Kto nie lubi inteligencji?

Dzieje Apostolskie 18,24-28

”Pewien Żyd imieniem Apollos, rodem z Aleksandrii, człowiek uczony i znający świetnie Pisma, przybył do Efezu. Znał on już drogę Pańską, przemawiał z wielkim zapałem i nauczał dokładnie tego, co dotyczyło Jezusa, znając tylko chrzest Janowy. Zaczął on odważnie przemawiać w synagodze. Gdy go Pryscylla i Akwila usłyszeli, zabrali go z sobą i wyłożyli mu dokładniej drogę Bożą. A kiedy chciał wyruszyć do Achai, bracia napisali list do uczniów z poleceniem, aby go przyjęli. Gdy przybył, pomagał bardzo za łaską Bożą tym, co uwierzyli. Dzielnie uchylał twierdzenia Żydów, wykazując publicznie z Pism, że Jezus jest Mesjaszem.”

Cenny nabytek taki intelektualista. Tacy ludzie niezbędni są każdej religii, aby stała się kulturą. Jest z nimi kłopot, bo są jak mędrcy ze Wschodu, nie jak pastuszkowie z okolicznych łąk: zamiast kornie poddać się wierze, mędrkują, ile wlezie – ale bez nich prawie nic. Wiara jest sprawą Ducha, ale również ucha: zamiast „człowieka uczonego” my mamy „krasomówcę”, bo chodzi o „człowieka wymownego”, jak przekładają filologicznie ks. Remigiusz Popowski i Michał Wojciechowski (greckie „aner logios”). Co prawda, wielu ludzi bez trudu obywa się bez takich facetów błyszczących słowem, ale są i tacy, którym nie wystarcza zgrzebność umysłowa świętego Jana Vianneya.

Intelektualiści, pisarze i w ogóle owi mędrcy z czterech stron świata drażnią zresztą nie tylko lud prosty, także licznych hierarchów. W Polsce lat minionych było dwóch biskupów niewątpliwie olbrzymich: Wyszyński i Wojtyła. Każdy wielki, ale każdy inny. Prymas niechętnie spoglądał poza kościelne struktury i myślowe obyczaje, przyszły papież – polonista, poeta, aktor, zaprzyjaźniony z tamtym światem – rozumiał go nieporównanie lepiej.

Trzeba jednak zaraz przytoczyć dowcip Stefana Kisielewskiego na temat Gomułki (Władysława): że przekonał się (on, I sekretarz) do inteligencji. Mianowicie do inteligencji Zenona Kliszki… Który – wyjaśnienie historyczne – „po linii Partii” zajmował się Kołem Znak, a choć uwielbiał Norwida, robił to bardzo po swojemu.

Intelektualiści okropnie nie lubią nadmiernego wtrącania się władzy w ich myślowe gospodarstwa: powiadają, ci nawróceni, że wiara owszem, ale wolność również. A nade wszystko trochę oryginalności i w ogóle myślowego błysku. Krasomówcy…

Niemniej już tak jest też na tym najlepszym ze światów, że intelektualiści nie lubią się nawzajem. Podobno Ratzinger z Küngiem byli kiedyś tak zaprzyjaźnieni, że jeden przejmował pocztę drugiego. Wszystko jednak ma swój kres.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s