Egocentryczne dywagacje

Ewangelia Mateusza 6,5

„Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę.”

Biblia Tysiąclecia.

Powinienem napisać o używaniu modlitwy do celów politycznych, ale ten temat poruszałem już tyle razy, że chyba starczy. Niech będzie natomiast trochę „psychologii moralnej”.

W ogóle nie należy się chwalić. Także dawaniem jałmużny, o czym jest w Ewangelii wcześniej. Należy wstydzić się takiego eksponowania własnego ja, bo pokazuje się wtedy tylko dobrą stronę własnej osobowości, ale jest to też jakaś manifestacja swojej osoby, która trąci egocentryzmem. Ludzie skryci wzbudzają moją sympatię. Bo w ogóle nie lubię gadulstwa, ale też wydaje mi się, że gaduła jest egocentrykiem. Co prawda, byli i są święci gadatliwi: taki był skądinąd całkiem nadzwyczajny ksiądz Bronek Bozowski, który nie był w stanie powiedzieć kazania krótszego niż bite pół godziny, niemniej nie na tym polegała jego świętość. Przykład miłości bliźniego dawał natomiast Jan Paweł II także przez to, że raczej słuchał, niż mówił.

A jaki był ksiądz Jerzy? Niestety nie mogę powiedzieć z autopsji, bo go właściwie nie znałem, ale biografowie świadczą, że był cichy, skupiony i na pewno nie miał nic z gwiazdora.

Swoją drogą niełatwo o nim pisać. W przeddzień jego beatyfikacji postawiłem w „Gazecie Wyborczej” pytanie, czy nie było tak, że bronił wolności tylko dla katolików, dla ateistów już nie. Analizowałem pod tym kątem jego „Myśli wyszukane”, które zebrał jego przyjaciel ksiądz Jan Sochoń (Znak 2001). Wynikało mi z tej analizy wyraźnie, że żadnego monopolu katolickiego nie głosił. Mogłem był dodać jeszcze taki argument, że przyjaźnił się bardzo z profesorem Szaniawskim, człowiekiem niewierzącym, ale poprzestałem na cytatach. Żeby jednak nie przypisywać mu na siłę wszystkich wartości myślowych, napisałem, że w swojej otwartości umysłowej nie szedł tak daleko, jak zachodni intelektualiści w rodzaju filozofa francuskiego Jeana Lacroix, autora książki „Sens i wartość współczesnego ateizmu”. No i doczekałem się ataku byłego prowincjała jezuitów warszawskich, ks. Dariusza Kowalczyka, który w piśmie diecezji warszawsko-praskiej „Idziemy” uznał, że ta moja pisanka to „dość nikczemne dywagacje”.

Autor wraz z całym kościelnym tygodnikiem w ogóle nie znosi „Gazety”, więc może nie powinienem się dziwić. I nie pisałbym tu o tym, gdyby nie bodziec dodatkowy: anonimowa pocztówka z Wrocławia, której autor polemizuje ze mną ze strony zgoła przeciwnej. Dla niego ksiądz Popiełuszko „był wyjątkowo niebezpiecznym i podstępnym politykiem. W swoich przemówieniach wzniecał i podtrzymywał w umysłach zdezorientowanych prostych ludzi nieufność wobec bliźnich.” Co zdaniem autora pocztówki skutkuje tak, że w jego warszawskiej rodzinie „nie rozmawiają dotąd ze sobą solidaruchy z komuchami. Jedni to bliscy byłego zomowca – rencisty po kontakcie z pokojową demonstracją, drudzy to byli pracownicy Huty Warszawa”. Nie dziwię się solidaruchom – jeżeli zomowiec trwa w swojej postawie moralnej. To, że bite solidaruchy czasem nie wytrzymywały i broniły się, nie gorszy mnie – a wina Popiełuszki, że go nie posłuchali, zgoła żadna.

Kisiel, felietonista wielki, wymyślił przysłowie: „Jeszcze się taki nie narodził, co by wszystkim nie dogodził”. Pocieszam się, że jednak niektórym dogodziłem, a że wzbudziłem aż dwie polemiki, to też dobrze, bo jestem egocentryk i lubię rozgłos.

PS. Co zaś do religii i etyki w szkole: jak już pisałem po wielekroć, katecheza to dla mnie „lekcja” nieporównywalna z wykładem etyki. To coś o wiele więcej: to etyka plus nadzieja, że w walce o dobro nie jesteśmy sami, jest jeszcze Ktoś wszechmocny! Zatem w szkole religioznawstwo, przy kościele katecheza. Tylko kto mógłby tego pierwszego uczyć? Azali mamy dosyć całkiem świeckich tej wiedzy nauczycieli, takich, co znają w ogóle przedmiot, a poza tym potrafią mówić o religiach opisowo, obiektywnie? Katecheta przeciętny – nie bardzo, a ktoś całkiem inny – dość douczony?

Niemniej jest problem lokalizacyjnyny. Katecheza mogłaby być jednak w szkole tam, gdzie kościół daleko, co na terenach wiejskich nierzadkie, a autobusów i tramwajów nie ma. Czy z kolei każda parafia ma dość pomieszczeń dla katechezy? Nie wiem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s