Znosić ciemność. Płeć w cieniu

Ewangelia Jana 16,12-13

„Jeszcze wiele mam wam do powiedzenia, ale teraz jeszcze znieść nie możecie. Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy”.
Zastanowiło mnie tutaj słowo „znieść”. Inni tłumacze mają „zrozumieć”, co jest bardziej zrozumiałe, ale czy oddaje myśl oryginału? Zajrzałem do francuskiej Biblii Jerozolimskiej, przekładu uchodzącego za bardzo wierny, i jest tam „porter”, czyli bez wątpienia „nosić”. A Biblia Paulińska tłumaczy „udźwignąć”, co bardziej pasuje do noszenia niż do rozumienia.
Można jednak przecież nie znieść psychicznie wiedzy, którą się otrzymuje. Może chodzi tu zatem w Ewangelii o stopniowaną wiedzę o Królestwie Jezusa, które nie jest z tego świata. Które nie polega na ziemskim panowaniu, raczej na służbie, jaka staje się czasem dla Jego dworzan męczeństwem. Taka wizja Królestwa nie zmieściłaby się w głowach apostołów, zanim zobaczyli krzyż, Zmartwychwstałego, a potem Duch ułożył im to wszystko w głowach.
Im ułożył, to pewne, ale kolejnym uczniom Chrystusa? Gdy tylko okazał się możliwy sojusz Ołtarza z Tronem, zawierali go przez długie wieki, panowali zamiast służyć, Ewangelię brali w nawias. Nie zawsze i nie wszyscy, ale było tak, jakby Duch wiał za słabo.
Pewnie za słabo prosimy Go o pomoc, ale kiedy szczęśliwie minęła ciemność „ery konstantyńskiej”, jest nadal za mało światła. Pytamy, gdzie jest Bóg, gdy rozbijają się samoloty, pytamy, gdzie jest Bóg, gdy trzęsie się ziemia, pytamy, skąd tyle zła wśród tych, co powinni świecić przykładem. Pytamy, skąd tyle zła w każdym z nas.
A przeznaczono nam na dzisiaj także zdanie z Dziejów Apostolskich (18,1), że po sławnej mowie na Areopagu do Pawła przyłączył się Dionizy nazwany Areopagitą „i kobieta imieniem Damaris”. O dziwo, nawet imię wspomniane… Co mi przypomniało wydaną właśnie w Bibliotece „Więzi” książkę Elżbiety Adamiak „Kobiety w Biblii. Nowy Testament”. Teolożka z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu drukowała w „Tygodniku Powszechnym” cykl sylwetek kobiecych najpierw ze Starego Testamentu, z czego powstała książka Znaku, potem z Nowego – i znów mamy lekturę dla obojga płci. Może nawet raczej dla sumienia męskiego, bo autorka jest feministką – jeśli przez ten termin rozumieć poczucie męskiej dominacji.
No cóż: i w tej sprawie jakby Duch wiał za subtelnie na męski beton. Można zżymać się na skrajności myślowe feminizmu, ale daje do myślenia na przykład taka uwaga doktor Adamiak w rozdziale o kobietach w Dziejach Apostolskich: „Gdy Łukasz wspomina o siostrzeńcu Pawła (dosłownie mówi: »syn siostry Pawła«, Dz 23,16), dowiadujemy się, że Paweł miał siostrę. Inne informacje o niej już do nas nie dotarły.” Bo jeśli na przykład jej brat miał aż dwa imiona, to ona miała choć jedno… Co prawda, wiadomości o samym Pawle też nie zadowalają naszej biograficznej ciekawości: przecież od jego nawrócenia do rozpoczęcia apostolskiej działalności minęło dobre kilkanaście lat, większość których spędził w rodzinnym Tarsie – co tam robił, nie wiemy! Niemniej oczywiste jest, że w Biblii obu Testamentów płeć piękna jest w cieniu tej brzydszej. I że ta sytuacja piękna nie była.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s