelista oraz redaktor dzieła nie żyje i nie da się od nich dowiedzieć, co dokładnie mieli na myśli. Na szczęście nie jest to w tych wersetach najważniejsze.

Najważniejsze jest przesłanie moralne: jest w naszym „ja” najgłębsze przekonanie, żeśmy zupełnie różni od innych ludzi. Bardzo nam trudno zrozumieć, że bliźni ma różne wady, owszem, tyle że my mamy je również i nieraz dokładnie te same. Albowiem inny człowiek lustrem naszym bywa. I plucie nań bywa prawie jak paskudzenie własnej fotografii.

Można jednak również skrzywdzić kogoś innym zarzutem, takim, który nie jest z tak zwaną ”wicewersą”: w lustrze owej wady nie widać. Przykład lustracyjny: ktoś, kto nie dał się skaptować, nie najlepiej myśli ”w tym temacie” o swoim szefie. Otóż okazało się jednak , że owszem, szef rozmawiał z panem oficerem, może nawet za dużo, ale akurat w przypadku tego niezłomnego podwładnego dobrze, że jego zwierzchnik nie był małomówny, ponieważ zapytany, czy ów podwładny nie nadawałby się na TW, przekonał esbola, że nie, bo ów podwładny za nerwowy itp. Zajrzawszy do swojej teczki ów ktoś podziękował szefowi – drogą nadziemską, bo on już na tamtym świecie – najserdeczniej. Teczka czasem rozczarowuje miło.

Gdy jesteśmy jednak przy podziękowaniach, napiszę o jubileuszu zupełnie „apolicyjnym”. 50 lat działa jako kapłan (prezbiter) Adam Boniecki, postać znana stąd i owąd. Zakonnik marianin (MIC), duszpasterz akademicki krakowski, współredaktor „Tygodnika Powszechnego”, potem szef sekcji polskiej „L`Osservatore Romano”, potem marianów szef światowy (generał), potem naczelny owego tygodnika. Jubileusz był święcony mszą w Krakowie, potem również w Warszawie w sobotę w pięknym kościele mariańskim na Stegnach. Jubilat powiedział świetne kazanie, gdzie humor skrywał autentyczny patos, potem dzisiejszy generał chwalił Bonieckiego bardzo, tak jakby „Tygodnik Powszechny” nie był „Żydownikiem Powszechnym” dla niejednego katolika, a ukoronował pochwały list od papieża napisany przez watykańskiego sekretarza stanu.

Po mszy natomiast można było kupić książkę pt. „Zaczęło się u Św. Anny. Ks. Adamowi Bonieckiemu na 50-lecie kapłaństwa”, gdzie wspominają go jego owieczki akademickie. Na przykład tak:

„Świadectwo życia kapłańskiego ks. Adama i spojrzenie na Kościół, które reprezentował, było dla mnie wówczas (i jest nadal) podstawą przekonania, że z duchem Kościoła prawdziwie Bożego pozostaje w sprzeczności wszelki triumfalizm, pycha i materializm jego członków (także, a może przede wszystkim duchowieństwa). Ks. Adam żył bardzo skromnie, nigdy nie przejawia nawet cienia niewłaściwie pojmowanego paternalizmu i triumfalizmu (choć po ludzku sądząc, mógłby mieć do tego liczne podstawy!). „Adam jest księdzem całkowicie pozbawionym »kapłańskiej gęby«, co nie jest częste w jego środowisku.” Wypowiedź pierwsza Krystyny Kluzowej z domu Szwaja, druga Jana Gordziałkowskiego.

Są księża, którzy odciągają ludzi od Kościoła, inni, co przyciągają. Ilu jest pierwszych, ilu drugich? Może nawet i plus minus tyle samo, ale poza tym legiony takich, co ani to, ani tamto. A to też źle.

Wracam do sprawy Paetza. Arcybiskup molestował jednych seksem, innych teraz prośbą o litość. Kumoterstwo kościelne uruchamiał doskonale. Niestety wciąż udaje, że on nigdy nic. Seks siła jak powódź, trzeba to rozumieć sądząc człowieka. Ale jakieś tamy i wały muszą być. I takie tamy wreszcie Watykan postawił. Co było wcześniej, jasne nie jest. Myślę, że dobre wyrażenie padło w ”Wyborczej” w dzisiejszym tekście Włodzimierza Bogaczyka. Z poprzednich wynikało, że był rozkaz: otóż watykańskiego rozkazu nie było, ale były nalegania. Arcybiskup Gądecki postawił się – i wygrał. Nawet więcej, niż mogłem się spodziewać: Bogaczyk słusznie zauważył, że wreszcie zostało powiedziane jasno, za co abp Paetz został usunięty. W tekście watykańskim padło zdanie, że żadna rehabilitacja nie nastąpiła – a przecież jeśli kogoś nie można zrehabilitować, to znaczy że był winny.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s